uno/first/pierwszy

14 0 0
                                        

W trzypiętrowym bloku, na przedmieściach San Diego, na drugim piętrze mieszkała Rene. Szykowała się do kolejnego w tym tygodniu spotkania ze znajomymi, żeby zapalić. Szybko spakowała do małego, czarnego plecaka paczkę papierosów, telefon, portfel z pieniędzmi i chusteczki. Wybiegła z pokoju i nie mówiąc nic rodzicom wyszła z domu zabierając po drodze klucze. Zbiegła po schodach i otworzyła drzwi wdychając świeże, ciepłe powietrze,poszła powoli w stronę przystanku i czekając na autobus poprawiła czarną, lekką bluzę z Nike, zasznurowała bordowe, wysokie Martens'y i odwróciła się żeby zobaczyć rozkład. Za pięć minut miał przyjechać jej autobus, więc czekając oparła się o ścianę krytego przystanku, wyciągnęła telefon i napisała do swojego przyjaciela Connora wiadomość, mówiącą że zaraz będzie na miejscu, czyli u ich wspólnego znajomego, Petera. Schowała telefon i rozejrzała się kto czeka razem z nią na przystanku. Zobaczyła starszą panią z siatką i małym buldogiem na smyczy, młodego studenta który siedział na ławce i przysypiał z głową na ramieniu. Uśmiechnęła się lekko i zobaczyła za zakrętem swój transport. Podeszła bliżej krawężnika i przepuściła starszą panią kiedy pojazd już podjechał. Zapłaciła za bilet i stanęła przy oknie, gdyż tylko tam widziała wolne miejsce. Mimowolnie sprawdziła czy jej plecak dalej jest na miejscu i ponownie wyciągnęła telefon. Odczytała szybko wiadomość od Connora i wyjrzała za okno, żeby nie przegapić swojego przystanku. Kiedy zajechali w pobliże szemranych dzielnic postanowiła wysiąść i przejść się na miejsce. Nie zajęło jej to długo, bo około piętnaście minut. Kiedy doszła pod odpowiednią klatke bloku, wystukała odpowiedni pin w tarczę domofonu i weszła do środka. Weszła po schodach skacząc co drugi stopień aż weszła na trzecie piętro. Skierowała się do drzwi z numerem dwanaście i słysząc zza drzwi śmiech i muzykę nacisnęła klamkę po czym weszła do środka. Mieszkanie wyglądało normalnie. Długi korytarz w którym aktualnie walały się dziecięce buty a na podłodze obok leżał zwinięty dywan. Dalej był mały przedpokój z którego rozchodziło się do kuchni, łazienki, salonu i dwóch sypialni. W salonie spała mama Petera, w jednym pokoju spała jego siostra, Carmen a w drugim on i najmłodszy z rodzeństwa, pięcioletni Brandon. Skierowała się do dużego pokoju w którym siedział Peter, Connor i przyjaciółka Rene, Marie.

Prawie każde z nich należało do innej warstwy społecznej w szkole. Peter był kapitanem szkolnej drużyny koszykówki, Marie typową, kujonką od której każdy spisywał zadania domowe, a Connor i Rene byli najzwyklejszymi buntownikami. Jednak w pewnym momencie, w pierwszej klasie, musieli zostać wszyscy razem po lekcjach. Rene z Connorem za palenie na terenie szkoły, Peter za bójkę o fałszywą dziewczynę, a Marie za zwyzywanie nauczyciela na lekcji. Tam zaczęła się ich znajomość i twa ona już ponad rok. Różowowłosa usiadła między chłopakami, na przeciwko rudowłosej w okularach, która trzymała w dłoni butelkę z piwem.

