Rozdział I

294 13 2
                                        

Był to pierwszy dzień w szkole Satoru... Nie był z tego powodu zadowolony jak większość jego rówieśników. Powodem tego było prawdopodobnie to, że trudno było mu nawiązać kontakty z innymi, od zawsze był introwertykiem. Niektórzy dokuczali mu nawet z tego powodu i mimo, że zdawało się jakby nie zwracał uwagi, często jego serce pękło wtedy na kawałki.

Pogoda zdawała się jakby rozumieć co czuje Satoru, bo było ciemno i ponuro. Zbierało się na deszcz, a Satoru wychodził dopiero z domu, bez parasola. Już teraz czuł się źle, był zmęczony i przeziębiony co mogło świadczyć o tym, że będzie chory. Czuł się tak prawie zawsze, więc nie był zaskoczony.

[...]

Kiedy dotarł do szkoły zaczęło straszliwie padać, uczniowie szybko wbiegali do szkoły przez co niektórzy go potrącili. Pośpiesznie przebrał buty i postanowił, że od razu pójdzie do swojej klasy. Przeszedł przez kilka długich i starannie wyczyszczonych korytarzy, jednak nigdzie nie mógł jej znaleźć. Oczywiście napotkał po drodze kilku rówieśników, ale nikogo nie spytał o drogę. Nagle kilkanaście chłopców zaczęło biec na dach, podążył za nimi ciekawy co się dzieje. Kiedy wyszedł na dach, a krople deszczu spadały na jego bladą twarz, poczuł jak zimno ogarnia jego całe ciało i chciał wbiec do środka, jednak coś zatrzymało go i ruszył przed siebie.

Jego mundurek był już cały mokry, a z jego nosa co sekundę spływał katar. Wreszcie ujrzał co tak bardzo zwracało uwagę jego "kolegów". Była to mała grupa chłopców, najwidoczniej urządzających sobie pojedynek. Satoru nie był zbyt zainteresowany takimi bitkami, ale tym razem coś pchnęło go w tamtą stronę i kilka minut później znalazł się w tłumie starszych od niego chłopców. Wszystko co był w stanie zobaczyć to tylko tyły głów innych, był zbyt niski i mało odważny by wejść głębiej w tłumy, dlatego postanowił obejść cały ten tłum i kiedy wreszcie znalazł miejsce z którego udało mu się wszystko zobaczyć, ujrzał kogoś znajomego. Był to jego dawny przyjaciel, na imię miał Akihiko, Akihiko Nakamura. Dawniej był dla niego jak starszy brat, opiekował się nim i pocieszał go, kiedy był smutny. Satoru uwielbiał z nim przebywać i prawdopodobnie tylko on potrafił to zrozumieć.

W tym momencie serce Satoru jakby zaczęło bić znacznie szybciej. Oczywiście nie po raz pierwszy widział bijącego się Akihiko, jednak tym razem było to coś więcej niż zwykła bójka. Zdawało się jakby drugi chłopak chciał go zabić, albo przynajmniej doprowadzić do jego omdlenia. Jednak Akihiko zdawał się silniejszy i z łatwością sprowadził go na ziemię i zaczął bezustannie bić. Satoru, widząc jego zakrawioną i posiniaczoną twarz, chciało się płakać. Bez namysłu skoczył ku Akihiko i przepychając się przez tłum dotarł do nich i chwycił Akihiko za ramię. Ten natomiast spojrzał na niego zaskoczony i po chwili odepchnął ze złością, ale Satoru nie wydawał się odpuszczać. Wreszcie ktoś z tłumu uderzył w twarz Satoru, który upadł z hukiem na mokrą od deszczu ziemię, w tej samej też chwili na dach wpadł rozwścieczony dyrektor.
[...]

