Na sali panowała grobowa cisza. Na jednym ze stolików stał wazon ze świeżymi, jasnymi kwiatami lilii, których mocny zapach unosił się w całym pomieszczeniu, nie dając o sobie zapomnieć. Czasem ktoś zerkał w ich stronę, jednak w momencie odwracał wzrok, by powstrzymać napływające na nowo przygniatające emocje. To była niezwykle ciężka sytuacja nie tylko dla całej szkoły, a również społeczeństwa ze względu na ogromny wpływ jaki na nie miała. Sprawiała, że ono co raz to bardziej przesiąkało zwątpieniem.
Bakugou Katsuki nie żył.
- Ja to zrobię - ciszę przerwało nagłe szurnięcie krzesłem, które niemal przyprawiło kilka osób o zawał. Wzrok wszystkich w momencie przeniósł się na stojącą osobę.
- Ale Deku-kun! To jest niebezpieczne! - od razu zaprotestowała Uraraka, również wstając z krzesła. - Przecież wiesz, że możesz już nie wrócić! - obdarzyła go błagalnym spojrzeniem.
- To muszę być ja - patrzył na nią zdecydowanym wzrokiem. - To wszystko jest moją winą. To ja przegapiłem ten jeden moment. To ja byłem niewystarczająco szybki. To ja... - urwał, kierując swoje zielone oczy na puste krzesło przed nim, jednak zaraz wrócił nimi do twarzy koleżanki.
Wszyscy znali Midoriyę na tyle, że wiedzieli, że dalsze protesty nie przyniosą żadnego pozytywnego skutku. Jak już coś postanowił, nie dało się go odwieść o podjętej decyzji. Tak samo było również i teraz. Nikt nie był w stanie tego zmienić.
Uraraka zajęła z powrotem swoje miejsce, przegrywając intensywną walkę wzrokową z chłopakiem. Podziwiała go za tę determinację, chociaż zdarzało się w chwilach takich jak ta, że wprawiała ją w przerażenie.
Po chwili z krzesła podniósł się również Todoroki, jednak zanim zdołał coś powiedzieć, zielonowłosy powtórzył swoje poprzednie słowa:
- To muszę być ja, Todoroki-kun.
- A co z twoją rodziną? - wtrącił się Iida.
- Właśnie! Pomyśl też o nich, nie możesz ich tak zostawić - ktoś inny poparł zdanie ciemnowłosego. - Będziesz ich tylko martwił.
- To kto inny to zrobi? Wy również macie swoich bliskich - odezwał się Midoriya zanim kolejne osoby zdołały wyrazić swoje zdanie. - On też ma... I co oni mają powiedzieć? Słyszałem jak jego mama rozmawiała z moją.
W sali ponownie zapadła cisza. Wielu z uczniów chciałoby się podjąć temu wyzwaniu, jednak myśl o możliwych konsekwencjach zbyt mocno ich hamowała. Byli w stanie tylko z frustracji zaciskać pięści.
- A może jednak wybrać się za ciebie? - w pewnym momencie wyrzucił z siebie Kirishima.
Wciąż stojący chłopak westchnął i uśmiechnął się smutno. Wierzył w dobre intencje kolegi, jednak czuł, że to nie powinno być tak.
- Naprawdę się cieszę, że chciałbyś pomóc.. Jednak zrozum, że to jest zbyt niebezpieczne, żeby ktoś inny się tego podjął. Ja Kacchana znam z nas wszystkich najdłużej, więc najprościej będzie mi odnaleźć się w tej sytuacji. Nie powinna ryzykować inna osoba niż ja. Szczególnie, że nie mamy pojęcia jak to będzie wyglądać.
- Skoro nikt nie ma o tym pojęcia, to dlaczego się chcesz tam pchać?! - wypalił nagle Mineta, który za nic w świecie nie rozumiał poczynań zielonowłosego.
Zdeterminowany wzrok chłopaka uciszył Minoru. Klasę ponownie opanowała cisza, a Deku dalej uparcie stał, tym razem wpatrując się w siedzącego przy biurku nauczyciela. Po dłuższej chwili odezwał się przez cały ten czas milczący profesor Aizawa.
- Dobrze, zatem ustalone. W takim razie muszę to omówić z resztą rady pedagogicznej - oznajmił, przyciągając do siebie zaskoczony wzrok każdej osoby znajdującej się w sali. - Zostawię was teraz samych. Tylko nie sprawiajcie zbędnych kłopotów.
Po tych słowach pozbierał rozłożone po blacie papiery i opuścił pomieszczenie, pozostawiając zdezorientowanych uczniów samych sobie. Midoriya wreszcie zajął swoje miejsce, skupiając wzrok reszty na sobie. Nikt już więcej się nie odezwał, jednak wielu przeszło przez myśl, że oszalał.
