- Helay! Dalej cię tu nie widzę... - Usłyszałam wołanie dochodzące gdzieś ze szczytu pagórka. Już ledwo biegłam. Czułam jak cała twarz pulsuje mi gorącem, a mięśnie rozrywa ból. Zostało już tylko kilka metrów zbocza do przebycia, ale zupełnie mnie to nie pocieszyło. W tym miejscu zbocze było dość strome i obrośnięte młodą, zieloną, śliską letarą. Musiałam zwolnić. Tu, jeśli chciałam dotrzeć na szczyt, musiałam uważać gdzie stawiam nogi. Gdybym chociaż na chwilę straciła równowagę, zjechała bym w dół po błocie i musiała bym zacząć ten odcinek od początku. Niedoczekanie.
Na szczycie stał mój ojciec i przyglądał mi się z rękoma skrzyżowanymi na piersi.
- Je... Jestem tato. – sapnęłam z trudem łapiąc powietrze, gdy dotarłam do szczytu i prawdopodobnie cała czerwona ze zmęczenia, przysiadłam na dużym kamieniu. Odgarnęłam włosy które wypadły mi z warkocza i smyrgały w twarz. - Jak mi poszło? - zapytałam, kiedy udało mi się trochę uspokoić oddech.
- W miarę zadowalająco. Myślę, że wystarczy, ale to okaże się dopiero jutro. – spojrzał gdzieś w stronę naszego małego, pomalowanego na zielono domu. Zapanowała chwila ciszy. Wstałam powoli i spojrzałam tam gdzie tata. Dookoła naszego domu rosło mnóstwo drzew, teraz kwitnących na różne kolory. Poczułam ukłucie w sercu na myśl, że mogę tego widoku nie zobaczyć przez bardzo długi czas, a może nawet już nigdy. Zawiał delikatny wiatr.
- Juro będzie rekrutacja, na której będą przyjmować nowe osoby. Niech ci się nie wydaje, że ponieważ z góry cię przyjmują, możesz sobie odpuścić. Od tego która będziesz w rankingu, będzie zależał twój stopień jako Sarve, a więc cała twoja przyszłość. – Powiedział tata głosem wypranym z emocji. Nie odpowiedziałam, znów zaległa cisza, przerywana tylko cichym świstem wiatru. W końcu tata odwrócił się i zaczął powoli schodzić na dół. Ja dalej stałam, chciałam jeszcze chwilę popatrzeć na to, co mam przed sobą. Od jutra, całe moje życie się zmieni, odejdzie wszystko co znałam. Znów wzięłam głęboki wdech, poczułam zapach kwitnącej wersy. Zanim zeszłam do domu, zrobiło się już całkiem ciemno.
...
Obudziłam się przed wszystkimi w domu. Przez małe okienko w ścianie wpadały promyki słońca, uroczo rozświetlając pomieszczenie. Wstałam po cichu z łóżka i tak żeby nikogo nie obudzić przeszłam do korytarzyka łączącego pokój mój i moich dwóch sióstr z pokojem moich dwóch braci. Stała tu szafa z naszymi ubraniami. Otworzyłam ją, czemu towarzyszyło głośne skrzypnięcie, i wyciągnęłam ze środka szarą, trochę na mnie za dużą koszulę i brązowe spodnie. Kiedy już miałam pójść się przebrać zauważyłam w sąsiednim pokoju puste łóżko mojego młodszego o półtora roku brata, Rayela. Uśmiechnęłam się do siebie. Rayel bardzo często wymykał się z domu przed świtem i szedł do lasu, a wracał prawie zawsze zanim ojciec się budził. Raz ojciec go przyłapał i Rayel miał dość nieprzyjemną z nim rozmowę, ale to go nie powstrzymało. Zaczął po prostu szybciej wracać.
Wróciłam z powrotem do swojego pokoju i ubrałam się. Rozczesałam swoje brązowe, lekko falowane włosy, które sięgały mi do połowy pleców i zaplotłam przednie kosmyki w dwa warkoczyki, które splotłam z tyłu głowy, puszczając resztę włosów luźno. Podeszłam do wiszącego na ścianie, okrągłego, nieco zmatowiałego lustra i przejrzałam się w nim. Tata zawsze mówił, że jestem podobna do mamy, ale ja uważałam, że raczej do niego. Miałam tak samo ciemne włosy, niebieskie, duże oczy, nieco piegowaty nos, twarz smukłą.
Usłyszałam otwierające się okno na dole. Zawsze kiedy tylko się je ruszyło, wydawało charakterystyczny dźwięk. Byłam pewna, że to Rayel wrócił z porannej wycieczki. Zeszłam na dół i faktycznie zobaczyłam brata próbującego cicho zamknąć za sobą okno. Nie zauważył mnie.
YOU ARE READING
Qr Code
ActionUprzedzam z góry - tytuł nie ma nic wspólnego z treścią. Po prostu pierwsze co mi wpadło do głowy. Polecam do czytania, nie zapomnijcie zjeść śniadania!
