Rozdział I - Nowa Szkoła / PanJak809

9 0 0
                                        

Notka od autor.. Autorów. Tak właśnie. Tą książkę piszę wraz z moim ukochanym. Piszemy na przemian. Będziemy oznaczać swoje rozdziały. Pierwszy rozdział należy do niego. Jeśli chcecie poszukać jego, to zapraszam. PanJak809 czeka na wasze followy! :D



Ciężko jest być zwykłym nastolatkiem w świecie pełnym magii i magicznych istot.
Mam na imię Luka. Mam 18 lat. Do niedawna chodziłem do normalnej szkoły, udawałem normalnego ucznia. Niestety wczoraj zostałem przeniesiony do innej szkoły, ale nie takiej zwykłej. To szkoła dla magów i istot magicznych. Musiałem się rozstać z moją młodsza siostra przez to przeniesienie. Dzisiaj jest mój pierwszy dzień, wczoraj miałem wolne ponieważ musiałem przenieść się do akademika. Trochę się denerwuje przez co ubrałem dresy i bluzę z kapturem. Teraz ciągle się ukrywam pod nim, idąc w stronę szkoły i mijając innych uczniów. Mimo, że wywodzę się z rodziny wysoko postawionych magów i ludzi to pierwszy raz widzę te istoty. Są Elfy, ludzie, koty, wilki, nawet demony. Jest też więcej ale nie rozpoznaje wszystkich. Wchodząc przez główne drzwi szkoły poczułem atmosferę tego miejsca, miejsca specjalnie stworzonego dla wszystkich podobnych do mnie, z magiczną mocą. Powinienem pójść do pokoju nauczycielskiego żeby zobaczyć się pierw z wychowawcą klasy. Przechodząc przez szatnie na parterze idę w stronę schodów na drugie piętro mijając wielu dziwnych uczniów. Zapukałem do pokoju i wszedłem
- Dzień dobry. - powiedziałem lekko zdenerwowany.
- Dzień dobry. Ty musisz być nowym uczniem prawda? - podszedł do mnie wysoki mężczyzna w średnim wieku całkiem potężnie zbudowany.
- Tak to ja. - Odpowiedziałem
- Luka Furihata tak? Zaraz zaczyna się pierwsza lekcja. Zaprowadzę Cie. Chodź za mną. - Mówiąc to wyszedł z pokoju i poszedł na pierwsze piętro w stronę sali w której miały odbyć się zajęcia. Cały czas podążałem za nim i weszliśmy wspólnie do sali.
- Witajcie wszyscy od dzisiaj będzie z wami uczęszczał na zajęcia nowy uczeń. Przedstaw się. - powiedział do mnie.
- Eeee Jestem Luka Furihata. Miło mi was poznać.
- Imię jak pies - Usłyszałem głos i kilka śmiechów mu towarzyszących.
- Witaj zagubiona duszo. - z ostatniej ławki przy oknie wstała młoda dziewczyna. Podeszła do mnie i wyciągnęła dłoń. Jej kocie czarne uszy poruszyły się w geście zadowolenia, a ona sama uśmiechnęła się ukazując pojedyńczy kieł.
Uczennica była ubrana w zwykły t-shirt i krótką spódniczkę. Miała krótkie, granatowe, falowane włosy. Jej ogon z tyłu ciągle się poruszał oczekując ode mnie reakcji.
- Aahh. - zdezorientowany nie wiedziałem co powiedzieć, ale po chwili się opamiętałem i uścisnąłem jej dłoń.
- Haha dziękuję. - Rozluźniając się zdjąłem kaptur i pokazałem swoją twarz, kruczoczarne włosy oraz jasno niebieskie oczy.
- Ej patrz jaki przystojniak. - chyba wszystkie dziewczyny zaczęły się na mnie gapić, więc spuściłem  lekko głowę i puściłem dłoń dziewczyny. Ona w podskokach się oddaliła do tylnej ławki, usiadła a jej ogon zaczął się oplatać wokół jej nóg. Dziewczyna oparła brodę na dłoni i uśmiechnęła się do mnie promiennie.
- Wolne miejsce jest pod oknem, możesz tam usiąść. - Powiedział wychowawca. A ja szybko poszedłem na miejsce speszony wzrokiem innych osób i usiadłem zakładając kaptur.
