Zapach

5 0 0
                                        

Nikt się nie spodziewał takich sierpniowych upałów. Każda chwila spędzona na czterdziesto-stopniowym upale sprawiała, że ciało pokrywało się cienką warstwą potu. Wchodząc po schodach, Laura czuła się, jakby miała zaraz dostać zawału serca.

Nie wiedziała czy serce ją boli z powodu pogody, czy też nie może zapomnieć o ostatnich kilku dniach. Wyjazd z Marcinem miał być zwieńczeniem pierwszego wspólnie przeżytego roku, a zakończył się wielką kłótnią, która sprawiła, że Laura musiała wracać autostopem aż z Bieszczad. Z nerwów zapomniała wziąć ładowarki do telefonu, więc nawet nie wiedziała czy ktoś jej szukał. Nie mogła także powiadomić swojej babci, że wróci wcześniej niż miała w planach - miała tylko nadzieję, że Marcin nie wpadł na wspaniały pomysł, by powiedzieć starszej pani, że jej szalona wnuczka wraca przez pół Polski autostopem - babcia chyba by tego nie przeżyła.

Laura nacisnęła klamkę i popchnęła drzwi.

- Wróciłam! - krzyknęła od progu, rzucając torbę z hukiem.

Odpowiedziała jej głucha cisza. No tak, pomyślała Laura, przecież babcia nie wiedziała, że przyjadę, więc pewnie o tej porze załatwia swoje sprawy na mieście. Zamknęła drzwi i poczuła dziwny zapach, dochodzący z pokoju babci. Drzwi były lekko uchylone.

Laura wstrzymała oddech, wchodząc do pomieszczenia, ale pokój okazał się pusty. Babcia lubiła porządek, wszystko było na swoim miejscu, ale jednocześnie coś nie pasowało. Nagle Laura zauważyła leżącą na stole kartkę.

Nie było w tym nic dziwnego, babcia często zostawiała jej kartki z notatkami dotyczącymi tego co musi ugotować, kupić, posprzątać. Na kartach często też pisała gdzie się wybiera, gdy wychodziła jak Laura jeszcze spała. Teraz pewnie postąpiła podobnie, napisała, że idzie do sklepu albo do koleżanki. Jednak nie mogła tego napisać, przecież nie wiedziała, że Laura wróci wcześniej.

Dziewczyna wstrzymała oddech, podnosząc kartkę, ale odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła babcine pismo.

"Wnusiu - zaczynała babcia - byłam sama w domu, kiedy przyszli ci mili panowie. Grzecznie poprosili mnie, abym poszła razem z nimi. Powiedzieli, że..."

Dalej pismo robiło się niestaranne, aż zamieniało się w szlaczki. Laura nie była w stanie przeczytać reszty. Linijkę poniżej inne pismo kontynuowało list.

"Jeśli chcesz zobaczyć babcię w całości, to masz 24 godziny, aby wykonać dla nas zadanie. Inaczej staruszka nie dożyje następnych imienin.

Spotkasz się z naszym wysłannikiem w południe w parku koło pomnika Mickiewicza. Nie zwracaj na siebie uwagi. Znajdziemy ciebie.

Z pozdrowieniami, Kanarek."

Laura poczuła, że powoli osuwa się na ziemię.

Otworzyła oczy i poczuła pulsowanie w głowie. Ból fizyczny na chwilę przyćmił ten psychiczny. Nagle wszystkie znaki zaczęły układać się w całość, nieobecność babci, dziwny zapach w mieszkaniu, poczucie, że coś nie jest na swoim miejscu.

Laura wiedziała, że miasto jest podzielone niewidzialną granicą. Jako mieszkance południowej dzielnicy, dla własnego bezpieczeństwa, nie wolno było jej się zapuszczać w północne rejony. Szybki krok przechodniów i ich wystraszone spojrzenia świadczyły o tym miejscu. Tam zorganizowaną przestępczość było widać na ulicach, a ludzie żyli w ciągłym strachu. Regularne napady z bronią w ręku przyzwyczaiły mieszkańców do zajmowania się swoimi sprawami. Południowa dzielnica nie była lepsza, chociaż tutaj gang był bardziej subtelny, jeśli można tak powiedzieć o gangu. Działali w ukryciu, dyskretnie rozprowadzając narkotyki do najbogatszych.

