1

304 8 0
                                        


Rok 2011- Mroczna wojna

W rezydencji siedzi skulona i cicha rudo włosa dziewczyna, która nasłuchuje tuż przy regale z książkami. Słychać tylko głuchy trzask, jej ojciec leży w krwi, a nad nim stoi Sebastian Mongerstern, jego ciemne oczy patrzą na ciało z pogardą i rozglądają się po bibliotece.

-I żadnej rodziny? Żony, dzieci? Chociaż psa? To było za łatwe- słychać w jego głosie powątpienie, Lilith kuli się bardziej, Mongerstern wychodzi z biblioteki. Zabił jej ojca dla zabawy? Miał w tym ukryty interes? Tego dziewczyna nie mogła być pewna, mimo grożącego jej ni bezpieczeństwa na łokciach przesuwa się w stronę swojego ojca. Jej lewa noga jest złamana, tak jak stela. Sprawdza puls mężczyzn, niewyczuwalny, tego się spodziewała, ale nawet ten spodziewany ból odebrał jej oddech. Więc nie został jej nikt inny? Skończyła sama, bez nikogo? A do tego trafi do akademii?

     
                         xxxxxxxxx

-Lilith! - zdesperowany krzyk Catrice przecina ciszę, czarno włosa kobieta biegnie pośród krwi swoich współpracowników, mija ciała i wchodzi do biblioteki. Zastajesz tam Pana Midnight w kałuży krwi i 16 letnią Lil głaszczącą w za myśleniu włosy ojca. Kobieta patrzy na nią z bólem.

-Kochanie....- szepcze Catrice z łzami w fioletowych oczach.

-Nie pozwól im mnie zabrać- odpowiada tym samym nastolatka. Kobieta podchodzi do niej z lekkim westchnieniem, obcasy jej czarnych mokasynów stukają o marmurową posadzkę. Odciąga dziewczynę za ramiona i pomaga jej wstać.

-Narazie trzeba cię poskładać- pokazuję na jej nogę, Catrice jest czarownicą, pokojówką w jej rodzinie jest od wieków, właściwie od jej założenia, a trudno było określić dokładny wiek Cat, kiedyś mówiła, że widziała podpalenie Rzymu, ale ile w tym prawdy? -I po krzyku! -Lilith spojrzała na swoją nogę, faktycznie  ie było już śladu po złamaniu, kilka razy podskoczyła w miejscu dla pewności.

-Co teraz zrobimy?- spojrzała na sine ciało ojca, Catrice pogłaskała ją po ramieniu.

-Myślę, że powinniśmy zrobić im godny pogrzeb.

-Im? O mój Boże.... - obie wychodzą na korytarz w którym leży kilka ciał, Lili potrzy na to smętnie.- Myślę, że powinnyśmy zacząć- Cat westchnęła ciężko.

                        xxxxxxx

Pogrzeby Nocnych Łowców nie wyglądają jak te przyziemnych, różnica jest jedna, ich nie wpuszcza się do grobu w trumnie, a pali przy wszystkich członkach ich rodziny.
Łączy je jednak ból, bo bez różnicy kim jesteś, pogrzeby to okrucieństwo. Lilith była tylko na jednym pogrzebie, chowali wtedy jej pierwszego konia- Troje. Miała może osiem lat i wyła niemiłosiernie, wyobraźcie sobie więc 16 letnią Lili na pogrzebie ojca. Pomyślicie stworzyła drugie jezioro Lynn? Wręcz przeciwnie, patrzyła jak jedenaście ciał płonie i nikogo nie opłakiwała, tak jak uczył ją ojciec: "Jest tylko jeden powód przez, który możesz płakać i bynajmniej nie jest to śmierć". Nigdy nie powiedział jej kiedy może płakać, dlaczego robiła to najrzadziej jak mogła.

-Co teraz zrobimy? - zapytała wycierając oczy Catrice.

-Teraz zabezpieczysz dom zaklęciem- Lilith pustym wzrokiem wpatruje się w kupki popiołu.

-Mam go uniewidzialnić?- kobieta zdziwiona popatrzyła na Lil. Dziewczyna nie lubiłam zaklęć, uważała je za zbędne.

-Stworzyć iluzje spalonej posiadłości- sprostowała rudowłosa i ruszyła w stronę rezydencji, w białej sukience wyglądała jak zjawa.

