Rozdział 1

27 3 0
                                        

- Idę do U.A. - powiedziałam z przekonaniem, błagając niebiosa, żeby rodzicie nie mieli nic przeciwko mojemu postanowieniu.

Dłonie mamy, która właśnie przygotowywała obiad zamarły w bezruchu, trzymając trzon noża tak mocno, że zdawać by się mogło, że zaraz go złamie. Natomiast spokojny i opanowany ojciec siedział przy stole z kamienną miną czytając gazetę, co jakiś czas popijając wcześniej przygotowaną, zieloną herbatą.

- Młoda damo – zaczął powoli ciężkim głosem. Przełknęłam głośno ślinę, zaciskając dłonie w pięści. - Ostatnim razem wyraziłem się dość jasno.

Tata odłożył powoli gazetę na stół, do ręki wziął kubek z herbatą i upił łyk, wbijając we mnie twarde spojrzenie.

- Kochanie... - zaczęła cicho mama, ale ojciec przerwał jej ruchem dłoni.

- Nasza tradycja jest najważniejsza. Kiedy mnie zabraknie przejmiesz rodzinne brzemię i dojo będzie twoje. Z pokolenia na pokolenie w naszej rodzinie przekazuje się sekretne techniki miecza. Już nie długo na twoich barkach spocznie przyszłość naszej rodziny.

Wiedziałam. Spuściłam głowę, rozluźniłam dłonie i siłą powstrzymałam cisnące się do oczu łzy. Nie powiedziałam nic więcej. Obróciłam się na pięcie i szybkim krokiem weszłam po schodach na górę, zaraz wchodząc do swojego pokoju.

Poniekąd ojciec miał rację. Nasza tradycja względem sekretnych tajemnic miecza była przekazywana z pokolenia na pokolenie już od dawien dawna, a ja doskonale o tym wiedziałam. Byłam jedyną dziedziczką rodzinnego brzemienia i chyba jako jedyna nie chciałam go brać na własne barki ze względu na własne ambicje i chęć ratowania świata na swój własny sposób.

Od dziecka marzyłam, żeby zostać bohaterem jak All Might, ale gdy tylko ujawniła się moja moc, zostałam przyciśnięta przez ojca. Zakaz jej użytkowania dotyczył mojej osoby już do końca życia, a ja czując okowy rodzicielskiego gniewu, nie potrafiłam się postawić. Zawsze uciekałam z podkulonym ogonem.

W wieku pięciu lat zajęłam się walką mieczem. Treningi pochłaniały cały mój wolny czas, więc kilkakrotnie zawierane znajomości nie miały możliwości przetrwania dłużej niż tydzień, góra dwa. Jednak był wyjątek, a mianowicie jeden z naszych adeptów – blond włosy chłopak z pięknymi, czerwonymi skrzydłami.

Zawsze machał mieczem jak opętany. Był szybki i zwinny. Skrzydłami potrafił blokować ataki, natomiast niektóre ostre pióra służyły mu jako ostrze, którymi wyprowadzał ataki. Zawsze wpatrywałam się w jego walkę jak zahipnotyzowana, do granic możliwości podjarana jego osobą, aż któregoś dnia ojciec zasugerował nam sparing.

Walczyliśmy długo, a każdy z osobna wyczerpany po przebytym boju, nie chciał przegrać, myśląc, że zaszedł już tak daleko i za chwilę zwycięży. Koniec końców pojedynek skończył się remisem. Miałam wtedy zaledwie dziesięć lat.

Podeszłam wolno do drzwi balkonowych, które szybko odsunęłam i wyszłam na zewnątrz, zaczerpując świeżego, nocnego powietrza. Ekran wyświetlacza mojego telefonu wskazywał ósmą, więc decydując się szybko na krótką rozmowę z przyjacielem, wybrałam jego numer, odczekując zaledwie dwa wywoływania.

- Hawk? - spytałam, jakby nie pewna, czy dobrze wybrałam.

- Słucham cię.

Odetchnęłam z ulgą, słysząc jego spokojny i nad wyraz zadowolony głos. Wiele razy marzyłam, żeby być taka jak on. Dlatego w ukryciu trenowałam swoją moc, żeby pewnego dnia stanąć u boku przyjaciela i z nim podbijać świat przestępców.

- Ojciec znów się nie zgodził – powiedziałam smutno, opierając się o drzwi balkonowe. Głowę uniosłam do góry i spojrzałam przelotnie na migoczące w oddali gwiazdy.

BNHA || Doubt myselfStories to obsess over. Discover now