Deszczowa pogoda coraz bardziej dawała się we znaki. Od samego rana była ulewa. Niestety w pośpiechu i spóźnieniu na busa zapomniałam parasolki. Biegłam z reklamówką nad głową w nadziei, że jednak zdążę. Dziś miałam odpowiadać z angielskiego, napisać poprawę kartkówki z matematyki, a na ostatniej lekcji mam dodatkowy polski. Moje myśli szalały, a deszcz jakby na złość padał mocniej. Ostatni zakręt i 100m prosto. Słyszę warkot busa. Całe szczęście kolejka ludzi jest wieksza a pojazd duży. Cała przemoczona z myślami wokół dzisiejszych lekcji pojechałam do szkoły. Na pierwszej miałam EDB.
Po 30 min byłam już w budynku. Moje białe spodnie niekomfortowo przykleiły się do ciała. Ehh. Pod klasą zastałam trzy osoby. No to ładnie. Zapomiałam, że dziś był wyjazd międzyklasowy do kina.
- Cześć - przywitałam się z Kamilą i Dominiką i Darkiem
- Hejka. Zobacz jesteśmy tylko my, będzie jeszcze Kasia i może Karol. Ale pewnie się pozwalniają jak to oni, nie? - powiedziała Dominika
- No, to my też stąd pójdziemy, nie będą robić lekcji dla paru osób - K
- Ja muszę zostać, mam poprawę z matmy, odpowiedz z angielskiego i nie było mnie na ostatnich dwóch zajciach z polaka do matury. Musiało mnie rozłożyć jak wyszło słonce, a teraz jak jest taka beznadzieja pogoda to jestem zdrowa jak koń.
- Oj współczuję ci. Jeszcze musisz zostać z tą francą na koniec dnia. Pytała się o ciebie w piątek.
- I co?
- No wiesz, mówimy jej, że masz grypę i w poniedziałek powinnaś być, a ona, że to dobrze bo musisz nadrobić materiał i takie sraty taty.
- A, to ok.
- Ale patrz jak pamięta o tobie, hahaha - Dominika się zaśmiała
- Stęskniła się za tobą - wtorowała jej Kamila
- Tak, tak zajmijcie się sobą - powiedziałam z nutą ironi.
Potem zadzwonił dzwonek, a w trakcie lekcji przyszedł Karol i jego towarzyszka. Lekcje mijały, moja odpowiedź z angielskiego zaliczona na -5 i teraz czekam aż pani od matmy sprawdzi mi tę poprawę, polski i do domu.
- Bardzo dobrze Michalino, masz piątkę i spokój do końca tej lekcji - powiedziała pani Pędracka.
Kamila szepnęła mi na ucho : - Ty patrz jaka śmieszka. Wyjeżdża jutro do Francji i humorek jej się poprawił. Szkoda, że nam nikt nie powiedział wcześniej o wycieczce to byśmy się zabrały i też by nam humor doskwierał jak naszej śmieszcze.
Podchwyciła to reszta klasy, czyli oprócz mnie Dominika i zaczęłyśmy się chichrać.
Dzwonek.
- Powodzenia Miśka na polaczku, my się urywamy.
- Właśnie, pa pa, dokonaj tam za mnie analizy porównawczej.
I tak oto rozanielone me koleżanki uciekły z lekcji, a ja miałam zostać sam na sam z panią Burmer.
Czekałam na najwyższym piętrze przed ostatnią salą na koniec przerwy. Przerażała mnie myśl lekcji z nią bez całej klasy. Ale nie odpuściłaby mi gdyby wiedziała, że specjalnie się urwałam. Nie jest to dla mnie jakaś udręka, zostać na ten polski, przecież jestem na humanie. Lubię ten przedmiot, panią nawet też. Choć trochę było mi przykro jak w zeszłym roku w pierwszej klasie miałam 4 na koniec. Pierdolony librus i jego średnia całoroczna. Gdyby nie to, to byłaby 5 na drugi semestr ale i tak jest zajebiście wysoki poziom u pani Burmer to powinnam się cieszyć. Jednak głos z tyłu głowy mówi: KURWA MAĆ.
Dzwonek.
