Prolog

158 17 37
                                        

Maddie

Był niedzielny wieczór. Spotkaliśmy się całą paczką u mnie, aby w końcu obejrzeć do końca najnowszego "Wiedźmina", bo już za długo z tym zwlekaliśmy. Wszyscy później stwierdziliśmy, że naszym ulubionym bohaterem został Jaskier. Skończyliśmy przed 21:00, Ashley i Paul już poszli, a my rozmawialiśmy jedząc resztki przekąsek.
- Ja i Marcus myśleliśmy ostatnio  o tej nagrodzie z wyjazdem dla czterech osób do Tajlandii.
- Kiedy wy to wygraliście? - zapytałam, czując się może trochę głupio, że tego nie pamiętam.
- Tego dnia, kiedy się poznaliśmy. - odpowiedział Marcus.
- Aaa...
- I chcecie powiedzieć, że bierzecie nas ze sobą? - zapytała Beth, zanim zdążyli coś dodać.
- Dokładnie. - lekko się zaśmiali, bo powiedzieli to jednocześnie.
Beth z radości pocałowała swojego chłopaka.
- Czekaj... A co z rodzicami? - odezwałam się.
- Zgodzili się. Twoja mama zwłaszcza. - Martinus zwrócił się do mnie, a ja przewróciłam oczami. To było do przewidzenia.
- To kiedy się wybieramy?
- We wtorek. Bądźcie gotowe jutro wieczorem, a my po was przyjedziemy.
- To takie ekscytujące, będziemy całkowicie sami w Tajlandii...

***

Na lotnisku kilka fanek podeszło do chłopaków, a oni zrobili sobie z nimi zdjęcia i chwilę rozmawiali.
- Jeszcze niecały rok temu błagałbym mamę, żeby chociaż się z nimi zobaczyć. - odezwała się Beth, kiedy Marcus i Martinus mieli chwilę dla fanek.
- A teraz jesteś w związku z jednym z nich. - dodałam.
- Szalone. Brzmi jak jakieś fanfiction z wattpada. - powiedziała i chwilę potem musieliśmy iść.
Podczas czekania rozmawiałam z Tinusem. Beth i Marcus poszli jeszcze do łazienki, ale długo nie wracali. Zaczynałam się trochę martwić.
- Wiesz, że pierwszy raz będę lecieć samolotem? - odezwałam się do Martinusa.
- Zobaczysz, że to wspaniałe uczucie. Pozwolę ci nawet usiąść koło okna.
- Mam dziękować? Wiadomo, że i tak to ja bym tam usiadła.
- Od kiedy jesteś taka pewna siebie?
- Chyba od wtedy, gdy cię poznałam.
Pocałowaliśmy się, jednak długo to nie trwało, bo z głośników rozległ się głos kobiety:
- Pasażerowie lotu nr 4 proszeni do skierowania się do kontroli bagażu.
- Chyba musimy iść. - powiedział mój chłopak, po tym, jak się od siebie odsunęliśmy.
Na szczęście Beth i Marcus chwilę potem się pojawili. Chłopak miał trochę rozczochrane włosy, a Beth zaczerwienione policzki. Chyba zauważyła, że jej się przyglądam i posłała mi spojrzenie w stylu "No co?", na co ja tylko pokręciłam głową. Naprawdę musieli to robić nawet w lotniskowej łazience?

Godzinę potem siedzieliśmy już w samolocie, oczywiście ja koło okna. Przed nami siedzieli Beth i Marcus. Po obowiązkowych czynnościach, takich jak np. zapięcie pasów, wystartowaliśmy. Turbulencje na szczęście nie były tak silne, jak się tego spodziewałam. Coraz bardziej oddalaliśmy się od ziemi, budynki i inne obiekty robiły się coraz mniejsze. To był piękny widok na Oslo, słońce właśnie zachodziło.
- Jest jeszcze piękniej niż zazwyczaj. - skomentował Martinus.
"Bo jestem tu z tobą" - pomyślałam, ale nie powiedział tego.

Nie mogłam się oprzeć zrobieniu kilku lub raczej kilkunastu zdjęć widoku z okna. Następnie postanowiliśmy z Martinusem obejrzeć film i włączyliśmy "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć". Niedługo potem zasnęłam, tak jak Beth, na ramieniu chłopaka.

Dawno się nie słyszeliśmy, więc co tam u Was?
Zaczynamy nową książkę, nową część. I zaczynamy ją od razu od przygód. Mam nadzieję, że będzie bardziej przemyślana niż poprzednia i po prostu lepsza.
Ale to nie jest dziś najważniejsze. Dzisiaj są urodziny naszej dwójki! Marcus, Martinus, najlepszego, skończyczyliście 18 lat... Czas za szybko mija, to pewne.
No dobrze, więc napiszcie, co myślicie i czy się podoba?

Do napisania!

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Feb 21, 2020 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Only One Tour | Marcus&Martinus [ZAWIESZONE]Stories to obsess over. Discover now