Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda życie po śmierci? Przyznam szczerze, że ja nie, ale doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że każdego dnia byłam coraz bliżej, aby rozwiązać tę zagadkę. Moje życie, ani trochę nie przypominało życia normalnych ludzi. Mam 19 lat i jestem bezdomna oraz poważnie chora, ale może zacznijmy od początku. Niestety nie miałam cudownych rodziców o jakich każde dziecko marzy, a wręcz przeciwnie. Odkąd zaczęłam rozumieć co się wokół mnie dzieje, byłam zmuszona do ciężkiej pracy. Codziennie wykonywałam obowiązki domowe, a oprócz tego musiałam jeszcze skupić się na nauce, co było cholernie ciężkie patrząc na nadmiar pracy. Mimo, że naprawdę bardzo się starałam, to i tak byłam wiecznie krytykowana i poprawiana. Nigdy nie usłyszałam ani jednej pochwały lub słów typu "Jesteśmy z Ciebie dumni, córko." Krótko mówiąc, nie miałam żadnego wsparcia. Nawet w szkole nikt nie polubił mnie taką jaką jestem. Trzymałam się z boku i rzadko kiedy można było coś usłyszeć z moich ust. Właściwie, to odzywałam się tylko wtedy, jeśli byłam o coś pytana i tak już zostało do dziś. Wciąż jestem nieśmiałą i delikatną dziewczyną, której życie za niedługo miało dobiec końca, a dlaczego? Pamiętacie jak powiedziałam, że jestem ciężko chora? To niestety prawda. Od kilku tygodni zmagam się z rakiem i mimo, że bardzo chciałabym wyzdrowieć, to niestety nie mam takiej możliwości. Moi rodzice wymazali mnie z swojego życia w chwili, w której dowiedzieli się o mojej chorobie twierdząc, że i tak już wystarczająco długo byłam dla nich problemem. Również stwierdzili, że skoro jestem już pełnoletnia, to powinnam zadbać o siebie sama i dosłownie wyrzucili mnie z domu zostawiając mnie bez żadnych środków do życia, a przede wszystkim bez pomocy zmagania się z chorobą. Jako iż nie miałam dosłownie nic, to zostałam bezdomna i każdego dnia modliłam się, aby Bóg dał mi jeszcze jeden dzień życia. Jednak za każdym razem, gdy zasypiałam, bałam się, że już się nie obudze. Zawsze marzyłam o życiu normalnej nastolatki. Chciałam pójść na imprezę, poznać fajnego chłopaka i żyć długo i szczęśliwie, a tymczasem nie mam dosłownie nic. Wiecie co jest najśmieszniejsze? Mam na imię Hope, czyli nadzieja, a mój ostatni płomyk nadziei zgasł już dawno temu.
Jak zwykle obudziłam się wcześnie rano. Jak widać nawyki z dzieciństwa, wciąż pozostały. Niestety była zima, więc wiadomo jaka była temperatura, ale jeśli ktoś wciąż się nie domyśla, to było masakrycznie zimno. Dosłownie czułam się jak na Syberii. Jako iż byłam bezdomna, to każdego dnia musiałam zmagać się z tak okropnym zimnem. Na szczęście z śmietnika niedaleko od mostu pod którym mieszkałam, znalazłam dość porządny, a przede wszystkim ciepły koc, ale nawet on wystarczająco mnie nie ogrzewał. Westchnęłam cicho podnosząc się do pozycji siedzącej, a dłońmi próbowałam choć trochę ogarnąć moje czarne i długie włosy, które sięgały mi do pasa. Po kilku minutach doprowadzania siebie do porządku, ostatecznie zrzuciłam z ramion koc i wstałam otrzepując się z ewentualnych zabrudzeń. Od kilku dni zbierałam drobne monety, które udało mi się znaleźć, a dziś postanowiłam udać się do pobliskiego sklepu, aby choć trochę zaspokoić swój głód. Na szczęście na ulicach było dość pusto zważając na godzinę, która była. Oczywiście nie miałam zegarka, ani nawet telefonu, więc mogłam się tylko domyślać, która jest godzina, a patrząc na to, że dopiero się rozjaśniało, zauważyłam, że musi być wcześnie. Sklep znajdował się kilka ulic dalej dlatego też szybko pokonałam tą trasę. Wchodząc do budynku miałam wręcz ochotę zostać tam na zawsze. Było tak ciepło i przyjemnie, ale cały klimat psuli klienci. Patrzyli na mnie z odrazą, a niektórzy nawet odsuwali swoje dzieci jak najdalej ode mnie, żeby przypadkiem czymś się nie zaraziły. Nie powiem, że nie było to przykre, bo było i to bardzo. Ci ludzie sprawiali, że pomimo tego ciepła, miałam ochotę wyjść z tego sklepu jak najszybciej. Przyspieszyłam kroku zmierzając w stronę pieczywa. Będąc już przy odpowiednich półkach, przeskanowałam je wzrokiem szukając czegoś najtańszego, a ostatecznie zdecydowałam się na zwykłą bułkę. Zapakowałam ją w woreczek i udałam się do kasy darując sobie wzięcie napoju, bo wiedziałam, że na to na pewno mi nie wystarczy. Stojąc w kolejce miałam głowę spuszczoną w dół, więc nie widziałam kto stoi przede mną, a kto za mną i w sumie dobrze. Gdy nadeszła moja kolej, podałam kasjerce bułkę oraz pieniądze, które wcześniej wyciągnęłam.
— Bardzo mi przykro, ale niestety nie ma Pani wystarczającej ilości pieniędzy. — Te słowa sprawiły, że głód zaczął wydawać się o wiele większy, ale jednocześnie czułam wstyd, bo nie było mnie stać na zwykłą bułkę. Podniosłam głowę i uśmiechnięłam się delikatnie w stronę pracownicy.
— To nic nie szkodzi. Proszę ją odłożyć. Dziękuje i życzę miłego dnia. — Pod sztucznym uśmiechem udało jej się ukryć smutek i zawiedzenie. Odebrała swoje pieniądze i schowała je z powrotem do kieszeni opuszczając sklep. Były chwilę, w których chciałam, aby śmierć nadeszła szybciej, a ta zdecydowanie do takich należała. Byłam głodna, spragniona, zmarznięta, a w dodatku moja choroba sprawiała, że czułam się jeszcze gorzej. Jednak wtedy jeszcze nie wiedziałam, że dziś będzie mój najszczęśliwszy dzień w życiu.
***
Hejka wszystkim! Mam nadzieje, że podoba Wam się początek opowiadania i że choć trochę Was zainteresował. Jeśli tak, to oczywiście zapraszam po więcej, bo kolejny rozdział już niedługo ❤
YOU ARE READING
II You are my hope II
RomanceOna, czekająca tylko na jedno. On, pragnący ją przed tym uchronić.