-A jeśli ktoś będzie chciał wejść?- dziewczyna rzuciła przez ramie tylko "to twoja robota" i zniknęła za murami domu.

                      xxxxxxxxx

Z czasem ból słabnie, może nie znika, ale stanowczo łatwiej go stłumić. Ból Lilith po czterech miesiącach niemal wyparował, a przynajmniej tak myślała, może dlatego, że nie miał kto o nim wspominać? Catrice mimo wszystko dalej zajmowała się domem: prała, sprzątała, gotowała, pracowała, czyściła i tak czystą broń oraz wiele wiele więcej. Lili też nie odczuła różnicy, już wcześniej nie miała z kim rozmawiać, różnica była taka, że w wielkiej rezydencji nawet gdy były tam dwie osoby było okropnie pusto. Mimo wszystko dziewczyna starała się tym nie przejmować, zajmowała myśli czymś innym, jak kolejne lekcje demorologi, greki, łaciny, francuskiego czy treningach, które swoją drogą uwielbiała. Wydawało się, że wszystko wraca do normy, ale kiedy one schronione w cichej rezydencji spokojnie żyły, na zewnątrz toczyła się wojna.

                      
                       xxxxxxxxxxx

-Powiedź mi coś czego nie wiem- zirytowany blondyn, któremu znowu odmówiono udziału w walce, bujał się na krześle w jadalni.

-Izzy zrobiła na obiad spaghetti- Alec ruszył ku lodówce.

-Miałeś mnie pocieszyć, a nie zabić, widzisz różnice? - krzesło upadło na podłogę z głuchym trzaskiem, a Jace podniósł się z niego szybko. - Z resztą nie jestem głodny, ani nie mam myśli samobójczych.

-Za to ja jestem- kiedy chłopak miał wychodzić, drzwi zatrzasnęły mu się przed twarzą.

-Tobie też dzień dobry Magnusie- z kamienną miną wrócił na swoje miejsce.

-Możesz być zły na cały świat, ale nie wyżywaj się na wszystkich dookoła- czarno włosy westchnął i zabrał się do jedzenia spaghetti.

Jace, jak przynajmniej myślał, mógł być zły na wszytkich i wszystko, a najbardziej na radę, która nie pozwoliła mu walczyć* i zamknęła go w domu pod groźbą wygnania, tak wygnania! Za coś tak bezsensownego. Zresztą to nie był jedyny powód jego nienawiści do wszystkiego. Głównym powodem była kłótnia i to nie byle jaka bo z Clary, czasami miał wrażenie, że ta dziewczyna miała problemy z pohamowaniem emocji. Jeśli ktoś był ciekawy o co poszło to o szkicownik, tak o szkicownik, Jace poprostu przestawił go z szafki nocnej na komode, a Clary się wściekła. Bał się, naprawdę się bał, o swoje uczucie do rudowłosej, miał wrażenie jakby się wypalało, dziewczyna za to tego nie widziała i świetnie się bawiła wymyślając kolejne glupie kłótnie, a to o koszulkę rzuconą na krzesło, a o obrażanie jedzenia Izzy (przecież robił to ciągle!), a o nie równe poskładanie ubrań w szafie.

-Jeśli kontemplujesz nad swoim życiem to muszę ci przerwać- niebieskie oczy Aleca pokazywały znudzenie i irytację.

-Clary wróciła- blondyn podniósł się ciężko i ruszył do drzwi, tym razem nikt go nie zatrzymał, a szkoda. Kiedy szedł przez korytarz w stronę pokoju jego i Clary, próbował wymyślić jakieś przeprosiny, ale nic oprócz "I tak masz w dupie moje przeprosiny" i "To co powiem zostanie użyte przeciwko mnie" nie przychodziło mu do głowy, a te teksty były mało ambitne. Kiedy znalazł się tuż koło drzwi do pokoju jeszcze miał nadzieję, że nie będzie musiał tego robić, dopiero kiedy wszedł do pokoju wiedział, że regułka musi zostać odklepana.

-Miałaś rację Clary, nie powinienem był brać do rąk twojego szkicownika- przy tej dziewczynie stawał się o wiele za miękki.

                         __________

*To opowiadanie jest tylko oparte na "Darach anioła" więc proszę nie krzywić się na niezgodności.

Dary anioła: Demon Północy  Stories to obsess over. Discover now