1Futrzana Kulka

796 51 19
                                        

  Było lato, przed siódmym i ostatnim rokiem Hermiony Granger, w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Odrzuciła wakacyjne zaproszenie Rona Weasley'a, jego rodziny i ich przyjaciela Harry'ego Pottera, na rzecz wakacji spędzonych z rodzicami.

Rodzice Hermiony byli mugolami, niemagicznymi ludźmi i oboje pracowali jako dentyści. Jako mała dziewczynka, Hermiona była z nimi bardzo blisko, ale lata spędzone w Hogwarcie dały o sobie znać.

Przed rozpoczęciem Hogwartu, trzyosobowa rodzina robiła wszystko razem. Zawsze robili coś ciekawego w weekendy, odwiedzali galerie sztuki, muzea, chodzili do teatru, lub po prostu oglądali filmy w domowym zaciszu. Hermiona przegadała z matką wiele nocy o chłopcach i innych „dziewczyńskich" sprawach.

Jednakże, Hogwart był szkołą z internetem, więc Hermiona była daleko od rodziców przez większą część roku. W pierwszej klasie pisała do nich listy prawie codziennie, a oni zawsze odpisywali. Potem, na drugim roku, dziewczyna pisała już tylko raz tygodniowo. W trzeciej klasie było to już raz miesięcznie i jeszcze rzadziej na czwartym i piątym roku. W szóstej klasie, Hermiona nie wysłała do domu więcej niż trzech listów przez cały rok szkolny.

Na początku lata, gdy wróciła do domu, musiała zmierzyć się z trudną prawdą, jak bardzo drogi jej i rodziców się rozeszły. W samochodzie atmosfera była okropnie nieprzyjemna, przypominało to rozmowę pomiędzy obcymi ludźmi. Gdy Hermiona przekroczyła próg domu rodzinnego, była zszokowana ilością zmian, jakie tu zaszły. Niosąc kufer na górę, do sypialni, zdała sobie sprawę, że już nie czuje się tutaj jak w domu. Z tych powodów, zdecydowała się spędzić całe lato z rodzicami, w nadziei, że uda jej się naprawić ich relację.

Oczywiście, rodzice nadal ją kochali, Hermiona wiedziała o tym i ona również ich kochała, ale żadne z nich nie mogło zaprzeczyć, że nie byli ze sobą tak blisko jak powinni.

Pierwszy tydzień w domu był najgorszy. Po tylu próbach, Hermiona uznała, że porozumienie się z mamą i tatą jest niemożliwe. Mówili o rzeczach, które działy się w pracy, lub dotyczyły ich przyjaciół, ale według Hermiony było to nudne. Z kolei Hermiona, opowiedziała im wszystko o Hogwarcie i jej magicznych studiach, ale nie zrozumieli nic z tego, co córka im powiedziała.

Pewnej nocy, jej matka próbowała poruszyć temat chłopców. Hermiona opowiadała przez chwilę o Harrym i Ronie, ale gdy jej mama zapytała o szkolne romanse, konwersacja umarła i dziewczyna poszła na górę, do łóżka.

Został już tylko miesiąc przed jej powrotem do szkoły, a wszystko pomiędzy nią i jej rodzicami dalej było niezręczne, nie było widać żadnej zauważalnej poprawy. Mieli nawet zacząć robić coś rodzinnie w weekendy.

W ten szczególny weekend, cała trójka była na zakupach w Londynie, Hermiona i jej mama były oczywiście bardziej zadowolone niż jej tata. Zatrzymali się na lunch w eleganckiej restauracji oraz mieli bilety na wieczorny seans Króla Lwa.

Szli w dół ruchliwej ulicy, gdy Hermiona wyczuła mroczną magię w powietrzu. Wytężając zmysły, skanowała ulicę w poszukiwaniu zagrożenia. Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się być normalne, ale Hermiona po prostu wiedziała, że coś jest nie tak.

Szli dalej, a Hermiona mogłaby przysiąc, że byli przez kogoś śledzeni, nie wiedziała tylko przez kogo. Przynajmniej dopóki, Hermiona nie podniosła torebki upuszczonej przez starszą kobietę, dostrzegając szczura.

Westchnęła, a szur- dokładniej animag Peter Pettigrew- wydał z siebie pisk, po czym uciekł.

-Wszystko w porządku skarbie?- zapytała przyjaźnie starsza pani.

-Tak.- skłamała Hermiona podając jej torebkę.- Wszystko w porządku.- dołączyła do rodziców przyspieszając.

-Hermiono, zwolnij kochanie.- zawołała jej mama, a jej tata pobiegł za nimi z torbami z zakupami.

Ignorując nawoływania rodziców, Hermiona wyjęła z plecaka różdżkę i chwyciła ją mocno zanim poderwała się do biegu. Biegła najszybciej jak mogła, mając nadzieję, że Glizdogon i reszta śmierciożerców podążą za nią, tym samym zapewniając bezpieczeństwo jej rodzicom.

