Wpatrując się w szklankę wypełnioną wodą powoli skierowałam w nią swoją energię. Tafla wody drgnęła, a po chwili w powietrze uniósł się bąbel wody. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Koncentrując się na bańce, przeniosłam ją do drugiej szklanki. Odetchnęłam głęboko dając upust napięciu.
Spojrzałam na Bannera, który zapisywał coś w notesie.
- Brawo!- powiedział odkładając zeszyt- Uczysz się panować nad swoją mocą. Nie wylałaś ani kropli!
-Skoro tak dobrze mi idzie może popróbujemy z ogniem?- rzuciłam zaczepnie patrząc jak na twarzy doktora maluje się przerażenie.
-Zostańmy narazie przy wodzie.- mruknął wstając od stołu- To koniec na dzisiaj, możesz już iść na kolacje.
Bruce rzucił mi ostatnie spojrzenie i ruszył w strone wyjścia. W jego oczach kryła się niepewność i nieufność. Zresztą przyzwyczaiłam się już do tego, że wszyscy trakują mnie tu jak szpiega oprócz jednej osoby. Takie spojrzenia i dystans innych od kilku dni są u mnie na porządku dziennym.
Ruszyłam w stronę wyjścia z labolatroium. Od kąd ,, zrekrutowano" mnie do TARCZY i przydzielono do obiektów specjalnych codziennie widuje to pomieszczenie. Wielki stół z panelem 3D, przeróżne komputery i sprzęty nowej generacji. To tutaj robią na mnie badania i sprawdzają możliwości moich mocy.
Sama nie wiem czy dziękować opatrzności za to, że tu jestem czy próbować stąd zwiać.
Kiedy Hydra przewoziła statkiem mnie i kilka innych obiektów do nowej bazy w Austarlii, z nikąd nadleciał Iron Mana, a chwile po nim pojawili się inni bohaterowie. Niestety wiem to z ust osoby postronnej. Ja siedziałam pod pokładem w zamkniętej komórce, nafaszerowana jakimś serum i odizolowana od reszty. Siedziałam tam słuchając jadki rozpętanej na statku. W pewnym momencie zapanowała cisza, którą mąciły jedynie kroki kilku osób. Nagle drzwi komórki się otworzyły, a moim oczom ukazali się Avegersi.
Dokładnie wiedziałam kim oni są. Znałam każdego z nich na wylot, łącznie z grupą krwi i nazwiskiem matki. Hydra faszerowała nas informacjami o tych herosach powtarzając, że to nasi śmiertelni wrogowie zagrażającym odnowie ludzkiej rasy i że stworzono nas by ich zgładzić. Jednakże nawet w Hydrze dało się dociec do prawdziwych informacji z zewnętrznego świata i doskonale wiedziałam kim są ci poprzebierani rycerze. Nigdy nie wierzyłam w propagande Hydry i było kilka osób, które podzielały moje poglądy, ale niestety większość uwierzyła w te ich bajeczki o lepszym świecie i czciła Hitlera niczym boga.
Na statku nikt nie przeżył. Połowe załatwili przebierańcy, a druga część widząc, że nie ma szans- jak przystało na agentów- popełniła samobójstwo. Hydra każdemu z nas przed rejsem wsadziła w zęby pląby-bomby. Wystarczyło mocniej ugryźć i twój mózg lądował na twarzy wroga. Taka organizacja nie mogła sobie pozwolić na wycieki. Byli sprytni, ale nie spodziewali się, że w tej grupce omamionych idealistów jest dziewczyna, która sprzeda ich przy pierwszej lepszej okazji.
Ślepi głupcy.
Szłam długim korytarzem wypełnionym pracownikami Stark Tower. Czułam na sobie dziesiątki spojrzeń przepełnionych zaciekawieniem, ale twardo szłam wpatrując się w podłogę i ignorując irytujących ludzi. Na końcu korytarza gdzie rozgałęział się na dwie strony znajdowała się winda. Przyśpieszyłam kroku chcąc wydostać się spod odstrzału tych spojrzeń. Migiem znalazłam się przy windzie, a kiedy otworzyła się na moim piętrze weszłam do niej i wcisnęłam guzik na dwudzieste piętro- tam znajdowała się kuchnia bohaterów. Od kilku dni tam jadałam. Dostałam specjalne pozwolenie i nawet zaproszenie na wspólne posiłki, ale chodziłam tam później kiedy nikogo już w niej nie było. Nie chciałam czuć się jak ofiara, biedna dziewczynka torturowana przez Hydrę, nad którą wszyscy będą się litować albo jak potencjalne zagrożenie jako tajna agentka.
