Gone Gone
Przez całe moje dotychczasowe życie myślałam, że to co mi się przytrafia jest spowodowane jakąś odgórną siłą. Że nie mam na to wpływu. To ludzie mnie nienawidzą, to oni popełniają błędy. Bóg mnie nie kocha, a żyje tylko dlatego, żeby cierpieć w męczarniach. Czy w ogóle żyje? Tylko istnieje, egzystuje.
Dopiero teraz wszystko zrozumiałam. Mimo tego, że moje otoczenie wywiera na mnie wpływy – to ja jestem osobą, która krzywdzi siebie najbardziej. Nikt nie może potraktować mnie gorzej, niż ja traktuje samą siebie. Wszystkie podjęte przeze mnie decyzje zaprowadziły mnie do miejsca, w którym teraz się znajduje. Ukształtowały osobę, którą się stałam. A kim jestem?
Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Jeszcze. Wiem tylko, że czuję się wyprana ze wszelkich emocji. Nie potrafię już nawet płakać. Czuję...nic. Zewsząd otacza mnie jedna, wielka pustka. Myśli tłuką się w mojej głowie jak szalone. Jesteś winna wszystkiemu. Popełniłaś tyle błędów. Nie zasługujesz na żadną z rzeczy, którą otrzymałaś.
Jak mam się naprawić? Jak znaleźć sens? Cel? Co zrobić, żeby nikogo już nigdy nie zawieść? Jak się zachować, żeby poraz kolejny nie skrzywdzić samej siebie? Jak odnaleźć siebie, jak odnaleźć szczęście?
Nie znam odpowiedzi na żadne z tych pytań. Każdego dnia podnoszę się z łóżka z myślą, że może to będzie TEN dzień. Znajdę jakieś wyjaśnienia. Nauczę się żyć. Natrafię na jakąś namiastkę szczęścia. Ale każdego dnia kiedy zachodzi słońce i dociera do mnie, że nadal mam nic i jestem nikim – rozpadam się na milion kawałków. I próbuje się poskładać na nowo. Ale za każdym razem okazuje się, że zgubiłam któryś z elementów i boję się, że w końcu zgubię je wszystkie. I nie będzie już ani trochę mnie we mnie. I nie będę potrafiła się odnaleźć i złożyć w całość. Zostanę oszpecona przez resztę mojego marnego życia.
Moje myśli i zdania, które układam w swojej głowie nie mają żadnego sensu. Stek bzdur. Przypadkowe słowa.
Znajdź mnie.
Napraw mnie.
Proszę.
