01

42 2 0
                                        

(Dzyń! Dzyń!)

Nawet w spokoju nie można pospać. To cholerne urządzenie musi dzwonić zawsze o 5. Rozumiecie o 5!! Kto to wymyślił, ale mniejsza o to. Nawet jeszcze mnie nie znacie. Ekhem, a więc jestem Lilianne Maximoff. Mam dwoje starszego rodzeństwa, którzy są bliźniakami. Sa to Wanda i Pietro. Całe życie wychowywałam sie bez rodziców. Nawet ich nie pamiętam, jedyne co po nich mi zostało to zdjęcie. Wanda dużo mi o nich opowiadała. Tak naprawde to oni mnie wychowali. Moi rodzice zmarli gdy miałam niecały miesiąc. Moja rodzina odkąd pamiętam była wytykana palcami i wyśmiewana. Wsumie im się nie dziwie, ponieważ każde z nas posiada jakies zdolności ponad ludzkie. Nigdy nie dowiedziałam sie skąd i dlaczego tak jest. Nigdy szczególnie nie czułam się wyróżniona zawsze jakoś chciałam być normalna i zapomnieć o tym. Odziedziczyłam moce po Wandzie, ale nie ogarnełam ich tak jak ona.
A więc wracajac do tego co dzieje się właśnie w moim pokoju to istny armagedon. Wszędzie walają się jakieś ubrania. Normalnie nie da się przejść. Wstałam na równe nogi i zaczełam przeskakiwać przez różne kupki ubrań.  Wkońcu wydostałam się z tego pola minowego. Poszłam do kuchni, w której siedziało moje rodzeństwo.

- Co wy tacy nie w humorze?

- Musimy pojechać w bardzo poważnych interesach. Wracamy wieczorem.

- Spoko, czyli zostaje sama.

- Bądź grzeczna młoda.

- A czy ja kiedyś nie byłam?

- Hmm przypomnijmy sobie jak prawie spalilas mieszkanie przez to że chciałas zrobić obiad przeprosinowy za to że zrzuciłaś koleżankę ze schodów.

- Po pierwsze nie koleżankę, a po drugie prosiła się.

- Czy ty siebie słyszysz? Nie mówisz jak normalne dziecko.

- Jakbyś nie zauważyla Wanda. Ja nie jestem Normalnym dzieckiem. - wziełam nacisk na ostatnie dwa słowa.

- Ja wiem że jest ci ciężko, ale nie możesz sie tak zachowywać.

- Dobrze objecuje. Słowo harcerki.

- Ty nie jestes harcerką.

- Oj cicho psujesz nastroj ciołku!

- Dobra Wanda zbieramy się.

Fajnie rodzeństwo wyszło zostawiając mnie samą. Zrobiłam sobie platki zjadłam je i poszłam sie przebrać. Założyłam bluzę i jakieś leginsy. Włączyłam sobie laptopa i zaczełam przeglądać internet. Wziełam sobie jakieś resztki chińszczyzny i włączyłam telewizor. Wiem jestem fit xD.

Siedzę od godziny i serfuje po kanałach i nagle włączyłam kanał informacyjny. Nagłówek mnie zaciekawił. Maszyny przejmują władzę nad Nowym Yorkiem. Trochę jest to dziwne, ale przełączyłam ten kanał i włączyłam Sherlocka.

Dzień minął mi na oglądaniu Sherlock. Znaczy połowa.
Jest coś około 16 i ktoś dobija sie do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam moje rodzeństwo.

- Co tak wcześnie?

- Wróciliśmy, bo musimy z toba pogadać.

- No to mówicie.

- Chodź usiądziemy.

Podeszliśmy do kanapy.

- Posłuchaj kiedyś ja i Pietro pracowaliśmy dla Ultona. W odpowiednim czasię sie od niego odwróciliśmy i dołaczyliśmy do T.A.R.C.Z.Y. Jestesmy teraz członkami Avengers. Jestesmy poważnie zagrożeni i nie jesteśmy bezpieczni w tym mieszkaniu, więc jeszcze dziś przenosimy sie do Avengers Tower.

- Wy żartujecie?!?! Czyli jak ja mam o tym myśleć. Na nasze życie czycha jakichś zbyntowany robot, więc musimy sie przeprowadzić, bo jesteście superbohaterami!! I ja mam być normalna?!?!

|Strong is a women| ~Avengers~Stories to obsess over. Discover now