- Ehhh. - wzdychałem po cichu. Nie lubię być w centrum uwagi. Wyjrzałem za okno, a wychowawca zaczął rozmawiać o sprawach klasowych. Lekcja minęła bez żadnych problemów. Nie ma się co dziwić, w końcu był tu wychowawca. Rozległ się dzwonek na przerwę i dużo osób wyszło z klasy niektórzy zostali, a ja dalej patrzyłem się przez okno. Po chwili postanowiłem wyjść na korytarz. Widziałem kilka już znajomych twarzy i dziewczynę która mnie przywitała. Odwróciłem się i postanowiłem pójść w innym kierunku. Minęło parę minut i rozległ się dzwonek na moją pierwszą prawdziwa lekcje. Wszedłem do klasy i usiadłem w ławce. Musiałem zdjąć kaptur i zacząć notować. Lekcja nie różniła się dużo od lekcji w zwykłym liceum. Tutaj też przygotowują do matury żebyśmy mogli prowadzić normalne życie. Rozbrzmiał dzwonek na kolejną przerwę. Większość osób wyszła, ale ja zostałem patrząc się przez okno i podziwiając naturę. Kolejne lekcje mijały dosyć spokojnie, ale na ostatnich juz nie mogłem się skupić i zacząłem myśleć o tym jak będzie teraz wyglądało moje życie. Nic nie notowałem tylko patrzyłem przez okno rozmyślając.Usłyszałem z tyłu szelest gniecionej kartki. Po chwili dotarła ona do mnie. Osoba z tyłu rzuciła nią w moją ławkę. Rozwinąłem kartkę i zacząłem czytać.
,,Jeśli nie masz z kim pogadać, to wyjdź na dwór na ostatniej przerwie i czekaj przy stawku. Łatwo zobaczysz gdzie to, więc sądzę, że się nie zgubisz."
Gdy nastał czas ostatniej przerwy postanowiłem pójść we wskazane miejsce i poczekać. Rzeczywiście nie ciężko było znaleźć ten stawek na dworze. Wciąż z założonym kapturem ukrywając się przed wzrokiem wszystkich podszedłem bliżej. Chwilę później stanęła przede mną ta sama dziewczyna, która z rana mnie witała.
- Więc jednak szukasz przyjaciela. - jej ogon machał w tę i we w tę. A ona sama zachichotała.
- Wcale nie szukam. - Odpowiedziałem spod kaptura lekko zakłopotany nie patrząc na nią.
- Więc czemu nie powiesz mi tego prosto w oczy? - odpowiedziała. Zdjąłem kaptur i popatrzyłem się jej prosto w oczy. Jej oczy zaświeciły oślepiającym blaskiem. Czułem jak nie mogę przełknąć śliny. Byłem pod wpływem mocy. Uwięziła mnie i teraz mój język nie mógł już więcej kłamać.
- Nie miła jesteś wymuszając w ten sposób odpowiedzi wiesz? I nie, nie szukam przyjaciela, po prostu czuje się tu trochę nieswojo i nie mam nikogo bliskiego. - Spokojny wiatr rozwiał lekko moje włosy a ja się uśmiechnąłem. Uwielbiam taki wiatr.
- Hm, nie działa? Czy po prostu mówisz prawdę? - odpowiedziała przystawiając palec wskazujący do brody w geście zastanowienia.
- Mówię prawdę oczywiście! Po co miałbym kłamać? - Zacząłem się jej przyglądać uważnie. Zachichotała i poszła w stronę boiska. Myślałem, że to boisko, ale gdy podszedłem ujrzałem pole treningowe. Właśnie dwóch uczniów sparingowało się ze sobą. Jeden to elf, a drugi chyba demon sądząc po jego ogromnych, czarnych, szpiczastych skrzydłach wyrastających z jego pleców. Dziewczyna ruszyła przodem i wbiegła na pole treningowe, akurat gdy przeciwnicy mieli zamiar w siebie uderzyć. Krzyczeli, żeby zeszła im z drogi. Gdy miałem już biec, żeby jej pomóc (W sumie sam nie wiem czemu, może to odruch) ona stworzyła wokół siebie pole, w które oba stworzenia uderzyły z hukiem, a ona się zaśmiała.
- Wybaczcie panowie, ale chciałabym mieć sparing z nim. - wskazała na mnie palcem. Oni się podnieśli z ziemi i mrucząc pod nosem obelgi, odeszli do szkoły. Dziewczyna pokazała palcem, abym się zbliżył. Jej uśmiech sugerował, że od razu mam na nią ruszyć.
- Ej ej czekaj co to ma znaczyć?! Jak to sparing? -  Całkowicie zdezorientowany całą sytuacją spytałem.
- Boisz się? - zachichotała.
- Tak boje się zrobić ci krzywdę.
- Nie martw się, jestem silniejsza niż ci się zdaje. - uśmiechnęła się przebiegle.
- Zobaczymy. Ale radzę ci uważać. - Mówiąc to stworzyłem lód wokoło niej i pod jej stopami. Posłałem słabą ale szybka magiczna strzałę w jej stronę. Powinna zrobić unik wiec co najwyżej się wywróci.
