Warszawa, 08.06.2018r
Drogi pamiętniku!
Dzisiejszy dzień był naprawdę koszmarny. Czuję, że powoli nie daję rady. Prędzej czy później, będę musiała komuś o tym powiedzieć. Przeszłość każdego dnia nie daje mi żyć.. goni mnie, jest coraz bliżej, a potem łapie w swoje szpony i nie chce puścić. Normalne, szczęśliwe życie, mając na koncie tylu niewinnych ludzi jest praktycznie niemożliwe. Za każdym razem jak spoglądam na Katarzynę, łapie mnie ogromny ból i obrzydzenie do samej siebie. Teraz w końcu wiem, że ludzkie życie nie zależy od rasy czy samego pochodzenia. Wiem także, że ta lekcja, mimo iż kosztuje mnie ogromną cenę, jest darem. Darem, którego inni ludzie nie mają okazji dostać. Jest ona prezentem od diabła jak i od anioła równocześnie...
A więc, przechodząc do rzeczy miałam dziś sen. Był to świadomy sen, co sprawiło że czułam się jeszcze gorzej, bo miałam możliwość zmienienia wszystkiego. Tylko czym dokładnie było to wszystko? Otóż dziś chciałabym wyrzucić z siebie to co leży mi na sercu, od A do Z. Chcę poczuć uczucie lekkości, którego nie zaznałam od 25 lat. A więc było to tak:
Był rok 1940, miałam 34 lata, wspaniałego narzeczonego. Byłam piękną, dojrzałą kobietą, a warto dodać, że to wiązało się z niemałym gronem adoratorów. Do tej pory nigdy nie robiło to na mnie większego wrażenia, bo zapatrzona byłam tylko i wyłącznie w Harrego. Od roku planowaliśmy ślub, który postanowiliśmy sprawić bardzo wyjątkowym. Niestety, piękna, młoda kobieta, która świeciła wtedy rozumem, pewnego dnia obudziła się pragnąc czegoś więcej. Moim marzeniem nagle stały się pieniądze, bardzo zamożny mąż i życie jak w baśni. Zaczęła przepełniać mnie chciwość i pycha, ale wtedy nie uważałam, że to coś złego. Kazałam narzeczonemu zmienić jego styl, oraz pracę. Chciałam go zmienić na silę i móc nim sterować niczym kukiełką w teatrzyku. Jednak on się nie zgodził. Miał bowiem godność, której brakowało mnie. Kiedy on nie spełnił moich oczekiwań, zaczęłam moje chore poszukiwania kogoś na wyższym poziomie. Poszłam na imprezę, do bardzo wykwintnego jak na II wojne światową baru, gdyż trzeba przyznać że były to czasy bardzo trudne dla wszystkich ludzi, a w takich miejscach można było znaleźć jedynie tych najbardziej zamożnych mieszkańców miasta, którzy lubieli się bawić. Na miejscu spotkałam jedynie kilku niemieckich, wysoko ustawionych mężczyzn, co po nich od razu było widać. Jako że od dziecka umiałam język niemiecki, postanowiłam zagadać do najprzystojniejszego z nich i zobaczyć jak mi pójdzie. Mój wzrok padł od razu na pewnego wysokiego, dobrze zbudowanego bruneta o lekkim zaroście i cudownych zielonych oczach. Ruszyłam do niego pewnym krokiem, wyciągnęłam dłoń i postanowiłam się przedstawić.
- Guten Tag! Elizabeth.. - uśmiechnęłam się do niego zalotnie i już wtedy wiedziałam, że łyknął haczyk.
- Oh, Guten Tag, Lady. Ich heiße Antonny Heller.*- odwzajemnił uśmiech, więc postanowiłam kontynuować rozmowę. Pamiętam, że po kilku minutach zaproponował mi kolację, a potem poszliśmy potańczyć. Spędzilismy wtedy oboje wspaniały wieczór. Gdy wróciłam do domu zastałam jednak bardzo zdenerwowanego Harrego, a pierwsze co usłyszałam to:
-Gdzie ty do jasnej cholery tyle byłaś?! Dochodzi trzecia trzydzieści!