A teraz Gang z Południa dopadł ją i jej najbliższych. Laura była przekonana, że dzięki babci, która od lat udzielała się, pomagając biednym dzieciakom zarówno z Północy, jak i z Południa, są bezpieczne. Dzieciaki dorosły, stając się pełnoprawnymi członkami gangów, ale zawsze pamiętały o tej jednej staruszce, która zawsze o nich dbała. Zapewniało to im pewien immunitet, jeśli tylko nie szukały problemów. Babcia zawsze powtarzała Laurze, że nic jej nie grozi. Poniekąd miała rację - Laurze nic nie groziło, ale babcia nie przewidziała tego, że sama może znaleźć się w niebezpieczeństwie.

Laura spojrzała na zegarek. Dochodziło wpół do dwunastej. Miała około trzydziestu minut, by dostać się do parku i dowiedzieć się, co musi zrobić, aby babci się nic nie stało.

Siedziała na ławce, próbując schować się w tym marnym cieniu, który dawał w samo południe pomnik Mickiewicza. Nerwowo przebierała nogami, gdy usłyszała szum kroków na żwirze. Laura wiedziała jak ma postąpić w tej sytuacji - udawać, że nic nie słyszy, że nie zauważa człowieka, który siada na przeciwległym końcu ławki. Nie mogła się powstrzymać i szybko zerknęła - obok przysiadł średni chłopak. Miał średni wzrost, średnią twarz, średnie włosy. Był tak przeciętny, że Laura była pewna, że gdyby teraz zamknęła oczy, to nie byłaby w stanie przypomnieć sobie twarzy tego człowieka. Był idealny do takiej roboty.

- Zakładam, że dostałaś wiadomość.

Laura czuła, że jej gardło powoli wysycha. Wydała z siebie krótki, charczący odgłos, który miał być potwierdzeniem. Na wszelki wypadek kiwnęła głową.

- W takim razie przejdźmy do rzeczy. Dwa dni temu znaleźliśmy martwego jednego z naszych

w s p ó ł p r a c o w n i k ó w. Został znaleziony ze strzykawką w ręku, policja twierdzi, że przedawkował. Jak pewnie wiesz, nasza grupa zajmuje się rozprowadzaniem proszków, a nie tych świństw, które się wstrzykuje. Podejrzewamy morderstwo.

Zapadła cisza, jakby mężczyzna próbował zrobić dramatyczną przerwę, by zbudować napięcie. Było to zupełnie niepotrzebne, Laura już była śmiertelnie przerażona.

- Potrzebujemy twojej pomocy, znałaś tego faceta, może będziesz wiedzieć czy miał jakiś wrogów, których my możemy nie wiedzieć. Szef się niecierpliwi, dlatego żeby uskutecznić twoje działania, zajmiemy się twoją babcią. Masz dwadzieścia cztery godziny, liczone od teraz, by odnaleźć mordercę. Inaczej... cóż, szkoda, żeby talent kucharski babuszki się zmarnował. Kiwnij głowa, jeśli rozumiesz.

Kiwnęła.

- Dobrze. Diler nazywał się Sebastian, chyba nie muszę go przedstawiać, co?     

Mężczyzna wstał i odszedł w stronę, z której przyszedł, a Laura czuła, że serce po raz kolejny wyskoczy jej z piersi. Znała tylko jednego Sebastiana i nie było wątpliwości, że chodzi o niego. Sebastian był przez kilka lat sąsiadem jej i babci, zawsze miły, pomocny, Laurze przypomniało się, że nawet często ze sobą flirtowali, ale wszystko odbywało się niezobowiązująco. Do niczego nigdy między nimi nie doszło.

Pewnego dnia wszystko się zmieniło, a Sebastian zaczął się zachowywać inaczej. Nagle miał więcej pieniędzy, był bardziej pobudzony i zaczynał się zachowywać coraz śmielej w stosunku do Laury. Nie docierały do niego sygnały wysyłane przez Laurę, mówiące, że nic z tego nie będzie, nie rozumiał, gdy babcia mu mówiła wprost, żeby dał sobie spokój. Nagle zniknął, Laura poznała Marcina i zapomniała o Sebastianie. Czasami go widywała w okolicy, wtedy wymieniali się krótkim "cześć" z grzeczności.

Laura domyśliła się, że Sebastian zaczął handlować narkotykami, ale to nigdy nie była jej sprawa i dla własnego bezpieczeństwa postanowiła się w to nie mieszać.

A teraz okazało się, że Sebastian został znaleziony martwy, a ona ma znaleźć mordercę. Dodatkowo ma na to 24 godziny, a życie babci wisi na włosku. Dzień zapowiadał się fantastycznie. 


You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Mar 06, 2018 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

KanarekWhere stories live. Discover now