„Nastały czasy idealne" – skandują wielcy ludzie tegoż świata. W końcu jak inaczej nazwać planetę Ziemię, na której po plądrujących ją bezlitośnie wojnach wreszcie zapanował oczekiwany przez wielu pokój?
Wszyscy żyją obok siebie w wiecznej zgodzie, harmonia opanowała całą kulę ziemską. Dzieci narodzone w tym perfekcyjnym okresie nie znają słów „zło", „konflikt", „nienawiść". Żaden człowiek nie jest w stanie pojąć ogromu wrogości, które kryją się za tymi wyrazami. Można uznać, że to wina władz, którzy zatracili się w dążeniu do perfekcji i ukryli całą niewygodną historię świata przed podwładnymi, aby nie musieli poznać, czym jest cierpienie. Liczy się tylko tu i teraz.
Komputery są wszędzie. Krytycy nowego porządku skłaniali się nawet w stronę podejrzeń, jakoby wszelkie istoty żyjące również były zaprogramowane. Szybko jednak zmienili swoją postawę i dołączyli do grona ludzkości, która jest zawsze zadowolona i uśmiechnięta. No bo jak można być złym albo smutnym, gdy wszyscy dookoła darzą cię nieskończonym szacunkiem, a na dodatek masz wszystko na wyciągnięcie ręki?
Ludzie doczekali chwili, w której „możesz być kim chcesz" jest nie tylko oklepanym hasłem motywacyjnym, lecz także krótkim opisem życia na tym świecie. Nie musisz specjalnie się wysilać, by osiągnąć to, co chcesz: masz stuprocentową pewność, że zostaniesz przyjęty do wybranej pracy, że zarobisz krocie, że twoja ukochana odwzajemnia twoje uczucia, że będziesz mieć tyle dzieci, ile dusza zapragnie. Do tej zasady podciągnąć można każdą, najmniejszą nawet zachciankę.
Nie ma już problemów. Okres biedy i kryzysu gospodarczego w niektórych państwach zakończył się już dawno, po części dzięki sukcesywnym działaniom polityków, częściowo także w związku z licznymi zgonami osób o niższym statusie społecznym. Ludzie natomiast zmienili się nie do poznania: nie istnieje wśród nich nietolerancja, fałsz, okrucieństwo. Cechy te zostały wytępione już jakiś czas temu. Stało się to dzięki uporczywym wpajaniu zasad i wartości moralnych oraz na sankcjach za najdrobniejsze przewinienia. Był czas, gdy karano na przykład nazwanie kogoś głupim.
Droga do osiągnięcia tegoż ideału była więc długa i żmudna, jednak efekty były warte trudu. Istoty ludzkie uważają się za tak perfekcyjne, że nawet przestali nazywać się Homo sapiens, aby nie identyfikować się z gatunkiem całkowicie od nich odmiennym - w tej kwestii wierzą politykom, którzy nie chcą jednak ujawniać im szczegółów funkcjonowania świata w XXI wieku i wcześniej. Zamiast tego wymyślono nową nazwę: Homo expletus, znaczącą mniej więcej tyle, co "człowiek idealny". Potocznie zwą się ekspletusami, aby wyrazić swoją odrębność od dawnych ludzi. Zapomnieli jednak o tym, że nawet jeśli będą zwać się inaczej, nadal są tylko kupą mięśni i kości, która rozumem przewyższała inne formy życia. Nie pamiętają, że wciąż więcej ich łączy, niż różni od swych przodków.
W kilku słowach: Ziemia stała się miejscem perfekcyjnym do życia dla wszelkich istnień. Osiągnięto już wszystko, świat nie zdołał ukryć swoich największych tajemnic przed ludzkością. Ekspletusi wiedzą już wszystko. Dalszy rozwój planety jest więc niemożliwy do osiągnięcia.
Nikt nie krytykuje nowego porządku, jaki tutaj zapanował po tylu latach. W końcu co można krytykować w świecie doskonałym, gdzie ludzie są pełni życia i wzajemnego szacunku?
A może to tylko oni uważają się za idealnych dzięki zgrabnej propagandzie?
Jedna z głównych zasad, które od zarania dziejów kierują Ziemią mówi, że nikt nie jest perfekcyjny.
U ekspletusów możnaby doszukać się zbytniej próżności. Jednak tym, co mimo ich przekonań sprawia, że do ideału im daleko jest brak czegoś, co kultywowano w tylu miejscach przez tyle wieków. Czegoś, o czym „dawni" ludzie nigdy by nie zapomnieli. Czegoś, o co dbano, czym się kierowano.
A tym czymś są marzenia.
Nie mają one w tym świecie racji bytu; istnieją tylko zachcianki niewielkiej wagi, które na pewno się spełnią. Ekspletusi nie muszą gonić za swoimi ambicjami, starać się, pokonywać trudności, by osiągnąć z niemałą satysfakcją to, o co tak długo zabiegali, jak to było jeszcze sto lat temu. Działają jak inteligentne i posłuszne roboty, którym wystarcza to, co już mają lub co mogą mieć na wyciągnięcie ręki.
Jednak twarde zasady panujące na Ziemi od zawsze nie pozwalają na to, by ktokolwiek zapomniał o tak istotnej rzeczy, jaką są marzenia. Takie warunki nie mogą więc trwać wiecznie.
Relacje dziennikarzy donoszą ostatnimi czasy, że do jednego z bałtyckich portów dopłynęła stara, zaniedbana łódka z człowiekiem na pokładzie. Istotę ową opisują jako „zbitą masę zgryzoty, jaką niepodobna dojrzeć u żadnego innego ekspletusa". Starzec wyszedł z łodzi, stanął na lądzie i ruszył. Od tamtej pory bez przerwy podąża drogami, ścieżkami i polami, wiedząc doskonale, w którą stronę iść. Przykuwał on wzrok każdego, kogo mijał; wiele ekspletusów nigdy w życiu nie widziało tak osobliwego staruszka. Chodzi o lasce, odziany w szatę, której biel jest podobna do odcienia jego nikłych włosów oraz gęstej i długiej do pasa brody. Jego smętne, niemal pozbawione życia szare oczy wyrażają przejmujący żal i przygnębienie.
Stara przepowiednia jednego z dawnych przeciwników nowego świata i reform z nim związanych mówi, że kiedy stary pustelnik, który uchował się przed zmianami spełni swoje nieosiągnięte za młodu marzenie – zdobycie Rys – rozwój Ziemi zacznie się cofać, aż dojdzie do samego początku istnienia ludzi, przez co historia zatoczy ogromne koło.
Ekspletusi nigdy nie wierzyli w takie bzdety, a jednak jest w tym coś, przez co czują nietypową aurę bijącą od starca, co ich trochę niepokoi. Obawiają się, że ich Ziemia zostanie zastąpiona starszą wersją. Wciąż jednak uspokajają ich politycy, którzy boją się chaosu. Sami jednak czują lekki niepokój w związku z tajemniczym przybyszem.
A starzec wciąż idzie...
BINABASA MO ANG
Starzec
Short StoryRok 2120. Wbrew obawom wielu osób żyjących na Ziemi jeszcze sto lat temu świat wcale nie wypełnił się nienawiścią. Zapanowała doskonała harmonia, a ludzie zaczęli mieć do siebie szacunek. Tylko czy ideały mają tutaj rację bytu?