Nie pamiętam co mu wtedy odpowiedziałam, gdzyż mam w głowie tylko krzyki i urywki wydarzeń... . Wiem tylko, że potem przez długi czas się do siebie nie odzywalismy, a ja spotykałam się wieczorami z Antonnym. Pewnego z nich, choć minęło zaledwie pięć tygodni od rozpoczęcia naszej znajomości, Heller spytał mnie czy chcę nosić jego nazwisko. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć, więc uciekłam bez słowa i wróciłam do domu. Udawałam, ze wszystko jest okej, ale coraz ciężej było mi to ukrywać, poniewaz z dnia na dzien miałam coraz większe wory pod oczami i problemy z koncentracją. Po kilku dniach otrzymałam od niego list, w którym pisał, jak to on mnie kocha, oraz że pragnie się spotkać. Po dłuższym przemyśleniu sytuacji uznałam, że skoro dzięki niemu mogę być bogata i szczęśliwa, to należy skorzystać. Odpisałam mu i niespełna tydzień później się z nim spotkałam. Decyzja była już podjęta. Nie interesował mnie już zbytnio Harry, wtedy był mi wręcz obojętny. Marzyłam jedynie o swoim szczęściu i nie interesowało mnie nic poza czubkiem własnego nosa. W lutym 1941 roku odbył się ślub. Czułam się wtedy jak w bajce... wszystko było takie magiczne i idealne. Antonny zadbał tego dnia, by nikt nie zakłócał uroczystości i tak też się stało. Nie wiem jak ten dzień przeżywał Harry i do dziś boli mnie myślenie o tym.
Potem przeżyliśmy ze sobą 3 lata. I choćbym chciała, nie mogę powiedzieć że były to szczęśliwe, spokojne i pełne miłości lata, bo tak niestety nie było.
Początki były wspaniałe, Antonny każdego dnia okazywał mi szacunek, dawał pieniądze na zakupy i nigdy mi niczego nie brakowało. Sam planował otworzyć drugi obóz koncentracyjny, by zacząć zarabiać jeszcze więcej. Wtedy mi to imponowało. Byłam w niego i jego majątek tak ślepo zapatrzona, że podziwiałam to co robił i uważałam, iż nie ma w tym nic złego.
Po roku czasu przestał dawać mi pieniądze, twierdząc że nic pożytecznego nie robię. Pamiętam jak mnie to zdenerwowało i przez kilka dni chodziłam jakbym była struta. On jednak irytował się coraz bardziej, aż pewnego dnia powiedzial mi:
- Du müsst anfangen zu Arbeiteten, oder es ist das Ende!**
Byłam wściekła, ale nie mogłam pozwolić na to, by nasze małżeństwo się rozpadło, więc postanowiłam, że lepiej będzie, gdy dostosuję się do jego oczekiwań. Jeszcze tego samego dnia rozpoczęłam papierkową robotę w jego obozie. Zajmowałam się głównie logistyką i sprawami z nią związanymi. Nie była to ciekawa praca, ale dzięki niej mogłam w końcu na siebie zarabiać (A były to kwoty niemałe) oraz uszczęśliwiać męża. Ten jednak sprawiał wrażenie jakby mnie nie dostrzegał. Byłam dla niego jak postać drugoplanowa, a czasem nawet jak przeszkoda.
Jestem pewna, że dziś nie dałabym się nikomu tak traktować. Inne spojrzenie na tamte wydarzenia uświadamia mi jak zgubna może być chciwość, no ale niestety, stało się.
Kiedy jakoś dotrwaliśmy do dwóch lat Antonny był zupełnie innym człowiekiem. Zaczął się na mnie wyżywać psychicznie, dochodziło nawet do rękoczynow. Trzy razy wyrzucił mnie z domu, ale za każdym z nich kazał do niego wracać. Kiedy mu odmawiałam, szantażował mnie i kończyło się tak, że niestety nie miałem wyboru i do niego wracałam. Bałam się go. Mój lęk rósł z każdym dniem, ale usiłowałam tego nie pokazywać. Miałam męża tyrana. Wiedziałam, że mnie nie kocha. Przemoc stała się na porządku dziennym, zaczęłam nosić sukienki, które musiały zakrywac coraz to więcej nowych siniaków i ran, musiałam sama na siebie zarabiać, a na Antonnego nie mogłam już w ogóle liczyć.
