Delikatna niczym skrzydła motyla, momentami brutalna tudzież agresywna gonitwa palców po klawiszach fortepianu przepełniała pokój. Muzyka raz cichła w nieoczekiwanym momencie, by zaraz potem zagrzmieć w melancholijnej podniosłości, wprawiającej podłogę w drżenie. Tak mógł grać jeno geniusz przygnębiony, skarcony w policzek przez ból istnienia.
Siedział pochylony intymnie nisko nad czarnym, swym fortepianem, człek wysoki, chudy, o cerze wampa i zmrużonych oczach koloru hebanu. Czarne, dokładnie rozczesane, choć nieokiełznanie opadające na czoło loki dodawały postaci owej dramatyzmu.
Grał, i grał, i grał, a nutom wydobywającym się z instrumentu końca nie było.
Skończył. Wyczerpany wielogodzinną improwizacją, wstał ze stołka i rozciągając swe długie i zwinne palce zawołał służącą.
Rychło zjawiła się strasza kobieta i dygnęła elegancko.
- Czymże się przysłużyć mogę, panie Chopin?- zapytała dobrotliwym altem, dla niewiast w jej wieku charakterystycznym.
- Proszę uprzejmie przygotować kąpiel gorącą i niechaj piany będzie w bród. I płatki różane pachnące zażyczam, świeżo ścięte z donicy, najlepiej czerwone, odmianę tą najkraśniejszą i najdorodnieszą.-
Fryderyk uśmiechnął się z przymusu ledwo zauważalnie, po czym poszedł po odzienie na przebranie po oblucji. Męczyła go ta rutyna, przeplatana koncertami pełnych owacji oraz wieczorach w salonach spędzanych z towarzystwem doborowym. Wszystko miał, lecz najważniejszego mu brakowało.
Miłości namiętnej, romantycznej.
Przeto onegdaj widział Mickiewicza ze Słowackim, jak pod rękę szli, a chodzą słuchy, iż do Egiptu nawet razem wyjechali! Widział jak Zygmuś Krasiński z Delfiną, kochanką byłą Fryderyka się umizgują. Cały Paryż kwitł we wzajemnej lubości, prócz Chopina, i może Norwida ale on był emo i samotność była lubą jego.
Źle było Chopinowi. Zapał i wenę twórczą przez to tracił, i jął to odczuwać, albowiem już od dawna nie skomponował niczego uwagi wartego, czym zachwycała by się emigracyja cała.
- Kąpiel gotowa!- głos służki wyrwał kompozytora z zamyślenia.
Woda parzyła. Blade ciało zaczerwieniło się i nieco szczypało. Fryderyk oparł się wygodnie o wannę i nareszcie odprężył otulony mydlin bałwanami i miękkimi płatkami róż. Postanowił po przebudzeniu, iż dzień dzisiejszy uczynić musi lepszym od inszych, tak też tradycyjne zaczął go ukończoną już grą na fortepianie, następnie relaksując się. Gdy z zaparowanej łazienki, która teraz łaźnie przypominała wyszedł, postanowił wypić herbatę malinową, i pocztę przeczytać.
Smakował się w kwaskowatym napoju bez dodatku cukru i wziął od służącej plik kopert, co je rano listonosz przyniósł.
Pierwszej nawet nie otwierał, był to co miesięczny kwit za mieszkanie, druga; schludnie zapieczętowana, nadawca: Philharmonie de Paris. Otworzył ją, zdziwiwszy się boć jeno szczere podziękowania za koncert ostatni zawierała. Trzecia od rodziców umiłowanych Tekli wraz z Mikołajem, nie chciał jej teraz poświęcać uwagi. Z nostalgią przytulił kartkę do piersi, obiecując sobie że przeczyta ją jeszcze dziś wieczorem, by nazajutrz odpowiedź nadać. Czwarta i ostatnia koperta była od jednego z wielu salonów paryskich.
Waćpanie Fryderyku Chopinie!
Mamy zaszczyt zaprosić Szanownego Pana na świętowanie Nowego Roku Pańskiego 1833 w gronie inteligencyji polskiej.
Będzie to kolejna wiosenka, która doda nam otuchy i nadziei w walce z zaborcami, tudzież otworzy przed Polakami horyzonty nowe, nieodkryte dotychczas.
Bal odbędzie się na ulicy Rue de Rivoli 44, od godziny 19.00 aż do rana białego. Niezmiernie nasze uradowanie z waszego przybycia!
P.S. Zaszczyci nas także gość specjalny, mianowicie pianista wybitny z Węgier- Ferenc Liszt.
Salon de Paris
- Do kroćset tysięcy zepsutych fortepianów!- krzyknął piskliwie Fryderyk, zakrywając usta smukłą dłonią w niedowierzania geście.
Będzie tam Ferenc Liszt we własnej osobie! T e n Ferenc, o którym tyle słyszał i nocami wyimaginowane spotkania z nim układał! Racjonalny (w przeciwieństwie do romantycznych pisarzy) umysł nie dopuszczał do siebie owego faktu, to niemożliwe iście.
Do pokoju przydreptała służąca, wycierając filiżankę.
- Cóż się stało panie Fryderyku, że pan ślachetne miano fortepiana bluźni?- zapytała ciekawsko się w niego wpatrując- Już dawno uśmiech na pańskich ustach poważnych nie gościł.- zauważyła.
Chopin rozmarzony przyglądał się płatkom śniegu, piruety za oknem wyczyniającym. Istotnie. Już zapomniał onego uczucia, kiedy twarz delikatnie napina się pod wpływem uśmiechu. Nie spuszczając wzroku z nad podwórza odpowiedział w zadumie.
- Jak to Słowacki mówił zacytuje, duchowi mojemu dała w pysk i poszła. Teraz to zinterpretuje jako moje życie: ono też dało mi w pysk i się ode mnie odwróciło, jeno miałem serce i było ono od miłości gorejące, przez czas pewien ugasło, zaś teraz wyczuwam bicie jego mocniejsze. - spojrzał rozweselony wreszcie na służkę- miłość przyszła niemalże pod me progi, to cud powiadam-
Strasza kobieta odłożyła na stolik ściereczkę wraz z filiżanką, po czym matczynym gestem podeszła do Fryderyka i położyła mu dłoń na ramieniu rzecząc
- To dobrze, że pan nigdy wiary nie stracił. Bo jak człowiek wiarę traci to i życie traci.-
- Znakomicie ujęte.-
- Los mi to powiedział, młody paniczu. Teraz kolej by powiedział to tobie.-
YOU ARE READING
Lisztin~amoureux de la musique
RomanceParyż miałbyć dla Chopina ukoronowaniem marzeń, dopadł go jednak ból istnienia. Lekarstwem na nie staje się pewne wydarzenie na którym pojawia się idol kompozytora. Czy Fryderyk zdoła podbić serce swojego największego konkurenta? Wkrótce jednak poja...