Cała trójka znalazła się u pielęgniarki, a zaraz później w gabinecie dyrektora.
- Akihiko Nokamura, prawda? - zapytał dyrektor z spoglądając na niego. - Widzę, że wcale się nie zmieniłeś...
Nikt nie wydusił z siebie najmniejszego dźwięku, Satoru spoglądał ze smutkiem na drewnianą połyskującą podłogę, Akihiko patrzył odważnie w oczy dyrektora, natomiast nieznajomy chłopak mamrotał coś pod nosem.
- Daje wam ostrzeżenie, nie będę tolerował takiego zachowania w naszej szkole - powiedział to i wskazał na drzwi, co znaczyło, że szybko mają opuścić ten pokój.
Najwcześniej z miejsca ruszył Satoru i praktycznie wybiegł na ruchliwy korytarz. Każdy spoglądał a jego stronę, co sprawiło, że się zawstydził. Zaraz później z gabinetu wyszedł Akihiko i ten drugi chłopak. Satoru ciągle wpatrywał się w twarz swego dawnego przyjaciela, jednak ten nawet nie zwrócił na to uwagi, co trochę go zasmuciło.

Jeszcze kilka lat temu byli nierozłączni, teraz nawet nie potrafią ze sobą porozmawiać...

Satoru dalej czuł więź z Akihiko, dlatego po raz pierwszy to on zrobił krok i pobiegł za chłopakiem.
- A-Akihiko! - krzyknął zawstydzony i chwycił dużą dłoń dawnego znajomego. Ten jednak szybko ją wyślizgnął i szedł dalej jakby nic się nie stało. Satoru nie zamierzał odpuszczać, ponieważ z natury tak naprawdę był bardzo uparty.

Wreszcie wyprzedził chłopaka i stanął mu na drodze z jeszcze mokrymi włosami, z których powoli spadały małe krople wody.
- Pamiętasz mnie...? - zapytał ze spuszczonym wzrokiem.
- Nie - odpowiedział szybko Akihiko i podążył dalej odpychając Satoru.
- Znowu chcę być twoim przyjacielem! Nie obchodzi mnie to, że kiedyś mnie zostawiłeś! - Satoru krzyknął to, niemalże płacząc. Akihiko stanął w miejscu i przez chwilę ani drgnął, po chwili zwrócił się do Satoru z miną wściekłego psa i powiedział:
- Ale ja nie chcę się już z tobą przyjaźnić! Jesteś tylko żałosnyn dzieckiem, które nie umie o siebie zadbać.
I odszedł.

Mina Satoru mówiła za siebie, w tym momencie przeżył szok. Nie kontrolował już swego ciała i ześlizgnął się na podłogę, tym razem z twarzą całą w łzach. Nie potrafił określić co się dzieje, tak jakby jego serce zatrzymało się i już odszedł z tego świata. Niektóre osoby widząc co się stało podbiegły do Satoru i próbowały obudzić go z tego "stanu".
[...]

Po chwili znalazł się na łóżku u pielęgniarki, ta zaś siedziała na krzesełku obok niego i patrzyła ze smutkiem na twarzy. Widząc, że powoli zdaje sobie sprawę z tego gdzie jest, powiedziała:
- Wszystko w porządku? Podobno zemdlałeś na korytarzu... Czy coś się stało?
- J-ja... gdzie... A-Akihiko... - osłabiony jeszcze wyjąkał kilka słów, ale ciężko było zrozumieć co mówił. Wreszcie pielęgniarka dotknęła jego gorzejącego czoła i ze zmartwieniem stwierdziła, że ma gorączkę i najlepiej będzie jeśli wróci do domu.
- Czy jest ktoś kto mógłby się tobą zająć?

Jego rodzina dawno temu porzuciła go zostawiając w opiece babci, jednak kiedy i ona opuściła ten świat, nie miał już nikogo. Wtedy przypomniał sobie o tym jak Akihiko opiekował się nim kiedy ten był bardzo chory.
- A-Akihiko Nakamura! - powiedział to jak najgłośniej potrafił, ale zaskoczona pielęgniarka potrzebowała chwili, aby to przetworzyć w głowie. Dokładnie wiedziała o zachowaniu Akihiko, ponieważ bardzo często pojawiał się w jej gabinecie z oczywistych powodów.
- Nie ma jakiejś innej osoby? - zapytała ze smutkiem na twarzy. Za odpowiedź wystarczyły jej łzy w oczach chłopca i szybko podążyła do klasy gdzie znajdował się jego dawny przyjaciel.

•°My Troublemaker°•  [BL/YAOI]Stories to obsess over. Discover now