Dnia 08.06.1944 roku postanowiłam to przerwać. To życie zaczynało mnie męczyć, a ciągłe obserwowanie ludzkiego cierpienia i mordów stawało się nie do zniesienia. Pamiętam to jak dziś, już od samego rana powiedziałam mężowi, że mam tego wszystkiego dość, oraz że się wyprowadzam. Mimo jego krzyków, wyzwisk i gróźb, spakowałam cały mój dobytek i już miałam udać się do siostry, kiedy nagle pojawił się przede mną przyjaciel Antonnego- Russ. Chwycił mnie mocno za ramię i zaciągnął do korytarza, który dotąd był mi znany tylko z opowieści. Widziałam już przed sobą tabliczkę z napisem "Gaskammer"***, a oznaczało to tylko jedno. Byłam właśnie brutalnie zaciągana w stronę komory gazowej. Mężczyzna w pewnym momencie kazał mi się zatrzymać i usiąść pod drzwiami, a on sam stał nade mną i pilnował bym się nie ruszała. Nie czułam wtedy strachu, byłam wręcz przeciwnie, całkowicie spokojna. Jedyne co w tamtym momencie siedziało w mojej głowie to niecierpliwość i chęć ucieczki. Gdy minęły ponad dwie godziny w korytarzu zaczęły zbierać się dzieci ubrane w pasiaste piżamy. W zasadzie nie wiem czy je w ogóle można było nazwać dziećmi, ponieważ niektóre wyglądały jak szkielety okryte cieńką warstwą skóry.
Widok ten przypomina mi się co noc, gdy próbuję spokojnie zasnąć. Prześladuje mnie ciagle od urodzenia. Jest okrutną prawda i straszną częścią mojego życia.
Russ kazał mi wtedy wstać i dołączyć do grupy. Uprzedził mnie też także, że każda próba ucieczki skończy się dla mnie jeszcze gorzej. W momencie, gdy ktoś zadzwonił dzwoneczkiem, wszyscy ruszyli w stronę pomieszczenia. Żadne z tych dzieci nie potrafiło czytać po niemiecku i nikt nie wiedział dokąd tak naprawdę idzie. Wszyscy byli pewni, że po prostu dostają szansę, by zmyć z siebie wysiłek i pot sprzed ostatnich bardzo ciężkich dni. Jednak tak niestety nie było. Weszłam tam posłusznie razem z nimi. Wiedziałam, że sama nie jestem w stanie nic zrobić. Zamknęłam oczy i czekałam. Przez długi czas nie działo się zupełnie nic, aż nagle poczułam że powietrze gęstnieje. Zaczęło mi się kręcić w głowie i czułam, że mdleję... . Nastała ciemność, a ja czułam jak cyklon B powoli wypełnia mój organizm.
Nie pamiętam już nic więcej. Umarłam i powróciłam tutaj, by móc naprawić swoje błędy. Wróciłam i chcę pokazać samej sobie, że jestem w stanie odpokutować moje winy. Mam świadomość, że nie będzie to łatwe, ale cieszę się, bo dostałam szansę.
Boję się tylko zaufać komuś tak bardzo, żeby móc mieć pewność, że uwierzy i zachowa to dla siebie, ale może kiedyś spróbuję... .
*Guten Tag, lady. Ich heiße Antonny Heller- dzień dobry Pani. Nazywam się Antonny Heller.
**Du müsst anfangen zu Arbeiteten, oder es ist das Ende! - musisz zacząć pracować, albo to koniec.
***Gaskammer- komora gazowa
Książkę dedykuję Sarahah650 ❤
Za cudowną okładkę dziękuję livvy21 😍
Rozdziały będą dodawane w zgodnych z treścią odstępach czasowych. (Kolejny wyjątkowo za 14 dni)
YOU ARE READING
Uwięziona w umyśle
Teen FictionDrogi pamiętniku! "Dzisiejszy dzień był naprawdę koszmarny. Czuję, że powoli nie daję rady. Prędzej czy później, będę musiała komuś o tym powiedzieć. Przeszłość, każdego dnia nie daje mi żyć.. goni mnie, jest coraz bliżej, a potem łapie w swoje szpo...