Usłyszałam stukanie na schodach. Po chwili, kątem oka dostrzegłam idącą w moim kierunku postać. Niech zgadnę, sukienka. Obróciłam głowę w jej stronę. Szła nasza dama, zamyślona w ciemnej, lekko prześwitującej sukience i butach na obcasie. Blond włosy za ramiona tworzyły konkrast do tak eleganckiej i subtelnej postaci kobiety. Delikatna fala i zaczes podreślały jej urodę. Cholera. Zbliżała się coraz bardziej i w końcu podniosła wzrok na mnie. Uśmiechnęła się i odpowiedziała na moje "dzień dobry". Weszłam za nią do sali, zamykając drzwi.
- To co, jesteśmy same Michalino. Ale masz troszkę materiału z rozszerzenia do nadrobienia i dziś się tym zajmiemy. Mam też wiadomość dla ciebie, nie wiem czy się ucieszysz ale jak sprawdzałam na planie to twoja ostatnia godzina. Ja mam jeszcze jedną, tylko że cała klasa pojechała do kina, więc możemy mieć dwie lekcje. Co ty ma to?
Starałam się utrzymać kamienną twarz ale dało się zauważyć lekki grymas na mojej twarzy i na pani również - na taki wyrażający prośbę, nadzieję? Nie umim jej odmówić, a po resztą nie będę w tyle z materiałem.
- Dobrze, pani profesor nie ma problemu, zostane na tę dodatkową godzinę.
- Świetnie, miałam taką nadzieję. Może przysiądź się bliżej mnie, albo wiesz co, to ja pójdę bliżej ciebie.
Po chwili pani profesor podeszła do mojej trzeciej w rzędzie ławce i siadła na tej naprzeciw mnie. Wzięłam głęboki oddech. Chyba to zauważyła, bo przez chwilę na mnie patrzyła.
- Dobrze Michalino, to zaczynamy. Tu masz dwa arkusze z matury próbnej, zaczniemy od samych zadań zamkniętych, a potem wypracowanie z rozszerzenia...
I tak nam upływała lekcja - całkiem szybko i sprawnie, bo właśnie zaczęłam wypracownie, a zostało mi jeszcze pare minut do dzwonka. Gdy tak pisałam tę interpretację porównawczą i gdy wcześniej rozwiązywałam zadania, ciągle moje myśli krążyły wokół nóg pani profesor. Alabastrowy kolor i ta sukienka. Dzięki temu widokowi jestem zmobilizowana. Co 5 dobrze rozwiązane zadanie, no może co 2 podziwiałam dolne partie ciała pani Burmer. Nagle, w pewnym momencie pani, jak w zwolnionym tępie, delikatnie rozplotła, a później rozszerzyła nogi by móc nałożyć jedną na drugą, a ja w tym czasie byłam obserwatorem jej ud, od kolan i coraz głębiej. Widok ten przysporzył mi natychmiastowe przypieszenie bicia serca, a policzki zapłonęły czerwienią. Starałam się schować zawstydzenie w moich włosach.
- Michasiu, skoro tak dobrze nam idzie i mamy dobry czas możemy sobie zwolnić. Wiesz, jakoś nigdy rozmowa nie jest nam po drodze. Ty zresztą nie sprawiasz problemów i nie muszę z tobą rozmawiać po lekcji i właśnie tak mało jakoś czasu mamy na pogadanie, praktycznie nic -
O fuck. Jak podniosę głowę to zobaczy moje policzki. A przed chwilą te nogi..., ah.
- Tak to prawda, tylko dokończę to zdanie... -
Co ja robię?
- Oczywiście -
Nie mogę tego przedłużać cholera. No dobra, głowa do góry. To jej spojrzenie, widzę że jej oczy idą na policzki i dostrzegłam u niej lekkie rozbawinie.
- Oj, Michasiu, chyba aż za intensywnie pracujesz, bo masz takie rumieńce na twarzy - i ten jej uśmiech, a ja jeszcze bardziej czerwienieje. Powiedziała to ze zdecydowaną ironią.
- Może troszkę -
- W takim razie przerwa jest wskazana - zadzwonił dzwonek
1032 słowa
~Mam nadzieję, że się podoba~
Kocham tę okładkę. Kocham ten film. Kocham tamtą książkę.
CZYTASZ
Pani Burmer
RomanceJest to opowieść o 17-letniej uczennicy LO, która skrycie czuje coś do swojej polonistki. Zaczyna mieć coraz większe potwierdzenie tego, że jej uczucia nie są jednokierunkowe. Czy pani profesor to tylko sroga nauczycielka, czy skrywa jakąś tajemnic...
