Wisielec #1;
Wisiał przez dłuższy czas, nie mogąc się do końca udusić, dlatego wstawiam dosłownie prolog do opowiadania. Może kiedyś będę kontynuował tę historię i w końcu wisielec się udusi.
Powiesiłem go w Listopadzie 2018 roku, jednak, jak wspomniałem wcześniej, dosyć nieudolnie. Kiedy go dusiłem, czytałem dużo Lovecrafta i Kinga. Zapraszam do obserwacji okazu.
28.06.2017
Do potomnych
Nazywam się Roman Marcicki i mam czterdzieści sześć lat. Przeczuwam, że powoli zbliża się kres moich nędznych dni. Od kilkunastu tygodni jestem uwięziony w swoim obskurnym pokoju, w bloku przy ulicy Władysława Czwartego w Gdyni, mieście z "morza i marzeń". Kilka pojedynczych promieni światła przebija się przez zasłony przeżarte przez mole, rzucając trochę światła na moją twarz, twarz strudzoną i wymęczoną życiem, twarz obłąkanego szaleńca. Moja rodzina mnie tutaj umieściła, ponieważ bali się o życie swoje, jak i innych osób przebywających w moim otoczeniu. Zostałem odizolowany od świata zewnętrznego, a moje zapasy wódki i morfiny - najlepszego znieczulenia pod słońcem - zaczynają się powoli kończyć. Można powiedzieć, że tylko alkohol i narkotyki trzymają mnie przy życiu - już drugi tydzień egzystuję bez jakiegokolwiek pożywienia. Jeszcze jakiś czas temu jedzenie przynosił mi pewien młody chłopak, ale pewnego dnia przestraszył się mnie i mojego zachowania i już tutaj więcej nie zawitał.
Co ciekawe, w moim brzydkim mieszkaniu nie ma żadnego telefonu, a dwa dni temu nawet zniszczyłem domofon, uderzając nim kilkanaście razy swoją głową. Krwawe ryło już się prawie zagoiło od ostatniego razu, lecz zostałem zmuszony je odnowić na nowo. Pan X mnie do tego zmusił. Jego głos, cichy, obrzydliwy, wzbudzający przerażenie głos wydobywający się z domofonu nie dawał mi już spokoju. Inni tego głosu nie słyszą, lecz ja słyszę. Zawsze wyobrażałem sobie pana X jako osobę wiekową, starą, z śmierdzącym jak śmierć oddechem, zżółkłymi, łamliwymi zębami i rozpadającą się trzewioczaszką. Zawsze. Zawsze od czasu, kiedy po raz pierwszy usłyszałem ten głos – głos bestii. Wtedy był to głos młody, melodyjny, wręcz trochę anielski, lecz mówił on straszne, zatrważające krew w żyłach rzeczy... Wzbudzał on poczucie bezpieczeństwa i bezgranicznego zaufania do drugiego człowieka. Ten dźwięczny i piękny ton, zastąpiony teraz jękiem samej śmierci. Nie zmienia to faktu, że kiedy po raz pierwszy usłyszałem głos pana X w słuchawce telefonu w pracy, czułem się w jakiś sposób nieswojo i niepewnie.
Spisuje swoje wspomnienia po to, aby was wszystkich ostrzec. Ostrzec przed mrocznym niebezpieczeństwem, które może się czaić na każdego z was – każdego posiadacza telefonu komórkowego, nie ważne, czy najnowszego modelu czy starszego. Możecie te zapiski potraktować jako przestrogę dla pokoleń lub ostatnią wolę, lecz oba te rozwiązania są wskazane. Mam tylko trzy życzenia; pierwsze – proszę nie niszczyć tego zeszyciku, gdyż jest on źródłem wiedzy o najstraszniejszych zagrożeniach nie z tego świata. Drugim moim życzeniem jest jedna prośba – prośba o pochowanie mnie na cmentarzu, spalenie moich zwłok i odprawienie świeckiego pogrzebu, bez udziału jakiegokolwiek duchownego czy kapłana. Nie mieszajmy w to sił Bożych, gdyż śmiem odważnie twierdzić, iż pan X może być od nich o wiele silniejszy. Trzecie życzenie jest skierowane bezpośrednio do czytelnika moich wspomnień – zaklinam cię, zniszcz swój telefon komórkowy. Zrób podobnie z telefonami twoich bliskich jak i wszystkich, których znasz. Nawet nie wiesz, jak ten prosty czyn może wpłynąć na ich przyszłość, lub, co ważniejsze, życie. Mam szczerą nadzieję, że przynajmniej moje trzecie życzenie zostanie uszanowane.
Oh, ile bym ja dał, abym mógł znów usłyszeć głos pana X w jego pierwotnej formie! Byłem wtedy niewiele młodszy niż teraz, wypoczęty, zadowolony z obecnego biegu zdarzeń i pełen pozytywnej energii! W ciągu niespełna roku to wszystko przepadło – wszystko, co zdołałem osiągnąć przez prawie pięćdziesiąt lat swojego życia! Stałem się wrakiem człowieka, wynędzniałą kopią dawnego siebie! A to wszystko przez ten cholerny głos! Głos, który usłyszałem w słuchawce telefonu niecały rok temu! Bądźże przeklęta, duszo pana X, bądźże przeklęta! Mam tylko nadzieję, że jak ze mną skończysz, dasz spokój innym...
YOU ARE READING
Wisielcy spod Żyrandola
Short StoryKażde opowiadania możesz porównać do wisielca, dyndającego sobie na żyrandolu, haku do mięsa, czy lampie. To jest prostsze niż myślisz. Nie wierzysz mi? Chodź, pokażę Tobie...