***
- Posłuchajcie mnie teraz bardzo uważnie - Hatsume powiedziała z nietypową dla niej powagą. - To urządzenie jest w stanie przenieść tylko jedną osobę do równoległej linii czasowej. Samo przeniesienie jest niesamowicie ryzykowne, szczególnie, że nie jesteśmy w stanie tego przetestować na ludziach. Po transporcie macie dziesięć dni do momentu, aż maszyna sprowadzi was z powrotem tutaj. W tym czasie zadanie polega na... pozbawieniu życia osoby odpowiadającej tej, którą chcemy przywrócić do żywych w naszym świecie - tłumaczyła, powodując strach u wielu uczniów.
Na pewną chwilę zamilknęła, jakby chciała zebrać porozrzucane myśli.
- Jest jeszcze jedna ważna rzecz - powiedziała w końcu. - Trzeba pamiętać o tym, że przeniesieni zostajecie do takiej linii, gdzie odpowiednik waszej osoby również z jakiegoś powodu zginął. Nie jest możliwe istnienie dwóch tych samych osób w tym samym świecie. Musicie być niesamowicie ostrożni, bo jest szansa, że również będą znać tę zasadę i również próbować się was pozbyć.
Niejeden słuchacz nerwowo przełknął ślinę. Ta misja wydawała się być radykalna. To było niemal pewne, że skoro w tym świecie o tej zasadzie wiadomo, to w innych najprawdopodobniej też będzie ona znana. Pomimo grozy jaką zasiała przemowa Hatsume, pojawiło się w górze parę rąk osób z pytaniami, na które odpowiedzi ostatecznie nic więcej nie wniosły. Potem zapanowała cisza i uczniowie wrócili do swoich klas.
***
Przez następne kilka dni odbywały się przygotowania do nieubłaganie zbliżającej się misji. Znalazło się kilka osób, które wciąż wkładały swoje siły w próby odciągnięcia Midoriyi od podjętej decyzji, jednak one wszystkie poszły na marne.
Pierwszy dzień tygodnia zaczynał się jak każdy inny. A przynajmniej można było odnieść podobne wrażenie. Część uczniów szła grupkami do szkoły, plotkując na przeróżne tematy, o których było głośno w mediach, inna, ciężko dysząc, dopiero dobiegała do bram szkoły, a również zdarzyli się tacy, co siedząc na ławkach, na szybko odrabiali zadania, o których zapomnieli poprzedniego dnia. Jedynym, co odstawał, był Deku. Miał na sobie jasnoniebieską bluzę z kapturem i zwykłe, ciemne spodnie, a z jego wyrazu twarzy można było wyraźnie odczytać ogarniający go stres.
Maszyna stała w pracowni Power Loadera, pod którą zebrała się cała martwiąca się klasa 1A. Ich widok zestresował chłopaka jeszcze bardziej.
- Deku! - jako pierwsza zauważyła go Uraraka. - Jesteś pewien, że chcesz to zrobić..? - podjęła się ostatniej próby zmiany decyzji Midoriyi.
Zielonowłosy tylko pokiwał głową. Świadomość, że zaraz zacznie się jego misja ratunkowa, w której będzie musiał pozbawić niczemu winnego człowieka życia, była na tyle przytłaczająca, że nie mógł wydusić z siebie ani słowa.
- Proszę się odsunąć od drzwi, za moment zaczynamy - pomiędzy uczniów wszedł Power Loader, torując sobie drogę do wejścia.
Tuż za nim szła Hatsume. Posłała Midoriyi niepewne spojrzenie. Chłopak głośno przełknął ślinę i podążył za nią. Tyle myśli plątało mu się w głowie, że odnosił wrażenie, że mu zaraz wybuchnie. Od tego uratowała go czyjaś ręka, na której dotyk wszystko ulotniło się z jego umysłu. Odwrócił się i ujrzał Urarakę trzymającą go za nadgarstek. Wyglądała jakby walczyła ze sobą w myślach.
- Proszę, wróć... - powiedziała, patrząc w jego oczy. Jej wzrok wyrażał tyle emocji, że nie potrafił żadnej z nich wyodrębnić.
Chłopakowi serce się ścisnęło na ten widok. Zdobył się na delikatny uśmiech.
- Wrócę - zdołał wykrzesać z siebie tylko to jedno słowo, a po nim zniknął za drzwiami, próbując powstrzymać zbierające się w oczach łzy.
BINABASA MO ANG
Odzyskać niemożliwe
FanfictionMidoriya Izuku podejmuje się wykonania misji, która wydaje się być niemożliwa. Czy na pewno tak jest?
