Od dwóch dni padało. Z nieba nieprzerwanym strumieniem leciały wielkie krople wody, zalewając cały obóz herosów. Sue szła bosymi stopami przez wielkie kałuże do domku dwudziestego. Mimo takiej pogody, Chejron nie odwoływał zajęć. Zadowolone z tego zdawały się być tylko najady. Czternastoletnia córka Hekate okryła się szczelniej swoim ulubionym płaszczem. Wełniany, wodoodporny, sięgający prawie do kolan sweter był bardzo szeroki i pozbawiony dziur na ręce, które były bezpiecznie ukryte pod materiałem. Sam ubiór był po rozłożeniu całkiem okrągły, z futrzastym kołnierzykiem na środku. W nocy od wewnętrznej strony świecił na niebiesko. Pod nim Zuza nosiła typową, pomarańczową bluzkę obozu, ale żadko było ja widać. Sweterek był przydatny nawet w lato, gdyż wtedy zamiast grzać, chłodził. Jego zaklinanie zajęło nastolatce prawie dwa lata, czyli większość jej pobytu na obozie. Teraz przemierzała polanę, aby wziąć na trening swoją ulubioną włócznię. Była jedną z niewielu, którzy wybierali broń długodystansową. Wszyscy wybierali miecze. Sue wpadła do domku 20, przyciskając drzwi, ponieważ wiatr nie pozwalał ich zamknąć. Co się stało z pogodą? Jakby Zeus zaczął kochać wodę. Dziewczyna wygrzebała spod łóżka swoją broń. Spiżowe ostrze zabłyszczało w świetle pochodni.
- Gdzie ty poszłaś?!- rozległ się podniesiony głos chłopaka z domku Aresa, z którymi dzieci Hekate miały dziś trening. Zwykle trenowali z dziećmi Apolla. Jednak teraz, gdy od dwóch dni nie widać było słońca, ludzie z siódemki stracili wenę. Na obozowym ognisku coraz rzadziej inicjowali pieśni. Zdarzało się, że nie trafiali idealnie z łuku. Najmłodszy chłopak nawet się przeziębił. Widać, że potrzebne im było słońce. Sue powlekła się na plac treningowy. Reszta domku już na nią czekała. pięcioro z dziesięciu nastolatków miało miecze, dwójka sztylety, a troje najstarszych posługiwało się jedynie magią. Ich grupowa, Lou Ellen, śniada, długowłosa dziewczyna o zielonych oczach matki dyskutowała z Clarisse ,,szczypawicą" la Rue. Tamta trzymała gotowy do walki spiżowy miecz. Od czasu bitwy na Manhattanie nie dostała nowej włóczni, od której uzyskała przezwisko. Zaraz potem obie zarządziły podzielenie się na pary. Wśród strug deszczu, uczestnicy obozu próbowali znaleźć przeciwnika w podobnym wieku. Po kilku minutach tylko Sue została bez pary. Podeszła do niej Lou.
- Możesz ćwiczyć ze mną - zaproponowała. Sue pokiwała głową i obie stanęły naprzeciw sobie. Młodsza z dziewczyn trzymała w rękach włócznię. Nagle grupowa podniosła ręce, a świat nastolatki dosłownie obrócił się do góry nogami. Sue zamknęła oczy. Mgła. Lou po mistrzowsku nad nią panowała, przewyższając nawet Hazel. Dziewczyna podniosła niepewnie jedną nogę, po czym się przewróciła. Świat wrócił do normy. Lou podała jej rękę, aby pomóc wstać.
- Może potrzebujesz do walki kogoś walczącego bronią. O! Jeden z chłopaków Aresa stoi bez pary. Podejdź- powiedziała, zdecydowanie bardziej entuzjastycznie niż jej siostra miała na to ochotę. Sue stanęła przed nim.
