Sobotni poranek, większość ludzi albo odsypia wczorajsze imprezy albo w ogóle dopiero wraca do domów. Są też jednak wyjątki takie jak Chan.
Chan to dwudziestojednoletni chłopak, który co tydzień w sobotę wstaje równo o świcie po to aby zjeść coś, doprowadzić się do porządku, zrobić zakupy a następnie wyruszyć do szpitala by spędzić dzień wspólnie z młodymi pacjentami szpitala i sprawić by choć na chwilę zapomnieli o bólu i cierpieniu. Tuż po śniadaniu Bang postanowił w końcu sprawdzić wiadomości, które dostał. Widział wcześniej, że jest ich sporo. Chłopak zawsze miał zapchaną skrzynkę wiadomościami od dzieci, którym zostawił kiedyś swój numer. Mimo sympatii jaką ich darzył bardzo tego żałował, bo sam osobiście nie przepadał za wszelkimi social mediami, różnymi komunikatorami itp., wolał rozmawiać z ludźmi twarzą w twarz. Lubił widzieć emocje, które rysowały się na ich buziach. Wśród kilkudziesięciu wiadomości w oczy rzuciła mu się jedna, którą dostał od osoby zapisanej jako "Papa". Mimo tego jak to wygląda to nie, ta osoba wcale nie była ojcem Bang Chana. "Papą" chłopak nazywał mężczyznę, który był odpowiedzialny za wolontariuszy i równocześnie był dla niego jak tata, którego nigdy Bang nie miał szansy poznać, ponieważ zaraz po urodzeniu został oddany do adopcji. Los niestety postanowił, że Chan całe życie do osiągnięcia pełnoletności spędził w domu dziecka.
-Ciekawe co tym razem...-wymamrotał chłopak i wszedł w rozmowę.
Papa: Cześć Chan. Wiem jak bardzo jesteś związany z dzieciakami z obecnego szpitala... jednak musisz się przenieść. Jeongin złapał grypę i dopóki nie będzie w 100% zdrowy musisz go zastąpić. Pomoże Ci Hyunjin, dałem mu Twój numer, więc się z Tobą skontaktuje by dogadać szczegóły. Wybacz za kłopot.
-Jeonginnie, dlaczego na siebie nie uważałeś...?-szepnął do siebie po czym ruszył do łazienki by oddać się swojej ulubionej czynności.
Po niecałych 40 minutach Chan przekraczał już próg pobliskiego supermarketu i czytając poraz kolejny listę zakupów ruszył w stronę odpowiednich alejek.
-Ramen razy dwa jest, kimchi... też jest. Dobra, mam wszystko!-ruszył radosnym krokiem w stronę kas gdy nagle w kieszeni spodni poczuł wibrację. Spojrzawszy na telefon ujrzał nieznany numer, miał w zwyczaju nie odbierać od obcych jednak tym razem musiał zrobić wyjątek bo spodziewał się telefonu od pewnej nieznanej mu osoby. Po chwili namysłu przeciągnął zieloną słuchawkę i przyłożył urządzenie do ucha.
-Cz... Cześć, z tej strony Hwang Hyunjin. Czy dodzwoniłem się do Bang Chana?
-Hej, jak najbardziej. To ty jesteś tym wolontariuszem z którym będę miał przyjemność pracować?-odpowiedział radośnie Chan.
-Tak, dzwonię bo pan Jinyoung prosił abym Cię poinformował jak dotrzeć do szpitala. Ogólnie jest kilka możliwości ale najprościej będzie jak wsiądziesz do autobusu numer 4419 o 13:27 i wysiądziesz na przedostatnim przystanku, możesz tam na mnie zaczekać.-chłopak tym razem był już trochę pewniejszy.
-Dobrze, dziękuję za telefon. Do zobaczenia Hyunjin!-odpowiedział Bang i się rozłączył.
Dochodziła godzina 13:10 gdy Chan wrzucił szybko do torby strój clowna, który wszystkie dzieciaki uwielbiały, kilka pluszaków, które rano kupił w markecie, obiad i butelkę wody. Nim się obejrzał wybiła godzina wyjścia. Chłopak jak zawsze punktualnie w spokoju opuścił mieszkanie i ruszył w stronę przystanka ze słuchawkami w uszach. Czekało go 25 minut podróży, nie miał zamiaru marnować tego czasu na nic nie robienie, więc postanowił poodpisywać dzieciakom na wiadomości i wyjaśnić im swoją nieobecność. Chan tak skupił się na swojej czynności, że prawie przegapił przystanek, na szczęście poza nim wysiadało tam jeszcze kilka innych osób, dzięki którym i jemu się udało. Po opuszczeniu pojazdu ruszył w stronę jednej z ławek i patrzył jak wszystkie obecne tam osoby się rozchodzą. Chodnik był prawie pusty, prawie bo w sporej odległości dało się dostrzec sylwetkę jakiegoś wysokiego chłopaka, którego Bang obdarzył dwoma spojrzeniami po czym wrócił do swojego zajęcia z autobusu.
-Hej, to ty jesteś Chan?-na te słowa głowa siedzącego na ławce chłopaka mimowolnie uniosła się ku górze i ujrzała nieskazitelną twarz z uroczym pieprzykiem pod okiem. Buzia ta należała do wysokiego, szczupłego chłopaka z niesamowicie ujmującym uśmiechem, którego starszy widział z odległości.
-O cholera...-wymamrotał Bang.
-Słucham?-Hyunjin nachylił się lekko z nadzieją, że dzięki temu usłyszy słowa wypowiedziane kilka sekund temu.
-Znaczy się... Tak to ja.-odpowiedział zaciągając się przy tym zapachem chłopaka, który w niego uderzył.
-W takim razie chodź za mną.-Hwang odwrócił się i ruszył w stronę szpitala.
_____
To dopiero pierwszy rozdział a ja już mam wątpliwości co do istnienia tego opowiadaniaXD
ESTÁS LEYENDO
"Just leave me alone" | Hyunjin × Chan
FanfictionLudzie mówią, że karma zawsze wraca ale dlaczego mimo dobrych uczynków często próbuje odebrać to co dla nas najważniejsze i to w tak męczący i wyniszczający sposób?
