Michael całuje mnie w policzek na co lekko się uśmiecham. Jedynym plusem tego całego całowania i przytulania na oczach wszystkich jest to, że Niall jest ... Michael jest gejem. Tak właśnie, Michael jest moim przyjacielem- gejem i jest z Maxem. Chłopakiem, który kiedyś złamał serce mojej przyjaciółce bo został gejem.
-Lily, skarbie- Anne zjawia się w salonie- musisz wziąć leki inaczej znowu możesz stracić z wagi.
Na jej słowa połowa osób zgromadzonych patrzy na mnie, przez co chowam się bardziej za Mi. Chłopak niepewnie mierzy mnie morderczym wzrokiem, a następnie pokazuje mi, że mam wymaszerować do kuchni, gdzie zrobi mi wykład "dorosłego tatuśka". Zawsze kiedy wychodziłam ze szpitala robił właśnie takie pogadanki.
-Czy ty oszalałaś do reszty? Stracić na wadze?- szepcze ale ze zgrozą dla tego nie odzywam się.- Lilliah, jak tylko przeprowadzę się tutaj, tylko zakończę umowę to odwiedzimy Mc'Donalda i KFC i inne fast food'y w okolicy, bądź tego pewna do cholery.
-Jasne- odzywam się cicho.-Wezmę leki i możemy wracać do salonu
-Możesz dodatkowo zjeść kolacje.- podnosi brwi do góry
-Zjem jak wszyscy wyjdą, nocujecie u mnie?- pytam na co Michael kiwa głową- mój ojciec zgodził się na faceta- śmieję się
-Twój ojciec pisał nam od zawsze przyszłość, i wiem, że nie lubi tego twojego Zayna czy Nialla? Albo obu? Cokolwiek. Wracajmy tam.
-Cóż, chodźmy.
Gdy wracamy, Niall stoi i ubiera kurtkę, pare osób robi to samo. Zbierają się do domu. Gdy większość opuściła mieszkanie, zostały tylko dziewczyny z mojego starego Liceum, Zayn i Michael.Masakra, jednym słowem. Wiem, że kogo bym nie spotkała zawsze czeka mnie kłótnia.
-Lilliah, wiedz, że kiedyś Cię zabije- Zayn przytula mnie i całuje w czoło, po czym dodaje- A ty Halton ogarnij swoje odruchy, i przestań gapić się na Taylora, on nie jest gejem.
-Mam chłopaka- tłumaczy się Mi.
-Tak tylko mówię- Zee uśmiecha się słodko i wychodzi z domu- do zobaczenia skabie.
-To co robimy? Jest dopiero...
-Kolacja skarbie, jemy kolację, dziewczyny chodźcie do kuchni- chłopak woła.
Po kolacji jesteśmy już tak zmęczeni, że dziewczyny śpią w sypialni gościnnej a blondyn śpi w pokoju mojego brata. Anne zdążyła już wyjść. A ja chwilkę łaziłam po domu, lecz gdy już miałam iść się położyć, coś a raczej ktoś zapukał cicho do drzwi. Z wachaniem otworzyłam drzwi. Chyba nikt by się tego nie spodziewał.( ja się spodziewałam ale ok) W drzwiach stał nikt inny, tylko Niall Horan. NIALL. HORAN. JAKBY. KTOŚ. NIE. PRZECZYTAŁ. DOKŁADNIE.
-Co tu robisz?- pytam cicho, chłopak nie odpowiedział, zamiast tego zrobił krok do przodu i pocałował mnie lekko w usta, nie oddałam pocałunku więc się odsunął.- ug...h.. c..co ty tu r...robisz?-wyjąkałam
-Stęskniłem się- uśmiecha się słodko ukazując swoje śnieżnobiałe zęby, bo jakby inaczej, nie?- nie mogłem wytrzymać z Eve, jest beznadziejną słuchaczką, zamiast tego woli gadać w nieskończoność. To przytłaczające.
-I sądzisz, że wpuszczę Cię do domu? Śmieszny jesteś?- uśmiecham się "słodko"
-Czekaj, co?- pyta
-Przeliterować ci?- mam ochotę przywalić mu w twarz najlepiej krzesłem.- Kurwa jesteś taki niedomyślny.
-Nie rozumiem Cię.- wzdycha.
-Bierzesz ślub po skończonych studiach i jesteś w związku.
-Tylko dlatego, że Eva myśli, że jestem ojcem jej dziecka. Oczywiście muszę być nim ja, bo podczas jednej imprezy się nachlała i Taylor świętoszek jest kurwa ojcem, ok? A ja dostałem przywilej wykorzystywania dziewczyn.- co?
-Co?- moja mina zrzedła.
-Oh, co? Zaskoczona?- chichocze
poważny Niall, słodki Niall, zabawny Niall, znów Poważny, znów słodki i znów Zabawny. BIPOLARNY DO CHOLERY.
-Kochasz ją?- pytam
-Nie, proste, że nie. Nie wierzę w miłość. Znaczy wierzę, ale do chuja, nie mam tyle szczęścia, żeby sobie kogoś znaleźć aby mnie kochał nie za moje wyniki, czy status w szkole albo za kase.- odpowiada.
-Jesteś bogaty?- moje oczy wyrażają pewnie zdziwienie a usta już się nie hamują. Och, super.
-Ta- staje się nagle bardzo poważny.
-Uh, przepraszam, nawet w takiej chwili potrafię strzelić jakieś głupstwo. Jestem po prostu zmęczona.- kiwa głową, zamyka drzwi i ciągnie mnie w stronę drzwi. Zastanawiam się skąd wie, gdzie mój pokój.- skąd wiesz, gdzie jest mój pokój?
-Kupowałem ten dom z twoim bratem.- uśmiecha się.- do puki nie będzie tu twojego brata, będziesz zdana na moje wizyty dwa razy dziennie. Justin będzie tylko wtedy kiedy będziesz sama w domu bo ja nie będę mógł Cię odebrać.
-Nie jesteś moim ojcem.
-Do puki go tu nie ma, będę nim, dodatkowo chłopakiem, synem, i bratem.
-Przyjacielem też? Może mam Ci powiedzieć kiedy mam okres?
-Czemu nie.
-TO. BYŁ. SARKAZM.- besztam go
-Cóż, nie załapałem sarkazmu w tym zdaniu. Rozbieraj się.- śmieje się- co?
-Nie rozbiorę się przy tobie.-jęczę
-Oj no nie przesadzaj przebierałaś się przy mnie wiele razy.- uśmiecha się słodko
Wzdycham i ściągnam najpierw spodnie a następnie moją koszulkę. Później podchodzę do szafki i wyjmuję przydużą starą koszulke mojego brata a następnie kładę się po jednej stronie łóżka. Chwilkę później dołącza Horan, który kładzie się po drugiej stronie łóżka, a następnie przyciąga mnie do siebie i obejmuje rękami. Przy nim zawsze czuję się dobrze i nigdy nie mam koszmarów.
Przy nim jest mi dobrze.
YOU ARE READING
DOPE - You are my drug
FanfictionDOPE- opowiadanie NIE jest tłumaczeniem. Opowiadanie jest wytworem mojej wyobraźni, zabraniane kopiowanie fragmentów lub całokształtu opowiadania. One Direction nie jest tu znane. Nie wszystko w tym opowiadaniu jest prawdą tak jak to, że Niall posia...