- Walczymy? - spytała. Tamten przewrócił oczami i stanął gotowy do walki. Nastolatka wzięła swoją włócznię. Może i lubiła walczyć, ale ten chłopak wyglądał, jakby chciał ją zabić. W sumie, ci z piątki zawsze tak wyglądali. Po tym, jak ustawiła się na pozycji, ten zaatakował. Blokując ataki trzonem broni, Sue nie widziała szans na atak. Dookoła dalej toczyły się pojedynki. Widać było, kto wygrywał. Dzieci Hekate cały czas lądowały w błocie. Przy granicy pola, Clarisse i Lou dalej walczyły. Grupowa domku dwudziestego pokazała swoją ulubioną sztuczkę. Dookoła córki Aresa biegały hologramy zielonookiej dziewczyny, rozpraszając uwagę od tej prawdziwej. Sue trzymała włócznię przed sobą, a chłopak Aresa bezlitośnie atakował kij, prawdopodobnie chcąc go złamać. Złość zabłysła w nastolatce. To jej ulubiona broń! Nagle po palcach dziewczyny przebiegły zielone płomienie, które popełzły przez włócznię, po czym uderzyły chłopaka w twarz. Tamten odskoczył, a na nosie widać było ślady poparzenia. Jedna z jego sióstr to zauważyła i pobiegła do domku siódmego. Oba domki, piąty i dwudziesty, odwołały trening. Przemoczeni obozowicze ruszyli do domków, aby się wysuszyć. Dzięki swojemu ulubionemu sfetrowi. Podeszła do niej Lucia, dziesięcioletnia dziewczynka. Miła długie do pasa włosy i bluzę z My Little Pony.
- Nauczysz mnie tego ognia?- spytała, a oczy jej zalśniły. Z jej palców poleciały iskierki. Lucii najlepiej wychodziła elektryczność. Nico mówił, że to może z powodu odległych genów Jowisza. Jej rodzina pochodziła z Nowego Rzymu, jednak ona została uznana na Long Island. Teraz była najmłodsza mieszkanką domku 20. Często spędzała czas z Harley'em, gdyż byli w podobnym wieku. Sue uśmiechnęła się.
- Może kiedyś. Nie umiem uczyć. Sama czasem nad tym nie panuje- odpowiedziała. Lucia trochę posmutniała, ale i tak rozdała wszystkim gorącą czekoladę zmieniająca kolor ( specjalność trzynastoletniego Mike'a). Siorbiąc napój, Sue czytała książkę '' Harry Potter i czara ognia". Była to jej ulubiona część. Godzinę później, susi i chętni do działania mieszkańcy domku Hekate ruszyli do pawilonu jadalnego na kolację. Deszcz dalej lał jak z cebra. Dookoła zebrali się już inni obozowicze. Kiedy każdy zajął swoje miejsce, zaczęto zamawiać jedzenie. Zaraz po tym, każdy zabierał kawałek i spalał na ołtarzu, dla bogów. Potem wszyscy zabrali się do jedzenia, starając się chronić posiłek przez wodą i wiatrem. Sue jadła pizzę hawajską na spółkę z Mikem. Oboje za nią przepadali. W jej kubku znajdowała się mrożona herbata brzoskwiniowa. Mimo deszczu, nikomu nie było źle. Co jakiś czas ktoś dostawał jedzeniem w głowę. Dzieci Aresa opowiadały o ich ostatnim nocnym wypadzie do lasu, gdzie Clarisse zaatakował smoczy szkielet. Każdy uważał, że to sprawa Nico, ale ten wyjechał trzy dni wcześniej, zanim drużynowej domku piątego udało się na nim zemścić. Dzieci Hefajstosa cały czas opowiadały domku Ateny o projektach w bunkrze 9. Dom Hypnosa cały czas drzemał. Innymi słowy, każdy bawił się znakomicie. Po godzinie rozpoczęło się ognisko. Mimo niewielkiego zapału, dzieci Apolla zaśpiewały kilka piosenek, a potem wszyscy zaczęli piec kiełbaski. Jedynie Sue wzięła paprykę z ciastem. Była wegetarianką.