Dziewczyna bez problemu tego uniknęła, lecąc do góry. Tam utworzyła kilka zaklęć, po chwili zmieniły się w ogień, który kulami leciał prosto we mnie. Wzmocniłem swoje nogi magią i odskoczyłem w bok. Umie latać to będzie problem. Muszę coś szybko wymyślić inaczej to będzie jednostronna walka. Wysłałem kilka magicznych strzał w jej stronę i wzmocniłem resztę ciała na wypadek, gdyby jednak czymś mnie trafiła. Ona ziewając utworzyła pole, od którego strzały się odbiły. Dziewczyna położyła się na chmurze.
- Nie żartuj sobie ze mnie! - Powiedziałem lekko sfrustrowany dalej myśląc nad jakimś wyjściem. Ona stworzyła kilka pistoletów z chmur. Zaczęły strzelać w moją stronę, gdy dziewczyna zrobiła z dłoni pistolet i udała strzał mówiąc. ,,boom". Dodatkowo wzmocniłem swoje nogi żeby zwiększyć swoją prędkość i skoczyłem w jej stronę tworząc magiczny miecz. Wystawiła rękę i pole magiczne odrzuciło mnie w tył. Robiąc salto wylądowałem na dwóch nogach i skoczyłem ponownie tym razem gdy byłem wystarczająco blisko stworzyłem fale zimna żeby ostudzić jej zapał. Ona z ogona zrobiła wiatrak i całe zimno wróciło do mnie.Tworząc fale ciepła zneutralizowałem całe zimno. Na szczęście skupiając się na zimnie nie przewidziała tego że chciałem się po prostu do niej bardziej zbliżyć. Będąc bliżej wystrzeliłem kilka szybkich wodnych pocisków i posłałem zaraz za nimi błyskawice. Ona stworzyła pole magiczne, ale to na nim wybuchło i wybuch odrzucił ją na ziemię. Tworząc platformę pod swoimi nogami odbiłem się od niej w jej stronę. Lądując zaraz przy niej przyłożyłem do jej szyi magiczny miecz.
- To koniec. - Krople potu zleciały z mojego czoła na ziemie.
Uśmiechnęła się i wstała.
- Może jednak nie jesteś w tym taki zły. - zachichotała, a jej kocie uszy się poruszyły.
- Oczywiście. Przecież mówiłem! - odparłem ale po głosie pewnie usłyszała że bardzo się cieszyłem ze sparingu i wygranej. Na mojej twarzy malował się uśmiech od ucha do ucha. Przyglądałem się jej pięknym uszkom i ogonkowi. Zbliżyła się do mnie po czym owinęła mnie ogonem wokół szyi i zacisnęła mocno, dusząc powaliła mnie na ziemię.
- Nigdy nie trać gardy. - uśmiechnęła się siedząc na mnie. I po chwili rozluźniła uścisk, ale nie zeszła. Odkaszlnąłem łapiąc powietrze.
- Ja jej nigdy nie tracę.
- Jasne. - odparła kładąc się na mnie plecami do moich pleców.
- Tak przy okazji jak masz na imię? - spytałem zaciekawiony.
- Zoe Kimi Takamichi. - odpowiedziała. Dałbym głowę, że uśmiechała się teraz od ucha do ucha mogąc pochwalić się pełnym imieniem (a raczej imionami) i nazwiskiem.
- I tak w ogóle to czemu na mnie leżysz hmm? - Tego akurat byłem jeszcze bardziej ciekawy.
- Wygodnie wyglądałeś. Więc leżę. - powiedziała zadowolona.
- Wygodnie...? Czy to twoja gadka na podryw? - Nie mogłem się powstrzymać od śmiechu.
- Przestań się śmiać bo mnie zrzucisz! - warknęła.
- A co jak sam Cię zrzucę? - Spytałem opanowując mój śmiech.
- To będę zła. - warknęła.
- No już już leż sobie spokojnie.
- Yaaaay! - klasnęła w dłonie. Zaśmiałem się lekko i pozwoliłem tej chwili trwać. Nawet nie wiem kiedy, ale zdążyłem zasnąć. To chyba przez to że myślałem o mojej siostrze. Po chwili (przynajmniej dla mnie) usłyszałem głos. Głos Zoe.
- Luka! Luka, żyjesz? Jak twoja stamina? Nie przemęczył cię sparing? Przepraszam, ale nie spytałam z jakiej rodziny jesteś, więc nie wiem jak szybko się męczysz. - powiedziała, a gdy otworzyłem oczy ujrzałem ją kucającą przy mnie i patrzącą się w moje oczy. Ona jest za blisko. Zdecydowanie za blisko! Moje policzki zrobiły się czerwone.
- Uwaaaa. - krzyknąłem głośno jakbym zobaczył potwora.
- Huh? Pytania się boisz? - odpowiedziała.