- Słuchaj tego stara - zaczęła Marie kiedy jej przyjaciółka usiadła. - Moja mama, jako dyrektorka naszej kochanaj szkoły, postanowiła stworzyć projekt, ze swoją starą znajomą czyli dyrektorką innej szkoły. Jakiegoś liceum w Nowym Yorku, ale to nieważne. Postanowiły odnowić kontakt i wciągają w to nas - powiedziała oburzona i kontunuowała wypowiedź patrząc na zdziwoną Rene - Stwierdziły, że mamy za mało kontaktów w innych szkołach i każdemu z nas przydzielą jakiegoś snoba z północy! Rozumiesz to!? Przymusowo będziemy musieli się przyjaźnić z tymi lalusiami!
Na przeciwko niej siedzieli oburzeni i zdziwieni przyjaciele. Po chwili ciszy odezwał się Peter:
- Oni sobie naprawde jaja robią - jego ton był rozbawiony ale też odrobine zmartwiony. Obawiał się bowiem kogo mu przydzielą jeśli to co mówiła Marie jest prawdą.

W tym samym czasie, do mieszkania swojego i rodziców szła Evelyn. Cała trzęsąc się z nerwów, weszła do sklepu spożywczego, który znajdował się niecały kilometr od jej bloku. Przeszukała torbę w poszukiwaniu pieniędzy aż w końcu trafiła na portfel. Poszła w alejkę ze słodyczami i zaczęła szukać swojej ulubionej czekolady. W końcu wzięła dwie mleczne czekolady Hershey, trzy batoniki Mars i na koniec butelkę swojego ulubionego soku  multiwitaminowego. Podeszła do kasy i stanęła w kolejce za starszą panią która mieszka w klatce obok. Kobieta nie rozpoznała lub nie zwróciła uwagi na dziewczynę co bardzo ją ucieszyło. Nie miała ochoty rozmawiać z wścibską sąsiadką i dawać jej kolejnego tematu do plotek. Kolejka zaczęła się zmniejszać i w końcu nadeszła kolej Evelyn na płacenie. Położyła zakupy na ladzie i otworzyła portfel gotowa wyjąć pieniądze. Kasjer zaczął liczyć ile dziewczyna ma zapłacić i po kilkunastu sekundach powiedział:
- Dziesięć dolarów i piętnaście centów.

Evelyn w odpowiedzi wyciągnęła wyznaczoną sumę z portfela, zebrała i schowała do torby zakupione rzeczy razem z portfelem i wyszła żegnając się z kasjerem cichym "do widzenia". Stając przed drzwiami sklepu wyciągnęła telefon z kieszeni spodni, podpięła słuchawki i puściła swój ulubiony album Fall out Boy. W rytm muzyki zaczęła iść spokojnie w stronę mieszkania nucąc niektóre piosenki. Dochodząc do swojej klatki w bloku, otworzyła drzwi i szybko weszła po schodach na trzecie piętro. Przeszukując kluczy w torbie trafiła na nie w jednej z bocznych kieszeni. Włożyła odpowiedni klucz do zamka i przekręciła nim w lewo.
Wchodząc do środka zdjęła buty i zajrzała do kuchni. Po krótkim zastanowieniu stwierdziła, że nie jest głodna więc skierowała się do swojego pokoju. Szybko się przebrała w ubrania do ćwiczeń, otworzyła laptopa i znalazła w "dokumentach" filmik z ćwiczeniami. Po krótkiej rozgrzewce zaczęła ćwiczyć. Zanim minęła godzina skończyła zestaw ćwiczeń na ten dzień. Zdyszana i spocona poszła pod prysznic. Przyzwyczaiła się do tego trybu życia. Wstaje o szóstej, bierze szybki prysznic, ubiera się i maluje, je śniadanie, pakuje ostatnie zeszyty, idzie do szkoły, wraca, odrabia lekcję i się uczy, je obiad, idzie na spacer lub czyta, ćwiczy, bierze prysznic, idzie spać. Nienawidziła bowiem zmian oraz była bardzo stała we wszystkim. Nawet kiedy przestała kupować swoje ulubione płatki, trudno było jej się przestawić na coś nowego.
Kiedy wyszła spod prysznica, ubrała piżamę czyli czarny sportowy stanik i szare krótkie spodenki. Dla niej było wygodnie. Szybko przeczesała wilgotne włosy szczotką, potrzepała trochę głową i wyszła z łazienki kierując się do kuchni. Wyjęła z szafki czarny okrągły kubek i odłożyła go na blat. Sięgnęła do półki nad zlewem i wyciągnęła z niej torebkę herbaty. Poczekała aż woda się zagotuje i nalała nią szybko do kubka. Po chwili przyszła do niej wiadomość od jej przyjaciela, syna dyrektorki. Jej treść mocno ją zdziwiła.