Magiczne płomienie nie gasły w strugach deszczu, jednak nie były zbyt intensywne. Kiedy zbliżała się dziesiąta, Chejron zakończył ognisko, życząc wszystkim dobrej nocy, a następnie pogalopował do wielkiego domu, gdzie mógł wysuszyć włosy i końską część pokrytą włosiem. Sue przez chwilę została przy gasnących płomieniach w jej ulubionym kolorze morskiej wody. Mimo tego, że większość herosów miała ADHD lub dysleksję, jej to nie dotyczyło. Lubiła czytać książki oraz rysować. Często wystarczało jej własne towarzystwo wśród drzew. Zawsze chętnie spędzała czas z Panią O'Leary, piekielnym ogarem wielkości małego busa i usposobieniu szczeniaka. Jakiś czas temu syn Posejdona stał się jej właścicielem, po tym, jak Dedal, człowiek który ją oswoił, umarł. Od kiedy Percy wyjechał do Nowego Rzymu, córka Hekate wraz z Tysonem i Ellą zajmowali się nią. Często jednak znikała na kilka dni, przenosząc się w cieniu do swojego pana na studiach w Kalifornii. Wielki piekielny ogar przypominał czarnego mastifa. Teraz biegał gdzieś po lesie, goniąc wielkie wiewiórki, ptaki stymfalijskie lub zaznaczając teren. Sue w znudziła się i w końcu wstała i ruszyła w stronę domku, a płaszcz oświetlał jej drogę. Mokrość błota i trawy pod stopami jej nie przeszkadzał. Patrząc, czy obozowe Harpie jeszcze jej nie zauważyły, nuciła ,,Hand Clap". Nagle usłyszał krzyki od strony wzgórza i sosny Thalii. Zawahała się. Czy iść po kogoś? Dwa tygodnie wcześniej jej bliski znajomy, satyr Charlie, wyruszył w poszukiwaniu herosów. Dostał informacje o jakiejś czternastolatce w okolicach Manhattanu. W końcu uznała, że dość szybko nie zdąży kogoś zawołać. Sama pobiegła w tamtą stronę. Wiatr uderzał ją po twarzy, a krople deszczu zamazywały obraz. Za pomocą magii przywołała swoją broń. Nie zwracając uwagi na to, jak trudna była to sztuczka, obiegła wzgórze, wychodząc poza granice obozu. Zauważyła, kto krzyczał. Na ziemi leżała dwójka ludzi. Znany jej dobrze Charlie i jakaś dziewczyna. Satyr miał dziwnie wykręconą lewą nogę, lecz wciąż odpierał laską karpoi. Ten przypominający zębate dziecko duch ziaren był jednym z najbardziej znienawidzonych przez Sue potworów. Wyglądał na sorgo. Nastolatka rzuciła się na stwora, a jej znów płonąca włócznia przebiła go na wylot, zostawiając tylko przypalone muesli. Charlie wykończony uśmiechnął się blado do przyjaciółki, upadając na mokrą trawę.
- Dzięki- powiedział. Nagle z odległości kilku metrów, z traw wychynęły kolejne duchy, warcząc. Dziewczyna pomogła wstać satyrowi. Ten pokiwał głową i wziął nieprzytomną dziewczynę na ręce.
- Pomóż mi ją zanieść- powiedział. Kiedy on kulał do obozu, Sue odpierała ataki demomicznych bobasów. W końcu Charlie przeszedł przez granicę obozu, a nastolatka pobiegła za nim. Oboje padli na trawę wykończeni. Satyr niemal natychmiast zemdlał. Córka Hekate resztkami sił wstała i ruszyła w stronę domku siódmego.
- Pomocy!
___________
No to wstęp gotowy. Jeżeli Ateniątko lub córka Aresa chcą coś zmienić, proszę bardzo. Wybierzcie, czy to Areska, czy Atenka. Następny rozdział pisany z perspektywy uratowanej dziewczyny. Tam ktoś może jej przedstawić obóz.
Dzięki, część
Koszmarek
DaughterOFAres007
HeroskaAteny
KAMU SEDANG MEMBACA
silver three
Fiksi PenggemarZmiany w pogodzie są zatrważające, a dom Hypnosa odkrył problem. Trójka herosów, córka Aresa, Hekate i syn Hadesa zostają wybrani, aby rozwiązać ten problem, zanim Long Island zostanie zalane. ***** wspólny fanfik z uniwersum pj.
