Historia zaczyna się na podwórku przed moim domem, podczas zabawy z psem zauważyłem wyróżniającą się kolorową chmurę która wyglądała jak tygrys. Zachowane były rzeczywiste kolory umaszczenia zwierzęcia tak jak wyglądają one w rzeczywistości.
Wyszedłem do bramy i zauważyłem że po drodze chodzą sobie jakieś lwy, prawdopodobnie jakieś młode ponieważ robiły wrażenie jakby nie były większe od typowego kundla.
Chciałem zrobić zdjęcie chmurze więc wyszedłem sobie na środek drogi przed podwórkiem. Mieszkam na wsi więc nie musiałem się obawiać, ponieważ te strony nie są jakieś mega ruchliwe jeśli chodzi o samochody.
Położyłem się na środku drogi żeby leżąc ograniczyć chwianie się rąk i zrobić zdjęcie w jak najlepszej jakości jednak nie udało mi się tego dokonać ponieważ jak na złość jakaś kreska przysłoniła mi obiekt a chmura się po chwili zniekształciła.
Nagle zauważyłem jak mój pies wybiegł do lwów. Przestraszony, że jej coś zrobią mimo, że lwy były nadzwyczaj spokojne jak na dzikie zwierzęta, zerwałem się za nią do biegu , bo to suczka była, i w sumie nią jest w rzeczywistości.
Uspokoiłem się gdy Pusia wracała za mną już na podwórko. Przeszedłem sobie na drugą stronę, i odwróciłem się żeby sprawdzić czy pies gdzieś nie zboczył z drogi. Po chwili tego pożałowałem... bo przed bramą pojawił się jakiś głupi wan.. czy minibus... ogólnie samochód jakby dostawczy. Stał sobie na środku drogi całkowicie blokując przejazd. Był ustawiony tak jakby gdzieś jechał, jednak jego silnik był wyłączony a za kierownicą nie było nikogo, był dosłownie pusty. Miał jedynie otwarte drzwi do bagażnika
Pusia grzecznie chciała przejść w moją stronę. Wyszło tak, że akurat przechodziła obok tego wana. Nie doszła nawet na środek drogi, kiedy nagle rozpędzony samochód potrącił małego yorka. Wpadła pod lewe koło z przodu które rozczłonkowało jej ciało na pół, a sam pojazd poprostu przeniknął przez stojącego wana jakby ten był jakiś niezmaterializowany. Wpadłem w rozpacz, ponieważ byłem przywiązany do Pusi, nie miałem żadnych skrupułów żeby chociaż pomyśleć ,,no cóż stało się, co za wariat musiał kierować". Coś we mnie pękło, usiadłem na chodniku biegnącego wzdłuż ściany domu, po czym zacząłem tak przeraźliwie drzeć mordę z rozpaczy, że od samego patrzenia na mnie jakaś inna osoba mogła by dostać głębokiego ataku depresji i stracić całkowitą chęć do życia.
Po chwili wybiegli rodzice sprawdzić co się dzieje. Poprosiłem mamę żeby zrobiła coś z tym co... zostało po Pusi. Mając przy sobie tylko dużą plastikową misę, nakryła szczątki martwej istotki.
Obudziłem się i pewnie długo tego nie zapomnę.
_______________________
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone.
ESTÁS LEYENDO
Świat nierzeczywisty
Historia CortaSeria krótkich opowiadań jak najbardziej zbliżonych do moich snów, które potrafią być nieobliczalne.
