Rozdział 1 "los i tak już został przesądzony"

1.2K 46 6
                                        

Stojąc przed lustrem, nie mogłam w to uwierzyć. Zostały trzy miesiące, bym osiągnęła pełnoletność. Patrząc w swoje odbicie, nie mogłam uwierzyć, jak bardzo się zmieniłam. Moje niegdyś proste czekoladowe włosy w tym momencie były zakręcone, sięgały aż do końca pleców. Oczy nie wyrażały żadnych uczuć, zmieniły się z jasnoszarego koloru na ciemniejszy szary odcień. Powieki pomalowałam złotym cieniem i zrobiłam kreskę eyelinerem, przez co, podkreśliłam duże oczy. Rzęsy wymalowałam czarnym tuszem, nadając im objętości. . Pełne usta muśnięte szminką w kolorze nude wyglądały bardzo kusząco. Piersi urosły mi w ciągu dwóch lat. Wydawać się mogło, że są sztuczne. Nad swoją figurą też nie miałam za czym płakać, była w kształcie klepsydry. Jędrny tyłek tylko przypominał mi o tym, że moje ćwiczenia nie poszły na marne. Dzisiaj byłam ubrana naprawdę elegancko. Ołówkowa spódnica w kolorze kremowym dopasowała się idealnie do zielonej koszuli, czarne szpilki dodały tylko kilka centymetrów więcej. Jeżeli chodziło o mężczyzn z mojego świata, woleli wysokie kobiety. I tak nie mogłam narzekać na swoje 175 cm. Stała przede mną kobieta, która była gotowa na wszystko, ale czy na pewno? Zauważając ruch za sobą, podniosłam wzrok ze swoich splecionych rąk znów na lustro.


Za mną opierając się ramieniem o framugę, stał mój starszy o trzy lata brat. Jak na dwudziestoczteroletniego mężczyznę, nie mogłam mu nie przyznać, że był bardzo przystojny, ale także bardzo niebezpieczny. W wieku dwudziestu lat uzyskał uszanowanie starszyzny, za zamordowanie nowojorskiego consigliere. Żyjąc w rodzinie mafijnej nie byłoby to nic niezwykłego, gdyby nie to, że zrobił to w zaledwie pięć sekund. Słyszałam dużo plotek, na temat jak to zrobił, ale finalnie nawet nie zapytałam jaka była prawda. Jego niebieskie oczy w tym momencie wywiercały, mi dziurę w głowie. Jego czarne kręcone włosy sięgające ledwo za połową ucha, opadły mu teraz na twarz. Musiałam opanować chęć zaśmiania się. To, że był moim bratem, nie zwalniało mnie z tego, że mógł mnie ukarać.


– Jesteś gotowa? – spytał od niechcenia, patrząc się w okno. – Wiesz, że ojciec nie lubi czekać. – Skwitował chłodnym tonem, odpychając się od framugi. – Zwłaszcza że to twój wielki dzień nie jego. – Kończąc zdanie, kiwnął do mnie głową i ruszyłam za nim w dół po schodach. Chciałam zabrać głos. Chciałam mu odpyskować, ale niestety kobiety w naszym świecie nie mogły się odzywać z brakiem szacunku, bo spotkałaby je kara. Miałam dość tej głupiej zasady, że to mężczyźni są głowami rodziny i to oni przejmują władzę. W dodatku według nich, my powinnyśmy zajmować się przyjmowaniem gości, czyli mówiąc w skrócie; my byłyśmy ich twarzą towarzyską. Nie mogłyśmy pracować, było to zabronione.