Z burzą brązowych loków ciągnących się za nią, Hermiona przedzierała się przez tłum, nie dbając o niezadowolone uwagi przechodniów. Skręciła w boczną alejkę i oparła się o ścianę łapiąc oddech.

Niespełna minutę później, trzy postacie pojawiły się obok. Jedną z nich rozpoznała jako Rudolphusa Lestrange'a, ale nie potrafiła zidentyfikować pozostałej dwójki. Pisk dochodzący z dołu wskazywał na to, że Glizdogon też jest z nimi.

Hermiona wymierzyła kopnięcie w kierunku szczura, który uskoczył z drogi. Zwróciła uwagę z powrotem na pozostałą trójkę i trzymając różdżkę w gotowości, wymierzyła w nich.

-Jest piękną dziewczyną.- Powiedział jeden z nich.- Nawet jeśli jest szlamą.

-Jest bliską przyjaciółką Pottera.- Powiedział Rudolphus podchodząc coraz bliżej.- Czarny Pan chce ją żywą, może mieć cenne informacje. To panna Granger, no nie?- Zapytał brzmiąc prawie uprzejmie.- Snape powiedział naszemu Panu wszystko o tobie. Inteligentna, mała panna wiem-to-wszystko. Czarny Pan, będzie bardzo zadowolony ze spotkania z tobą.

Hermiona została przyparta do ściany i mogła albo przedrzeć się przez śmierciożerców, albo wspiąć się na nią. Spojrzała w górę, ale ściana była za wysoka, a jej szanse przeciwko trzem śmierciożercom i Glizdogonowi były raczej marne.

Dochodząc do wniosku, że ma tylko jedną opcję, zamknęła oczy i skoncentrowała się. Kiedy ponownie otworzyła oczy, znalazła się na ziemi, na czterech łapach, łatwo omijając napastników i biegnąc przez ulice w jej animagicznej formie czarnego kota, z kilkoma kosmykami brązowego futerka, na jej kociej głowie.

Wszystko, co mogła zrobić Hermiona, to biec. Nie miało znaczenia dokąd, dopóki oddalała się od śmierciożerców. Niestety, jej różdżka została w torebce, która wciąż znajdowała się w alejce.

Podczas przeprawy przez krzaki, cierń utkwił w jej lewej łapie, powodując bolesne kwilenie. Jej płacz przyciągnął czyjąś uwagę, usłyszała kroki niedaleko krzaków, w których była uwięziona. Dwie blade i bez wątpienia męskie ręce, odgarnęły gałęzie i wyciągnęły ją z żywopłotu. Patrząc w górę wydała z siebie pomruk zdziwienia, gdy zorientowała się, że znajduje się właśnie w ramionach nikogo innego jak tylko hogwardzkiego Mistrza Eliksirów, Severusa Snape'a.

W pierwszym odruchu, chciała zmienić się w człowieka, z najdzieją, że Snape pomoże jej znaleźć rodziców, różdżkę i dostać się do domu, ale nie była do końca pewna czy może mu ufać, więc pozostała w kociej formie. Sądząc po tym, co Lestrange powiedział w zaułku o Snapie, oni wierzyli, że mężczyzna jest wierny ciemnej stronie.

Wiedziała, że według Dumbledore'a, Snape jest wart zaufania, ale na chwilę obecną to było za mało dla Hermiony. Jak tylko Snape odstawi ją z powrotem na ziemię, ucieknie i zmieni się dopiero, gdy upewni się, że jest bezpieczna.

Jedyny problem był taki, że Snape nie sprawiał wrażenia jakoby zamierzał wypuścić ją w najbliższej przyszłości. Właściwie to zaniósł ją do samochodu, gdzie upuścił ją na przednie siedzenie i uruchomił zapłon.

Hermiona gapiła się na mężczyznę zupełnie zszokowana faktem, że posiadał samochód i jeszcze bardziej zszokowana tym, że będzie w nim jechać.

-Na co się gapisz głupi kocie?- Zapytał szorstko, zjeżdżając w dół drogi.

Hermiona miauknęła urażona za nazwanie jej "głupią". Krótką przejażdżkę później, znaleźli się przed centrum weterynaryjnym. Snape wysiadł z samochodu, chwycił Hermionę i zabrał ją do weterynarza, gdzie miły blondyn zabrał się do leczenia jej łapy.

-Ma pan pięknego kota, sir.- Skomplementował weterynarz.- Powinien pan chociaż zaopatrzyć się w obrożę dla niej.

-To przybłęda.- Powiedział mu Snape.- Myślałem, że weźmiecie ją i oddacie do jakiejś miłej rodziny czy coś.

-Tutaj tylko leczymy zwierzęta, proszę pana, nie jesteśmy w stanie znaleźć im domów.- Odpowiedział blondyn.- Może pan zawsze zadzwonić do RSPCA. Albo po prostu zatrzymać ją.

-Nie lubię zwierząt.- Odpowiedział Snape.- Są prawie tak okropne jak nauczanie bandy rozkapryszonych dzieciaków.