- Jesteś za blisko! Nic mi nie jest! - Odpowiedziałem szybko.
- Hmm. - odsunęła się ode mnie. Szybko wstałem i ukryłem twarz w kapturze po czym spuściłem głowę w dół. Mój oddech był głośny i nieregularny. Dawno się tak nie zestresowałem. Przez chwilę próbowałem pozbierać siebie i swoje myśli.
- Nie ważne to nic. - Odpowiedziałem niepewnie. Skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na mnie.
- Więc z jakiej rodziny jesteś? Wysokiej? Średniej? - spytała.
- Wysokiej. A ty? - spytałem spod kaptura nawet nie podnosząc wzroku.
- Ja jestem ze średniej, ale moimi zaklęciami przewyższam tą grupę, oprócz tego, że mój czas męczenia się jest szybszy niż twój. - odpowiedziała.
- Hmmm naprawdę przewyższasz? Czy tylko się popisujesz? - Ciekawi mnie czy rzeczywiście jest taka dobra. Ten sparing tak naprawdę nie pokazał za dużo ani o mojej ani o jej mocy.
- Owszem, pokazałabym ci moje papiery, gdybym miała do nich dostęp. - powiedziała poprawiając kilka granatowych kosmyków za ucho.
- No dobrze, wierzę ci. - Odpowiedziałem przyglądając się jej. Ona tylko się do mnie uśmiechnęła po czym zniknęła. Zaklęcie niewidzialności? Rzuciłem zaklęcie które pozwala mi wyczuć magię w promieniu 5 metrów. Nawet jeśli się schowała to tylko dzięki magii więc szybko ją wyczuje. Ale jej nie było. Najwidoczniej się teleportowała. Po chwili zadzwonił mój telefon. Odebrałem
- Halo halooo?
- Hej Braciszku jak pierwszy dzień w nowej szkole? - usłyszałem znajomy głos. To była moja siostra.
- Iris! Nie martw się tak. Wszystko dobrze hehe - od razu rozpromieniałem na twarzy.- Taaak taaak. Opowiadaj jak lekcje? Poznałeś kogoś? Masz w klasie jakieś fajne dziewczyny? Któraś już Cię zaprosiła gdzieś? Pewnie odrzuciłeś ją co? - Jak zawsze zadaje za dużo pytań.
- Lekcje dużo się nie różnią. I wiesz że nie lubię się zbytnio wychylać. - Odpowiedziałem wymijając ciężkie pytania.
- Tak tak dobra czyli już jakaś Cię próbowała poderwać co? - Pytała dalej drążąc temat.
- Nie oczywiście że nie! Jestem tu dopiero pierwszy dzień! - Ciekawe czy jest o mnie zazdrosna. Teraz nie może mnie pilnować, a zawsze to robi gdy tylko jakaś dziewczyna się obok mnie kręci.
- Dobra dobra ja już wiem że na pewno jakaś się do Ciebie klei. - zachichotała mówiąc to.
- Nie klei się, ale trochę porozmawialiśmy i mieliśmy mały sparing. - Odparłem
- Haha wiedziałam! Dobra Braciszku ja muszę kończyć jutro też zadzwonię! Papa. - Powiedziała wesołym głosem.
- Paaa Siostro. Trzymaj się. - Pożegnaliśmy się i skończyliśmy rozmowę. Stwierdziłem że pójdę już do akademika bo robiło się późno... ile spałem? No w sumie nie ważne i tak nie muszę się na razie uczyć ani też szybko być w akademiku. Po dłuższej chwili byłem już całkiem blisko. Po drodze zobaczyłem tez dobrą trasę do biegania. Jutro od tego zacznę. Przed akademikiem było kilku chłopaków którzy głośno rozmawiali. Nie zwrócili na mnie uwagi, poczułem się jakbym nie istniał, ale do tego się przyzwyczaiłem. Poszedłem szybko do swojego pokoju unikając innych. Ściągnąłem swoją bluzę i koszulkę zostawiając w samych dresach. Stanąłem przed lustrem oglądając swoje ciało. Miałem lekki zarys czteropaka i całkiem dobrze uwidocznione mięśnie na rękach i klatce piersiowej. Nawet nie wiem czy mam siłę na ćwiczenia dzisiaj. Po namyśle stwierdziłem ze dzisiaj sobie odpuszczę i zacznę od jutra. Wziąłem swój telefon i nastawiłem budziki na 5 rano. Zawsze wtedy wstaje i biegam. Była już 18, a ja kładę się o 20, więc stwierdziłem że posiedzę na telefonie zabijając czas czytając o magii i starając się ją lepiej zrozumieć. Godzina 20 przyszła szybko i położyłem się spać. Tak właśnie zaczęła się moja przygoda w nowej szkole.

UzdolnieniWhere stories live. Discover now