No cóż, zresztą dużo rzeczy było zabronionych, ale dzisiaj nie miałam nawet siły o tym myśleć. Miałam większe zmartwienie, patrząc na to, że zaraz poznam swojego przyszłego męża. W dniu swoich urodzin miałam wyjść za przyszłego Bossa chicagowskiej mafii. Nie podobało mi się to i nawet pokłóciłam się przez to z ojcem...

~~~~~~~~~~ Kilka dni wcześniej~~~~~~~~~~~~

– Żartujesz sobie?! – Nie mogłam opanować swojej złości. Patrzyłam na ojca z nienawiścią w oczach. Moja matka nawet się nie odezwała. Staliśmy w jego gabinecie, do którego rzadko mnie wzywał. Tutaj tylko rozmawiał, ze swoimi ludźmi. – Nie ma opcji, że za niego wyjdę! – Nie obchodziło mnie co mi zrobi, nie zgodzę się na zaaranżowane małżeństwo.

– Uważaj, do kogo mówisz. – Warknął wkurzony ojciec – Masz szczęście, że przyszły boss w ogóle cię wybrał i cię zechciał.

– Czyli uważasz, że nie jestem dobrą partią dla niego? – Wycedziłam – To po co się zgodziłeś na ten ślub, skoro nie jestem jego godna?!

- Ponieważ on cię chce, a ja nie będę mu odmawiał, skoro mu się spodobałaś. Poza tym, to przyszły boss, skoro coś chce, to dostaje i koniec kropka. – Podparł się łokciami o swoje biurko i popatrzył na mnie ostrzegawczo.

– A ty myślisz, że ja jestem jakąś lalką, którą możesz dawać, bo ktoś ją chce?! – Wrzasnęłam głośniej.

– Chantelle uspokój się – Upomniała mnie matka, gdy ojciec wstał i obszedł biurko, stając twarzą w twarz ze mną. Górował nade mną z jakieś 5 centymetrów i przez to, musiałam lekko unieść głowę ku górze.

– Wyjdziesz za niego, czy ci się to podoba, czy nie. Uczynisz zaszczyt naszej rodzinie i się poświęcisz. I nie interesuje mnie, to co masz do powiedzenia, ponieważ gdy zjawisz się na przyjęciu zaręczynowym, będziesz w siódmym niebie, że wybrał właśnie ciebie. Zrozumiano? – Widziałam, że zacisnął mocniej pięści.

– Żadnego ślubu nie będzie. – Wycedziłam przez zaciśnięte zęby. Gdy te słowa opuściły moje usta, ojciec nie wytrzymał i zamachnął się, uderzając mocno z otwartej ręki w mój policzek.

- Nie obchodzi mnie twoje zdanie – Warknął, gdy złapałam się za policzek zszokowana. Nigdy nie stosował na mnie przemocy. Był oziębły, ale nigdy mnie nie dotknął. W tym dniu zrozumiałam, że mój los i tak już został przesądzony.

~~~~~~~~ Teraźniejszość~~~~~~~~

Przypominając sobie rozmowę z ojcem, złapałam się odruchowo za policzek i pomasowałam go lekko. Musiałam pogodzić się ze swoim losem. Nie było sensu walczyć. Właśnie dlatego teraz stawałam przed drzwiami, za którymi odbywało się moje przyjęcie zaręczynowe.

- Nie mam za dużo czasu, rusz się Chantelle – Oliviero otworzył drzwi z hukiem, po czym popchnął mnie do środka. Wszystkie oczy najważniejszych rodzin mafijnych spadły na mnie. Spanikowana spojrzałam na brata i spiorunowałam go wzrokiem. Oli uśmiechnął się perfidnie i kiwnął głową w stronę naszego ojca, który w tym samym momencie rozmawiał z jakimś mężczyzną, który stał do mnie plecami. Ignorując wzrok wszystkich, ruszyłam wolnym krokiem do Fabiana Salvatore – mojego ojca.

Zauważył mnie i z uśmiechem wskazał gestem dłoni w moją stronę mężczyźnie, z którym rozmawiał, by się odwrócił. W tym samym czasie gdy go zobaczyłam, zamarłam. Przede mną stał mój przyszły mąż Enzo Cateno. Przystanęłam w bezruchu. Pobladłam, ponieważ mój narzeczony zmarszczył brwi i ruszył wolnym krokiem w moją stronę. Niestety ostatnie co pamiętam to, że zaczęłam osuwać się na podłogę, lecz w ostatniej sekundzie ktoś mnie złapał, ratując przed upadkiem i już po zapachu , domyśliłam się, że to Enzo trzymał mnie w ramionach. Później widziałam tylko ciemność...

Powtarzaj to sobie, skarbieGeschichten, die süchtig machen. Entdecke jetzt