tajemnica Patryka

14 5 0
                                        

Warszawa 1939
Siedzimy na dachu domu Kluchy i gapimy się przed siebie, ciesząc się z ostatnich dni wakacji. Nikt nic nie mówi, ale nie jest to potrzebne. Przed nami rozciąga się malowniczo centrum Warszawy, a jeślibyśmy spojrzeli w prawo zobaczyliśmy pola, łąki i las. Do tego lasu chodziłam
z babcią jako mała dziewczynka, ale od kiedy babcia nie żyje, nie byłam tam ani razu. Uwierzcie mi, nie jestem osobą która użala się nad sobą ale wspomnienia bolą bardziej niż skok z kilkumetrowej wieży na beton. Zaraz po śmierci babci miałam ochotę z sobą skończyć, myślałam, że wtedy się z nią spotkam. Skończyło się na szpitalu, złamanych trzech kościach i surowej karze. Pamiętam że wtedy Patryk wziął mnie na stronę i wyjaśnił mi że moja babcia poszła do nieba, a samobójcy nie idą do nieba, więc nawet jakbym się zabiła nie spotkałam jej. Miałam siedem lat więc przyjęłam to bez mrugnięcia okiem. Koniec. Nie mogę myśleć o babci. Staram się wyprzeć te wspomnienia z głowy i skupiam się znowu na teraźniejszości. Przymykam oczy a wiatr smaga mnie po policzkach. W oddali słyszę dzieci biegające beztrosko po podwórkach. Słyszę ptaki śpiewające na zakończenie lata. Słyszę tramwaj przejeżdżający gdzieś pod nami. Te dźwięki, ten widok to mój dom, ale gdzieś w głębi serca czuję pustkę. Nie. Nie miejsce tworzy dom, a ludzie. Bez mojej paczki, bez rodziny nic nie będzie takie samo. Tak jak nic nie jest takie samo bez babci.
Dzwon na wieży oznajmia, że wybiła godzina dwunasta, na co cała nasz grupka leżąca spokojnie na dachu zrywa się jak oparzona.
Cała grupka, czyli ja, Klucha, Patryk, Ostrowki i Malina.
Ostrowski jest z nas najstarszy. W poprzednim roku założył firmę, w której dorywczo każde z nas pracuje. Ma dwadzieścia cztery lata i dziewczynę Lilę, która jest bardzo miła, ale też wyższa od niego co wygląda czasami komicznie.
Trochę młodszy jest dziewiętnastoletni Patryk, który w tym roku zdaje maturę i wygląda jak młody bóg. I naprawdę nie tylko ja tak uważam.
Malina jest na tym samym roku co Patryk ale jest od niego o rok młodsza. Jej przezwisko wzięło się stąd, że kiedyś bardzo jej się Patryk podobał i żeby ukryć rumienić jadła dużo malin i potem mówiła że to właśnie przez nie jest czerwona. Malina ma jasne blond włosy i mocny makijaż ale jest na tyle inteligentna że zawsze w szkole uchodzi jej to na sucho. W dodatku Malina dwa miesiące temu się zaręczyła. Co chwilę słyszę nowości o jej wielbicielu, aczkolwiek go jeszcze nie widziałam.
Pozostałam ja i Klucha. Oboje w tym roku zaczniemy drugą liceum przez co często czujemy się w towarzystwie reszty jak gówniarze. Klucha był w podstawówce niski i gruby, ale przezwisko dało mu do myślenia i wziął się za siebie. Teraz dziewczyny ustawiają się do niego kolejkami i co jakiś czas się na mnie wkurzają. A przecież mnie z Kluchą nic nie łączy, jesteśmy jak bliźniacy. Ja mam dość pospolitą urodę. Jestem typem laski co nie marnuje czasu na makijaż ani na dietę przez co wyglądam tak jak wyglądam.
No więc zrywamy się i patrzymy po sobie. Patryk mruży oczy z wysiłku, patrząc na zegar.
-O kurde muszę już iść!- krzyczy.
Znowu.
-Gdzie się tak spieszysz?- pytam obejmując go ramieniem.- Co jest ważniejsze od nas.
Patrzy na mnie obejmującą go i na resztę po czym bez słowa wyrywa mi się i biegnie ku drabinie.
Chce biec za nim ale Ostrowski łapie mnie za bluzkę.
-Grzanka- zaczyna- wiesz że to by go tylko wkurzyło.
No i macie: mój przydomek to Grzanka. Jak miałam dwanaście lat udało mi się zjeść trzydzieści grzanek na raz i już zostało.
-Właśnie Grzana. A poza tym słuchaj, może moglibyśmy się przejść. Odprowadzisz mnie?- pyta Klucha.
Pokiwam głową ale czuję się osowiała. W dodatku dopiero teraz orientuje się co zrobiłam. Przytuliłam Patryka, w czym nie byłby nic dziwnego oprócz tego, że byłam bliska pocałowania go. Już trzy lata temu zawarliśmy pakt, że będziemy przyjaciółmi, ale tylko przyjaciółmi do końca świata. Miałam dwanaście lat i miałam wtedy chłopaka dlatego zgodziłam się na to bez zastanowienia. Teraz ten pomysł wydaje mi się głupi i zastanawiam się czy inni też tak myślą.
Schodzę po drabinie a Klucha za mną.
-Grzanka- mówi, a ja odwracam się w jego kierunku- Musimy pogadać. Pamiętasz pakt?
O ironio, przed chwilą o nim mówiłam.
-Tak, pamiętam.
-A co jakbym go złamał?- pyta Klucha patrząc na mnie. Właściwie jak on chce coś wyznać to ja też mogę.
-Też ostatnio mam na to ochotę.- mówię mając na myśli Patryka. Dopiero po chwili orientuję się że Klusce chodziło o Malinkę albo... O mnie. Nie. To niemożliwe. - Ale wiesz, pakt to pakt i nie możemy go złamać.
Blask w jego oczach gaśnie i Klucha pokiwa wolno głową.
Następnego dnia spotykam Patryka na mieście. Stoi koło oficerów ale mnie nie zauważa. Podkradam się bliżej i próbuje usłyszeć o czym rozmawiają.
-Poruczniku- mówi Patryk- przepraszam za wczorajsze spóźnienie, ale praca...
-Żołnierzu, wojsko jest ważniejsze niż praca.
Nie! Czyżby Patryk zgłosił się do wojska? Ale po co..
-Wiem, poruczniku. Proszę mi wybaczyć.
-Żołnierzu, jak wiesz zbliża się wojna i to nie już krokami, a wręcz biegiem. Dyscyplina jest niezbędna.
-Tak jest, ser!
Cicho oddalam się od niego. Niemożliwe. Wojna? Jaka wojna. Wojna to była kilka lat przed moim narodzeniem. Pamiętam historię opowiadane przez moich rodziców i wiele rzeczy przez nie czuje, ale jedno wiem na pewno: nie chcę wojny.

WarWhere stories live. Discover now