1. ''To ty jesteś tym drugim, zadufanym w sobie synkiem? ,,

56 8 5
                                        

Przyglądam się miastu za oknem, a moje dłonie mocno przylegają do ściany.
- Niech panienka wciągnie brzuch. - słyszę znudzony głos Elizabeth.
Wykonuję polecenie służącej i zamykam oczy. Czuję mocny ścisk, kiedy gorset zaciska się na mojej klatce piersiowej, powodując, że ciężko mi się oddycha.
- Gotowe.
  Odwracam się ku brunetce. Wyraz jej twarzy jest zdumiewający... Przynajmniej dla mnie. Włosy opadają na jej czoło, zakrywając błękitne oczy. Elizabeth jest mulatką - naprawde ładną mulatką, zazdroszczę jej urody, która onieśmiela każdego kto na nią spojrzy. Nie sądzę, aby ktokolwiek mógł przejść obok niej obojętnie.

- Dziękuje Elizabeth. Przekaż proszę Margaret, że pojawię się za parę minut. Muszę poprawić włosy. - odsuwam się od okna.
   Kiedy kobieta wychodzi, siadam na wielkim łożu. Nabieram powietrza i poprawiam włosy, patrząc przy tym w lustro, które stoi naprzeciwko mnie. 
Wyglądam ładnie, ale nic nie zakryje tych sińców pod oczami. Wstaję i wygładzam materiał satynowej białej sukienki, którą polecono mi dzisiaj założyć.

Patrząc po raz ostatni w lustro jestem w stanie powiedzieć, że jestem gotowa na bal.

Wolnym krokiem wychodzę z pokoju, mając ochotę z powrotem do niego wejść i zatrzasnąć drzwi.
Ze szczytu schodów spoglądam na grono zebranych. Zauważam, że sir Versa - przyjaciel mojego ojca przygląda mi się dosyć intensywnie. Skina głową, a ja niechętnie odwzajemniam jego gest ukłonem. Chwytam się barierki i schodzę na dół, patrząc pod nogi. Nie chciałabym się wywrócić i sprawić, że każdy by na mnie patrzył - to byłoby okropnie zawstydzające.

    - Demetrio! - słyszę znajomy głos i unoszę wzrok.

Uśmiecham się szeroko na widok Theresy. Zauważam, że jest jeszcze bledsza niż zazwyczaj, ale może to kwestia światła? Przysięgam, gdyby zemdlała ktoś mógłby pomyśleć, iż jest martwa. Blond loki opadają na jej kościste ramiona, a bordowa sukienka pomimo, że jest mała dosłownie wisi na jej malutkim ciele.

- Witaj Thereso. - całuję ją w policzek.

Dziewczyna chwyta moją dłoń i obie ruszamy w kierunku moich rodziców, po drodze wymieniając parę zdań z poszczególnymi osobami. Po naprawdę długim spacerze pomiędzy stołami docieramy do moich szanownych rodziców, którzy piją czerwone wino.

- Jak cudownie państwa widzieć! - ekscytuje się Tessa.
Moja matka uśmiecha się, ukazując przy tym szereg perłowych zębów. Przyglądam się jej, wygląda oszałamiająco. Sukienka została dobrana pod kolor jej zielonych oczu, a rude włosy zostały upięte w niski kok - podobny do mojego. Ojciec kłania się nam, a wtedy koszula rozpina mu się pod szyją, co sprawia, iż naturalny rumieniec na jego twarzy zaczyna nabierać coraz mocniejszej barwy. Mama chichocze i szybko go zapina. Patrząc na nich widzę wzór idealnego małżeństwa zrodzonego z miłości.

- Witaj kochanie. - tata całuje mnie w policzek.
      Theresa zaczyna opowiadać moim rodzicom o nowej posiadłości jaką w ostatnim czasie zakupili jej rodzice. Zdradza nam także kwotę tej przyjemności, a moje usta otwierają się ze zdumienia. Nie sądziłam, że można wydać tyle pieniędzy na dom, który nie został jeszcze do końca wyposażony. Rozmowa schodzi na tematy dotyczące balu, a wtedy automatycznie się wyłączam i spoglądam na zebranych. Szukam wzrokiem nowych twarzy, ale nikt taki nie wpada mi w oko. Zebrani rozmawiają, popijając białe lub czerwone, jak krew wino, a nieliczna grupa tańczy. Po dłuższej chwili rozglądania się wreszcie odchodzę od towarzystwa zaciekawiona mężczyzną, który pojawił się znikąd na drugim końcu sali. Szatyn znika z mojego pola widzenia, kiedy tylko jego wzrok odnajduje mój. Zatrzymuję się i marszczę brwi... Niemożliwe, aby ktoś tak szybko się przemieścił, więc możliwe, że sama sobie kogoś wyobraziłam, żeby urozmaicić ten nudny wieczór. Odwracam się z chęcią powrotu do rodziców.
- Czy mogę prosić panią do tańca?
Wzdrygam się zaskoczona, podnosząc wzrok wyżej. Mam przed sobą tego samego szatyna, który przed chwilą zniknął mi z oczu. Mimowolnie lustruję go wzrokiem. Ma na sobie czarny garnitur, koszulę tego samego koloru i bordową muszkę. Niepewnie podaję mu dłoń, a on całuję jej wierzch. W tym samym momencie, w którym jego usta dotykają mojej skóry, czuje jakby przez moje ciało przeskoczyło milion iskierek. Patrzymy sobie prosto w oczy, kiedy nagle jego tęczówki zmieniają barwę z brązowych na czarne, a ja zamieram. Nigdy nie widziałam czegoś takiego.

Niebiański byt.Historias para obsesionarse. Descúbrelo ahora