We've updated our Content Guidelines.
Review the latest guidelines to keep sharing stories safely.

1

176 8 0
                                        

Kapsuła wysunęła się i wybudziła delikatnie mnie ze snu, minęło 10 lat, czekałam aż w końcu poczuje zapach oraz chłodny wiatr na twarzy. Wstałam zdezorientowana bowiem tylko moja kapsuła się wysunęła przez chwile myślałam iż się popsuła lecz po chwili zaczął wybudzać się Bellamy. Szybko stanęłam koło niego i przywitałam go lekkim uśmiechem na co on odpowiedział tym samym. Zdezorientowani stanęliśmy na środku nie wiedząc co począć. Staliśmy tak efemeryczna chwile gdy wszedł do pomieszczenia Chłopak wyglądający na około 20 lat. Z wyglądu trochę przypominał Montiego, wcześniej go nie widziałam, wiec zlękłam się. Po chwili przywitał sie i wyjawił swoje imię zamurowało mnie gdy je usłyszałam,
Jordan Jasper Green. Zreszta sądząc po minie mojego towarzysza jego również. Wymieniłam pomiędzy nim pytające spojrzenia po czym niezręczna ciszę przerwał syn Greenów.
-wiem ze jesteście w nie małych szoku, ubierzcie się i przyjdźcie na mostek, mój tata ma dla was informacje.
Tak jak kazał, tak uczyniliśmy po chwili wzięłam moje ubrania które bardzo polubiłam, zastanawiałam się dlaczego Monty i Harper nie poszli spać, przez myśl przeszło mi że nie żyją, lecz szybko odpędziłam tą myśl. Skierowałam się na mostek gdzie czekał już Bellamy z Jordanem po chwili chłopak gestem ręki pokazał abyśmy przyszli i puścił nam film. Znajdowali się na nim nasi przyjaciele, na myśl przyszło mi dlaczego nam tego nie powiedzieli? Zaczęłam bardziej uświadamiać sobie co się wydarzyło, najprawdopodobniej już nie żyją, a zginęli dla nas...? Zaczęłam wsłuchiwać się w to nagranie co raz bardziej chciałam chłonąc och głośny które mogłam już nigdy w życiu nie usłyszeć. Zobaczyłam Montiego i Harper która była w ciąży, byli szczęśliwi! Później ich wybór dotyczący imienia, zaczęło mi brakować Jaspera który zginął przeze mnie, nadal obarczam się winą, lecz potrafię sobie z tym radzić. Nagle z chwilowego zamyśleni wyrwał mnie głos Harper:
-Zaopiekujcie się naszym synem-Jej głos łamał się
Spojrzałam przejęta na Jordana po czym on zawstydzony na mnie później zaczęłam znów słuchać. Nagle na obrazie pojawił się sam Monty, zmarnowany, zmęczony z licznymi zmarszczkami na twarzy.
-Jordan dzisiaj umarła twoja mama, Clarke miałaś racje odziedziczyła chorobę po ojcu.
Po tych słowach coś we mnie pękło i łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Nagle przed moimi oczyma pojawił się obraz kiedy musiałam spiąć listę osób, które maja przeżyć po dzisiejszy dzień nie potrafię sobie tego wybaczyć. Aby przetrwać ludzie posuwają się do okropnych rzeczy.
-Mam nadzieje że Jasper się mylił, bądźcie dobrymi ludźmi, szukałem jej 30 lat, Jordan synu możesz?
W tej chwili chłopak podszedł do panelu i włączył przycisk który odpowiadał za zamykanie okna. Naszym oczom ukazała się planeta z zaciekawieniem patrzyliśmy na nią i słuchaliśmy jednocześnie
-Czy ona nie jest piękna? W moich snach jest, bądźcie dobrzy, Może jeszcze się spotkamy.
Po tych słowach odpowiedzieliśmy wspólnie z Bellamym:
- May we meet again.
Po chwili przywarłam do niego, zaś on objął mnie dosyć mocno ramieniem i przytulił do siebie. Obydwoje mieliśmy łzy na policzkach, trwaliśmy tak dość długa chwile. Planeta na pierwszy rzut oka wyglądała jak ziemia, lecz po chwili wyłoniło się z niej drugie słońce. Bellamy mocnej mnie objął i patrzyliśmy razem na tą planetę po chwili usłyszałam głos Jordana:
-Od kiedy jesteście ze sobą, moi rodzice coś wspominali o waszej dwójce, że będzie ze sobą, ale że już jesteście?! Ten szczegół chyba ominęli.
Bellamy się nie odezwał ja też jeszcze chwile staliśmy i potem skierowaliśmy się w stronę panelu. Nie wiedziałam co o tym sadzić, dlaczego Bell nie zaprzeczył tylko milczał i, dlaczego ja milczałam? Miałam dosyć duży mętlik w głowie który przewał mi Jordan który usilnie pytał mnie co teraz...? Ja zwróciłam głowę na Bell bowiem to nie ode mnie zależą losy ludzkości.
-Jordan mógłbyś wybudzić kilka osób?
-Jasne-skierował się do wyjścia i gestem ręki kazał iść za nim, tak tez uczyniłam. Bellamy podążył za mną. W końcu znajdowaliśmy się w naszej sypialny w której spaliśmy aż 125 lat. Po chwili zauważyłam panel na którym były wszystkie kapsuły wystarczyło wpisać numery kapsuł w których znajdowały się osoby do wybudzenia. Powędrowałam w stronę mojej nadblidy i powiedziałam numer po chwili, wysunęła się Madi. Szybko dosyć wstała i natychmiast do mnie przywarła. Odwzajemniłam uścisk i chwile z nią porozmawiałam, później przedstawiłam jej przyszywanego brata na co ona się zdziwiła, później przytuliła się na powitanie do Bella, a później poszła się przebrać. Zaczęłam chodzić po wszystkich kapsułach i przystanęłam koło jednej w której lezala wcześniej harper. Była ona lista odruchowo przytrzymałam dłoń na szybie i trwałam tak długa chwile z zamyśleń wyrwała mnie ciepła dłoń Bellamiego która przejechała po moim ramieniu i zatrzymała się koło szyi. Chwyciłam jego dłoń i do niej się przytuliłam, po chwili zadałam pytanie:
-Będę za nimi tęsknić.
-Ja też
Później zauważyłam w głębi kapsuły jakąś białą kartkę? Powiedziałam głośno numer na co Bellamy się zdziwił zaś ja pokiwałam twierdząco głową dając znak, iż muszę to zrobić. Chwyciłam kartkę na której był list...