Winda zatrzymała się, a drzwi się otworzyły. Znajdowałam się na piętrze mieszkalnym Avengersów. Mimo, że byłam tu tylko tydzień już nieźle się orientowałam. Weszłam przez duże drzwi do kuchni. Pomieszczenie było duże i utrzymane w jasnych kolorachach. Jedną ściane zajmowały duże okna z widokiem na Nowy Jork. Po prawej stronie na podeście był wyposarzony aneks z dużą wyspą kuchenną, a po lewej stół i skórzane kanapy gdzie można było zjeść. W ciągu ostatnich kilku lat widywałam tylko brudną małą kuchnie w naszym budynku szkoleniowym w siedzibie Hydry, więc w tej mogłabym zamieszkać.
Zwinnym krokiem wspiełam się na podest i skierowałam w stronę lodówki, ale moją uwagę przykuło pudełko na którym leżała karteczka z moim imieniem. Otowrzyłam pudełko, a w moją stronę buchną ciepły zapach pizzy.
Są trzy możliwości. Pizza jest od Clinta, chcą mnie otruć albo wyciągnąć informacje.
-To pizza od nas wszystkich i nie jest zatruta.
Momentalnie się odwróciłam, a moim oczom ukazał się Kapitan Ameryka we własnej osobie. Miał na sobie szary podkoszulek, który opinał jego umięśnione ciało i dżinsy. Wyglądał jak normalny przystojny facet. Kolejny raz widzę go w takim wydaniu, a wciąż nie moge uwieżyć, że to ten sam człowiek.
Ignorując bohatera usiadałam przy stole,wzięłam do ręki kawałek pizzy i zaczęłam jeść. Dopiero teraz przypomniałam sobie jakie to jest dobre. Jedzenie tego typu ostatni raz widziałam siedem lat temu.
-Raczej tam w Hydrze nie serwowali wam takich pyszności.
Oho, wiedziałam, że chodzi o opcje trzecią. Rogers odrazu przeszedł do rzeczy.
-Walczyłeś z tą organizacją przez lata. Powinieneś wiedzieć jak wygląda życie w ich szeregach.-powiedziałam posępnie odkładając do pudełka kawałek jedzenia. Nie mam zamiaru jeść łapówki.
-Posłuchaj nie musisz sie ze mną patyczkować ani kupować pizzy. Powiem wam co chcecie, a potem znikam. Dzięki za ocalenie, ale mam już dość sztuczności i kłamstw w swoim życiu.- mówiłam twardo i starałam się, aby kapitan nie wyczuł żalu w moim głosie.
Mężczyzna wpatrywał się we mnie, a w jego oczach pojawiło sie zrozumienie.
-Posłuchaj mnie Rose. Nikt tutaj nie jest więźniem. Możesz odejść w każdej chwili. Ale prawda jest taka, że nie chcemy żebyś odeszła. Jesteś silną i zdolną osobą. Tego jesteśmy pewni. Mogłabyś wiele zdziałać dla świata i jego mieszkańców. Ale zrozum, że nie możemy ci do końca zaufać jeżeli z nami nie rozmawiasz. Rozumiem, że może być ci trudno się otworzyć i wcale cię nie poganiamy. Nie musisz nic nam mówić i możesz tu zostać tyle ile chcesz.
Po jego słowach nastąpiła chwila ciszy. Czułam jego wzrok na sobie i wiedziałam na jaką odpowiedź liczył. Matko, jak ja nienawidzę przyznawać komuś racji.
-Posłuchaj potrzebujemy cię, jesteś nie powtarzalna ale te informacje też.- rzucił z lekkim uśmiechem.
-Zwerbuj swoją drużynę przebierańców. Opowiem wam co nieco.
To chyba jedyna okazja, aby jakoś wejść w ich szeregi. Musiałam sama przed sobą przyznać, że chcę tu zostać.
-Świetnie. Za pięć minut w sali narad.
YOU ARE READING
Trust Me/ Pietro Maximoff
FanfictionKiedy Avegersi znaleźli mnie na statku HYDRY zamkniętą w komórce i osłabioną jakimś świństwem, wiedziałam, że moje życie diametralnie się zmieni. A potem spotkałam Jego i świat zawirował jeszcze szybciej. Postacie użyte w tym opowiadaniu należą do...
