Wybiła godzina 18. Dla innych mógły być to powód do radości: koniec pracy w dniu dzisiejszym. Nie dla mnie. Nikt nie czeka na mnie w domu. Nie mam rodziny, dzieci nawet zwierząt. Ja nigdy na nikogo nie czekałem . Nagle słysze pukanie do drzwi mojego gabinetu.
-Wejśc.
-Przepraszam detektywie, że nachodzę pana o tej godzinie, ale wygląda na to, że to coś dużego.
-Dziękuje zaraz przyjdę.
Asystent wyszedł.
"Detektyw Emmanuel Van Der Linde"
Powiedziałem na głos wczytując sie w plakietkę leżącą na krawędzi mojego biurka. Nie było drugiego takiego detektywa w agencji. Wstałem, włożyłem pistolet do kabury przy pasie i wyszedłem. Idąc korytarzem
zastanawiałem się nad sprawą, która miała zostać mi przydzielona. Bez pukania wszedłem do pokoju konferencyjnego. Tam czekał na mnie mój przełożony: komisarz Adolf Kina.
-Van Der Linde jesteś, siadaj. Mamy problem.
-Domyślam się - powiedziałem siadając wygodnie na krześle.
-Zabójstwo, znowu. Pokazał wskaźnikiem na mapę. Mokotów. Niecałą godzinę temu. Podobno to był on.
-Kto.
-Nie wiemy jak się nazywa. Chłopaki z agencji nazywają go "muerte". Zwykły szaleniec, ale ktoś sprytny musi go złapać i postawic przed sądem. Dlatego zwracam się do ciebie.
-Ciało jest jeszcze na miejscu?
-Tak, koroner zabierze je dopiero jak zjawi się ktoś od nas.
-Idę.
-Dziękuje, wiesz jak jest sprawa jest pilna. Burmistrz truje mi dupe o wzrost przestępczości w mieście.
-Jasne. - odpowiedziałem sucho przechodząc przez próg drzwi.
Wszedłem jeszcze na chwilę do swojego gabinetu po marynarkę. Poprawiłem mój czerwony krawat po czym skierowałem się w stronę wyjścia. Na ulicy czekał na mnie kierowca. Otworzył przede mną drzwi. Bez słowa wsiadłem na tylnie siedzenie i zacząłem rozmyślać. Miałem trudności z okazywaniem emocji innym ludziom. Miałem również ku temu powody. Pierwsze 16 lat życia spędziłem w sierocińcu. Moi rodzice zgineli w wypadku, chodziaż po dziś dzień nie jestem w stu procentach przekonany czy to na pewno był wypadek. Moja obojętność i chłód był przydatny w mojej pracy. Możliwe, że właśnie dla tego byłem w niej taki dobry. Czarny samochod się zatrzymał. Na miejscu czekali już na mnie policjanci. Była godzina 20.
-5 piętro po lewej - podwiedział mi jeden z nich patrząc się na mnie.
W jego oczach widać było strach. Być może to przez te okulary które nosze na sobie. Czarne, okrągłe okulary przeciwsłoneczne. Dodawały mi odwagi, czułem się w nich silniejszy.
Dostałem je w prezencie od mojego kolegi, jeszcze jak mieszkałem w sierocincu.
...
Wszedłem do mieszkania. Brak śladów włamania. Przynajmniej od strony frontowej. Wnętrze było bogato ozdobione, co mogło wydawać się dosyć dziwne, ponieważ zmarły już mieszkaniec był bezrobotny a z zebranych informacji, nie powinien mieć funduszy na życie w takim luksusie. Ciało znajdowało się w salonie. Precyzyjny strzał w głowę wykonany z niewielkiej odległości.
- W jego materacu znaleźliśmy 2 kilogramy kokainy. Podszedł do mnie jeden z naszych agentów.
Nie odpowiedziałem. Stałem w miejscu i patrzyłem na zwłoki. Nie odczuwałem smutku ani obrzydzenia. Po prostu patrzyłem. Po chwili spojrzałem na okno. Podszedłem i wyjrzałem przez nie. Na parapecie widać było wgniecenia od palców. Sprawca umiał dobrze się wspinać.
Ze wstępnych przypuszczeń moge stwierdzić, że zabójstwa dokonał profesjonalista. Bardzo prawdopodobne, że było to zlecenie.
Dowiedziałem się tyle ile mogłem, trzeba poczekać aż technicy zbiorą odciski palców a koroner zbada ciało. Patrzać przez okno dostrzegłem jakiś Cień, który znajdował sie na dachu. Zdjąłem okulary ale niczego już nie dostrzegłem. Wyszedłem z mieszkania kierując sie w strone auta.
KAMU SEDANG MEMBACA
Nienawiść
Misteri / ThrillerKryminał opowiadający o przeżyciach i przemyśleniach detektywa oraz mordercy na zlecenie.