-W takim razie, przypuszczam, że ten piękny, mały kociak wróci na niebezpieczne ulice.- Odpowiedział drugi mężczyzna, wydając przy tym głębokie westchnienie.

-Nie dam się wrobić, w opiekę nad zapchloną kupą futra, z czterema nogami i ogonem.- Warknął Snape.

-Ten kot nie ma pcheł.- Powiedział mu blondyn.- W zasadzie, jest okazem zdrowia.

-Na prawdę mnie to nie obchodzi.- Wycedził Snape.- Ile płacę za jej leczenie?

Po zapłaceniu mugolowi, Snape wyniósł Hermionę i zapakował ją z powrotem do samochodu.

-Zobacz ile musiałem na ciebie wydać! Nie jesteś nawet moim zwierzakiem, głupi kocie.- Narzekał Snape, odpalając samochód.

Hermiona odczuwała rozpaczliwe pragnienie by go skopać i podrapać aż do krwi, ale nie miała odwagi. Prawdopodobnie przekląłby ją, a następnie posiekał i ugotował pyszny gulasz.

Tym razem, podróż trwała dłużej niż poprzednio, Snape wyjechał poza granice Londynu. Kilka godzin później, gdy słońce zaszło, dotarli do małego miasteczka o nazwie Spinner's End. Zaparkował w ogrodzie przy czymś, co- według założeń Hermiony- było jego domem. Odpiął pas bezpieczeństwa i podniósł ją jedną ręką. Podszedł do chodnika i postawił zwierzaka na ziemi.

-Sio!- Powiedział, machając ręką.

Hermiona stała ciągle w tym samym miejscu, machając ogonem.

-Idź, ty niemądre stworzenie.- Popędzał Snape.- Idź.

Hermiona usiadła na tylnych łapach, przekrzywiając głowę żeby zlustrować go spojrzeniem kocich oczu.

-Nie ma nic dobrego w siedzeniu tutaj i słodkim wyglądzie.– Powiedział jej.- Chcę, żebyś teraz poszła.

Profesor spojrzał groźnie na kota, starając się wyglądać zastraszająco, ale po tylu jego lekcjach, Hermiona była już na to uodporniona.

-W porządku.- Westchnął w końcu.

Schylił się by ją podnieść, zanim zanisł ją do swojego domu, otwierając drzwi wejściowe. Włączył światło i upuścił ją na dywan.

-Jeśli tylko spróbujesz, załatwiać się w domu, będzie to ostatnia rzecz, jaką zrobisz w swoim kocim życiu.- Ostrzegł Snape.

Pozbył się butów i ruszył do kuchni. Wymamrotał kilka zaklęć i za pomocą różdżki, umieścił na podłodze miskę z kocią karmą.

-Jedz.- Rozkazał, swoim nauczycielskim tonem, zasiadając do przygotowania własnego posiłku.

Hermiona była bardzo głodna, więc przełknęła dumę i wyobraziła sobie smak kociego jedzenia. Ku jej zaskoczeniu, nie smakowało tak źle- w zasadzie było pyszne. Podejrzewała, że to musiało być spowodowane tym, że nie posiada teraz ludzkich kubków smakowych, a kocie.

Kiedy skończyła jeść, przepełzła przez dom Snape'a, uznając to doświadczenie za fascynujące. Zastanawiała się, co mężczyzna może jej zrobić, jeśli kiedykolwiek odkryje, kim jest naprawdę.

Tej nocy, Snape transmutował złamane pióro w koszyk, idealnie nadający się dla kota i umieścił go w sypialni, obok łóżka. Hermiona była tym zaskoczona, ale nie miała zamiaru tego kwestionować. Po prostu wskoczyła do kosza i wygodnie się skuliła.

-Sądzę, że powinienem cię jakoś nazwać.- Powiedział Snape, przebierając się.

Gdyby Hermiona była człowiekiem, niewątpliwie zaczerwieniłaby się na widok jej profesora zdejmującego ubrania. Odwróciła głowę, zanim zdjął spodnie i wydała z siebie dziwny odgłos.

-Niech pomyślę... Jak mam cię nazwać?- Zapytał samego siebie.- Futrzana kulka? Kot? Kociak? Wąsik?

Hermionie nie podobało się żadne z tych imion. Wolała własne, ale dopóki nie zacznie mówić po kociemu, nie będzie w stanie mu tego powiedzieć, a wciąż nie chciała zmienić się w człowieka, z obawy przed wydaniem Voldemortowi. Nawet, jeśli on rzeczywiście był po stronie Dumbledore'a, Hermiona miała poważne podejrzenia, że wydałby ją w ramach zemsty za zakradnięcie się do jego domu pod postacią kota.

-Wiesz co? Nazwę cię Katrina, w skrócie Kat.- Zdecydował Snape.

Gdy profesor wszedł do łóżka, Hermiona po cichu wyśmiała jego brak wyobraźni. Właśnie zapadała w sen, gdy usłyszała jego krzyk.

                                                                             ***   

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Apr 22, 2018 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Pupilek Nauczyciela HG&SSStories to obsess over. Discover now