Hej Clarke!
Spodziewałam się że będziesz przy naszych kapsułach, jeśli to czytasz to zapewne nie żyjemy. Chciałabym tylko powiedzieć Ci kilka słów, wiem od Madi co przeszłaś przez te 6 lat na ziemi.... Tak wiem o twoich niedoszłym zabójstwie. Chciałam ci jeszcze raz podziękować za to, że nas uratowałaś, nie miałyśmy okazji porozmawiać, ale wiedz że brakowało nam Ciebie.... Pewnie zastanawiasz się po co list skoro nagraliśmy wiadomość, otóż chciałam abyś była szczęśliwa nie oszukujmy się, ale po śmieci Lexy jesteś trochę smutniejsza. Wiem ze brakuje tobie czułości, a szczególnie o twoich najbliższych. Wiedz tylko że ktoś ciebie kocha i to nie tylko twoja mama.

Harper

List dosyć mnie poruszył brakowało mi tutaj Harper . Potem wybudzilismy osoby które powinny nam pomoc. Mianowicie wybudzilismy Raven, Abby, Echo, Murphiego, Emori oraz Shawa. Puściliśmy im to samo co my usłyszeliśmy od Montiego i Harper, po skończeniu wszyscy odparliśmy May we meet again. Później Raven wybiegła natychmiast pobiegł za nią Shaw. Inni zaś skierowali się na stołówkę razem ze mną by coś zjeść i omówić plan. Czułam się wyobcowana długo się z nimi nie widziałam zreszta co die dziwić zostawiłam Bella na smierć. Po wzięciu jedzenia od Jordana który po tym poszedł po coś dla Kane usiadłam do stolika w którym siedziała moja mama.
-Musisz jeść, nie martw się o Kane.
Ta tylko pokiwała głową. Za chwile wrócił Jordan z tacą na której miał serum którym Bellamy otruł swoją siostrę. Podał je Abby na co ta podziękowała i poszła w stronę kapsuł aby wybudzić Kane i mu to dać w formie kroplówki. Po wyjściu mojej mamy skierowałam się do stolika gdzie byli wszyscy i stanęłam, wszyscy obrócili się w stronę Bellamiego który zaczął omawiać plan. Doszliśmy do wniosku że na planetę wylatują wszyscy oprócz Raven i Abby. Przed wylotem zostali wybudzeni Miller i Jackson. Pożegnałam się z mamą i miałam jej coś mówić,lecz ona mnie wyprzedziła:
-Tak zaopiekuje się Madi.
Uśmiechnęłam się do niej po czym powiedziałam szybko Bellamiemu
-Będę tuż za tobą
On uśmiechnął się pokrzepiająco po czym wszedł do statku którym mieliśmy wylecieć na nową ziemie.

Face your demons||The100||Season6|| Stories to obsess over. Discover now