"Otwórz mi kurde okno"

Wzruszyła ramionami i poszła do swojego pokoju. Przeszła całą jego długość i otworzyła okno przez które wszedł Louis. Rudowłosy, piegowaty piętnastolatek, mieszkający piętro nad Evelyn.

- Słuchaj tego nie uwierzysz - powiedział rozemocjonowany i bez pytania wszedł dalej po drodze zdejmując buty i na koniec siadając na jej łóżku, które aktualnie było jeszcze kanapą. - Mama i jej stara znajoma, chcą żebyśmy nawiązali znajomość z uczniami liceum w San Diego. Bo ta znajoma jest dyrektorką też. Tyle że tamtej szkoły no. - pokazał ręką w stronę południa i oburzony oparł się o kanapę.
Evelyn stała wryta wpatrując się w ścianę.

- Ja nie chce się z nimi zadawać - powiedziała po chwili cicho. - A co jak trafi mi się jakiś ćpun? Albo jakiś dziwak? Ja nie chce się z nimi zadawać - powtórzyła ostatnie zdanie i usiadła na krześle przy biurku.

- Nikt nie chce młoda - dodał ponuro Louis. Wstał, podszedł do jej biurka i wziął laptopa. - Kiedy wracają twoi rodzice? - zapytał siadając spowrotem na łóżku z laptopem podbierałah.

- Jutro - powiedziała Evelyn. - A co?

Louis zrobił się lekko czerwony i odpowiedział dopiero po chwili - Nie chce wracać do domu. - odpowiedział cicho i niezrozumiale dla osoby która nie wie o co chodzi. Ale Evelyn, jego jedyna przyjaciółka wiedziała. Jego ojciec był pijany. Znowu. I gdyby Loius wrócił do domu mógłby być przez niego pobity z powodu swojej odmiennej orientacji. Nie, nie był homo. Był biseksualny. Co ukrywał, bo bał się że zostanie zwyzywany bądź odrzucony jeszcze bardziej niż jest aktualnie.

- Jasne. Zostań na noc. Przecież mam gdzieś twoje rzeczy - uśmiechnęła się pocieszająco szatynka i sięgnęła do szafy po ciemnozieloną bluzę na suwak którą założyła. - Coś znajdziesz w szafie. Wiesz gdzie jest łazienka.
Powiedziała po czym wyszła do kuchni po jakieś ciastka i sok który kupiła w drodze do domu.

Louis wziął z szafy swoje spodnie i szukając tam dalej swoich rzeczy, ze zdziwieniem stwierdził że jest ich tam całkiem sporo. Zastanawiał się czy sam je tu zostawił czy Evelyn potajemnie mu je podbierała.

Wyszedł szybko spod prysznica i skierował się w prowizorycznej piżamie do pokoju przyjaciółki. Usiadł obok niej i wstukał ich ulubiony film w wyszukiwarkę. W między czasie Evelyn otworzyła sok i upiła dwa łyki. Louis włączył film w połowie którego zasnął znając go na pamięć. Evelyn po cichu zamknęła laptopa, zebrała jedzenie i sama położyła się obok wieloletniego przyjaciela przykrywając ich kocem. Krótko potem sama zasnęła zapominając o pomyśle mamy rudowłosego.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Apr 13, 2020 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

oppositesWhere stories live. Discover now