Prolog

49 3 0
                                        

Zawsze uważałam się za osobę, która powinna być liderem. Czułam, że to ja mam się wyróżniać spośród tłumu i to moja osoba pojawiając się w towarzystwie ma robić szum. Moja pewność siebie i charyzma sprawiały, że nie było osoby która mogłaby to zmienić. Podczas gdy pławiłam się w tych cechach, potajemnie wynurzał się też cynizm i egoizm, niekiedy sięgając zenitu. Tak szybko jak potrafiłam zniszczyć relację w swoim życiu, tak szybko ją odbudowywałam. Można powiedzieć, że ludzie byli dla mnie tak banalni jak gra na flecie.
Nigdy nie kryłam tego kim jestem, wręcz przeciwnie. Wywyższałam się tym. Mijając na korytarzach przypadkowe dziewczyny czułam ich wzrok na sobie, niekiedy nawet dało się odczuć nieśmiałe zagrywki. Takie lubiłam najbardziej. Bogu ducha winne uczennice szkoły średniej, które wręcz wodziły za mną wzrokiem i zaczepiały, żeby tylko nawiązać kontakt. Podobało mi się to. Miałam nad wszystkim kontrolę.
Byłam traktowana ulgowo, wystarczyło zrobić maślane oczka i delikatnie musnąć kciukiem po policzku tak, by było wiadomo co jest na rzeczy. Miałam tą bezcenną zdolność zagrania tak jak
sytuacja tego wymaga. Codziennie przechadzając się korytarzami szkolnymi rzucałam zalotne uśmiechy i zawadiacko mrugałam okiem do wybranych dziewczyn. Witając się z nimi, składałam pocałunki w policzek, tylko nieliczne miały zaszczyt poczuć miękkość moich ust na twarzy dłużej niż przeciętnie i subtelniej niż zwykle. Można powiedzieć, że byłam istnym żigolakiem, tylko z tą różnicą, że w wersji damskiej.
Nieraz obiło mi się o uszy, że mam większe jaja niż facet, co bardzo mi schlebiało i łechtało moje ego.
Opinie tych ślicznotek były dla mnie jak heroina dla narkomana. Ciągle chciałam więcej. Niektóre flirtowały ze mną tak bezczelnie, że ciężko było mi opanować swoje zapędy, wiele z nich nie krępowało się w nawiązywaniu kontaktu fizycznego przy pierwszej lepszej okazji. Czułam się jak Pasterz w swoim żywiole.
Oczywiście, żeby nie było zbyt idealnie były też osoby, które szczerze mnie nienawidziły za to jaka jestem. Naturalnie wielu facetów wyraźnie dostawało szału na myśl, że zaliczyłam więcej lasek niż oni, nie mając przysłowiowego „sprzętu”, bo gdy zrozumiałam że to nie w tym tkwi sekret, zaczęłam wykorzystywać to czym natura mnie obdarzyła. Dominację.
Niestety zawsze pragniemy tego, co niedostępne dla nas.
Przed wejściem do budynku jak zwykle pojawiałam się na porannej zbiórce palaczy. Rozmawiałam z towarzyszami, dogryzaliśmy sobie i narzekaliśmy na to, jak cholernie żmudne jest życie w szkole
średniej. Nie należałam do pilnych uczniów, jeśli chodzi o samą naukę. Wiedziałam, że jestem zdolna i
inteligentna, ale najzwyczajniej w świecie miałam zawsze swoje koncepcje i plany na to jak doprowadzić tę budę do stopnia szkoły. Naturalnie obejmowałam stanowisko przewodniczącej, klasy i szkoły, nie mógł nią zostać ktoś inny, to jasne. Cechą lidera nie jest bezapelacyjne dyktowanie swoich zamierzeń, ale przede wszystkim słuchanie tego co ludzie mają do powiedzenia. Dając im możliwość wypowiedzenia się na temat dotyczący także ich, zyskujemy ich zaufanie. Nie mogę sobie zarzucić zignorowania jakiegokolwiek tematu, poświęcałam się organizacji do granic możliwości. Pokazałam ludziom to, co chciałam żeby widzieli, jednocześnie zasłaniając tym swoją mroczniejszą stronę. Poprzysięgłam sobie, że nikt nie ujrzy tego, jaka jest prawda.
Byłam zdecydowanie tym bardziej wyszczekanym typem ucznia. Nie lubiłam gdy coś było nie po mojej myśli, narzucone z góry. Bardzo szybko wpadałam w złość. Byłam wybitnie impulsywna. Uczeń z pazurem.
Moja pewność siebie pochłonęła mnie do tego stopnia, że na te atrakcyjne przedstawicielki płci żeńskiej patrzyłam jak na przedmioty do zaliczenia. Pożerałam je wzrokiem i kombinowałam w jaki sposób dobrać się do ich majtek. Byłam wypaczona z uczuć, nigdy nie brałam tego pod uwagę. Seks dawał mi poczucie kontroli i władzy nad daną sytuacją. To ja ustalałam granice i to ja je burzyłam.
Byłam z całą pewnością nieobliczalna.

Nie PatrzStories to obsess over. Discover now