Last Shadow

384 23 10
                                        

Czas płynął leniwie w jedno z bardziej upalnych wiosennych popołudni. Zgodnie z zasadą Zeda, treningi miały się odbywać pod gołym niebem, dopóki nie było opadów, o które w Ionii naprawdę ciężko. Po posiłku i chwili wytchnienia, jak pozostali akolici, udałem się na plac treningowy. Musiałem ćwiczyć ciężko, by stać się kiedyś lepszym od mistrza. Wszyscy uczniowie byli zbyt skupieni na pojedynku z innym akolitą, ćwicząc uniki, by zwracać uwagę na mnie, jak to mieli w zwyczaju. Przyłożyli się do zajęć, wiedząc, że mistrz niedługo awansuje kilku z nich. Mentor poświęcał nam więcej uwagi, niż zwykle, by mieć pewność, że wybierze odpowiednich podopiecznych. Czasem, zatrzymywał się na chwilę, by się komuś dokładniej przyjrzeć, odchodził, gdy akolita zbyt szybko popełniał błąd. Bycie obserwowanym przez samego mistrza Zeda, tuż przed wytypowaniem wychowanków zasługujących na podniesienie ich rangi, musiało być niezwykle stresujące dla nich. Spojrzałem na mistrza stojącego w pobliżu, czując, że lustruje mnie wzrokiem od dłuższego czasu.

- Coś się stało, mistrzu? - zapytałem z przesadną troską w głosie, spoglądając na mężczyznę w pełnej zbroi - Czyżbym popełnił jakiś błąd?
- Wręcz przeciwnie, reszta uczniów powinna brać z ciebie przykład - skwitował typowym dla siebie głodnym tonem
- Dziękuję, mistrzu. - czując się wyróżniony, pokłoniłem się przed nim, nieczęsto słyszy się pochwałę padającą z ust mistrza

Niedługo po tym, jak mistrz się ode mnie oddalił, trening dobiegł końca. Zastanawiało mnie, dlaczego mistrz puścił nas wolno. Spodziewałem się, że przemówi do swoich uczniów, a na końcu oznajmi, kto jest godzien poznania zabójczych technik cienia. Najwyraźniej zmienił swoje plany lub, co bardziej prawdopodobne, plotki o awansie okazały się być fałszywe. Zawiedziony, westchnąłem ciężko, po czym nabrałem ochoty na wcześniejszą niż zwykle, odświeżającą kąpiel w chłodnym strumieniu rzeki płynącej za murami zakonu. Czułem potrzebę zmycia z siebie potu i zrelaksowania się. Przeważnie, kąpałem się o zmroku, po dodatkowym treningu, który sam sobie zapewniałem. Byłem przekonany, że dzięki moim staraniom, kiedyś stanę się lepszy od samego mistrza Zeda czy Oka Zmierzchu. Po dotarciu nad wodę i upewnieniu się, że jestem sam, zacząłem się powoli rozbierać do naga, począwszy od zdjęcia paska trzema szybkimi ruchami. Ze spodniami nie miałem już takiego problemu, same zaczęły się zsuwać z moich umięśnionych, pokrytych teraz mieniącym się w promieniach słońca potem, ud i łydek, gdy zabrakło im materiału, który trzymał je na wysokości moich bioder. Buty pozostawiłem tuż obok pozostałych ubrań. Nie czekając dłużej, zanurzyłem się do pasa w krystalicznie czystej wodzie. Dobrze wiedziałem, że działałem wbrew zasadom ustalonym przez mistrza, ale szczypta grozy i adrenalina towarzysząca moim, wcale nie tak rzadkim, wyprawom, rekompensowała każdą karę, którą otrzymywałem za niesubordynację. Byłem świadom, że skończę na dywaniku u Zeda, lecz moje myśli skupiały się na czymś innym. Miałem w tamtej chwili okazję do odpoczęcia od żaru lejącego się z nieba, więc pragnąłem dobrze ją wykorzystać. Zdjąłem z warkocza gumkę, po czym rozpuściłem włosy, dając im tym samym pełną swobodę. Za każdym razem, gdy się nimi zajmowałem, przypominał mi się mój mentor, próbujący nakłonić mnie do ścięcia włosów. Twierdził, że jego akolicie nie przystoi taka fryzura i poświęcam jej zbyt dużo czasu, który mógłbym wykorzystać na naukę. Może miał rację, ale uwielbiałem się z nim o to kłócić, niekiedy sprawiał wrażenie uroczego, grożąc mi nożyczkami. Uśmiech zniknął z mojej twarzy w mgnieniu oka, gdy zorientowałem się, że słońce częściowo skryło się za horyzontem. Raptownie podpłynąłem do brzegu. Założyłem na wilgotną skórę, ubrania, co nie należało wcale do łatwych zadań. W głowie już układałem wymówkę, dlaczego nie było mnie tak długo. Serce biło mi jak oszalałe, gdy pokonywałem w pośpiechu kolejne kamienne stopnie, chcąc dotrzeć jak najszybciej do zakonu. Słysząc nieznany mi dotychczas głos, szepczący do mnie, odwróciłem głowę w stronę zachodu, bowiem właśnie tam zdawało się leżeć źródło dźwięku. Poniżej cyklamenowego nieboskłonu, na dotychczas przesyconym magią i życiem wzgórzu, ukazała się plama czerwieni, zalewająca opuszczoną świątynię. Chciałem sprawdzić, jak do tego doszło, ale musiałem znaleźć się w klasztorze, by uniknąć gniewu nieustępliwego mistrza. Przemierzając korytarze tej monstrualnej budowli, natknąłem się na grupkę młodych dziewczyn dyskutujących o przystojnych akolitach. Nie wiedziałem, czy moje imię padło podczas tej rozmowy, aczkolwiek uczennice zachichotały i zarumieniły się, gdy koło nich przebiegłem. Zignorowałem je, nie mając czasu na tłumaczenie im, jak bardzo dziecinne jest ich zachowanie. Pewnie wielu, będąc na moim miejscu, skorzystałoby z niewątpliwej popularności, jaką się cieszyłem do zdobycia kobiecych serc, jednakże to nie było w moim stylu. Interesowali mnie wyłącznie mężczyźni, dlatego nie czułem się zbyt komfortowo przy moich "wielbicielkach". Jedyne, co powstrzymywało mnie przed wyznaniem prawdy to reakcja mistrza. Obawiałem się, że nie będzie chciał trzymać mnie pod swoim dachem, gdy pozna mój sekret. Zdyszany i niezmiernie zmęczony dystansem, jaki właśnie pokonałem, dobiegłem do mojej sypialni. Z miną pokerzysty szarpnąłem za klamkę, po czym wszedłem do środka. Spodziewałem się, że Zed będzie tu na mnie czekać i za chwilę zacznie prawić mi kazania, ale jedyne, co znalazłem to nowa, hebanowa i aksamitna szata, leżąca na łóżku. Choć miała kaptur i rękawy, za którymi nie przepadałem, wszak uważałem je za zbędne, spodobała mi się. Zdobienia wykonane srebrzystą nicią szczególnie przypadły mi do gustu. Przywodziły mi na myśl moje całonocne wędrówki i księżyc połyskujący nad moją głową. Prezent nie znalazł się w pokoju bez okazji, musiał oznaczać dostąpienie zaszczytu, jakim było podniesienie rangi.

Darkening Alone | Zed x Kayn | ONE-SHOTStories to obsess over. Discover now