1

25 4 0
                                        

  Point Of View Nathan McCros

Znudzony pukałem palcami w kierownice auta. Ile można stać w korku? Zerknąłem na lusterko. Na tylnych siedzeniach siedział mój młodszy brat, Hugh. Miałem zawieść go do szkoły, żeby się nie spóźnił na sprawdzian z matmy, no cóż. Jest grubo po ósmej, a on wręcz skacze, ze szczęścia. Ja na jego miejscu nie cieszyłbym się tak, jak mam dowie się, że nie był na klasówce, zabije go chyba.

-Zdajesz sobie sprawę, że matka Cię zabije, jak nie zdasz?- mruknąłem, patrząc się umarcie w samochód przede mną.

-Trudno. Powiem, że to twoja wina.- zamilkł na chwile, a ja prychnąłem głośno. - Musisz taki być? Odkąd wróciłem, ze szkoleń kilka miesięcy temu zachowujesz się jak skończony dupek i cham. Jakby nic Cię nie interesowało, brakuje mi starego uśmiechniętego Nathana. Nie wiem, co się stało pod moją nieobecność, ale mam nadzieję, że będziesz taki jak kiedyś.-

-Hugh, nie zrozumiesz. Nie długo skończę dwadzieścia cztery lata i muszę znaleźć partnerkę. Inaczej ojciec z radą przydzielą mi Ritę. Nie chce jej, jest beznadziejna. Zostały mi cztery miesiące na znalezienie przeznaczonej. Dodatkowo rada zaczyna mieć do mnie pretensję, że jeszcze nie przejąłem stanowiska alfy. Ojciec chce zrobić ze mnie bezdusznego tyrana, każe mi cały czas chodzić na siłownie, daje mi 'porady' jak być 'dobrym' alfą. Sprowadza jakieś doświadczone wilki, by dawały mi lekcję. Nie śpię dłużej niż cztery godziny, czasami w ogóle, kilka dni z rząd.- powiedziałem zbulwersowany. -Dodatkowo, te jego jakże świetne porady zaczynają działać, bo zacząłem się tak zachowywać.- dodałem po chwili.

Mój młodszy brat marszczył brwi, intensywnie nad czymś myśląc.

-Nie wiedziałem.- odezwał się po kilku minutach, a ja w końcu ruszyłem, wymijając powolne samochody.

⏩🕛🕐🕑🕒⏩*

Przetarłem zmęczone oczy. Siedziałem na siłowni kilka godzin. I pomyśleć, że kiedyś robiłem to z pasji, dobrowolnie. Teraz mam odruch wymiotny jak słyszę to słowo. Teraz chodzę tam z przymusu, spędzając tam po prawie osiem godzin. Wmawiam sobie, że gdy znajdę przeznaczoną, przynajmniej będzie zadowolona z mojej formy. Szkoda, tylko że siedzę na siłowni jak jakiś dres, zamiast jej szukać. Przetarłem mokre włosy ręcznikiem, po czym pośpiesznie ubrałem bokserki i walnąłem się na łóżko.

⏩🕛🕐🕑🕒⏩

Otwarłem gwałtownie oczy, słysząc ciche skrzypienie drzwi, a po chwili uginanie się materaca. Poderwałem się z łóżka. W mojej sypialni, na moim łóżku siedziała Rita z 'słodkim' uśmiechem. Wręcz pożerała mnie wzrokiem, przez co zacząłem zasłaniać się rękami.

-Kto cię tu wpuścił?- pytam zdezorientowany.

-Oh, no nie wstydź się tak Nat.- mruczy.

-To przestań się tak na mnie patrzeć! I nigdy nie zdrabniaj mojego imienia! Jeszcze raz. Kto cię tu wpuścił?!- krzyczę.

-Jestem twoją luną. Mogę robić, co chce, a to przecież nasza sypialnia. Twój tata powiedział, że już dzisiaj mogę się tu wprowadzić.- rozłożyła się na moim łóżku.

Przepraszam bardzo, ale tak będzie mogła robić tylko moja przeznaczona, a nie jakiś kretoszczur bez mózgu! Miałem ochotę wyrzucić ją przez okno.

-Nie jesteś luną, a tym bardziej moją! Nie wiem, co nagadał Ci mój głupi ojciec, ale łaskawie weź swoje rzeczy i wypad!- drę się na pół domu.

Rita już chciała się odezwać, gdy do pokoju wleciał mój, zdyszany brat. Rozejrzał się po pokoju, szukając, jakiegokolwiek zagrożenia, jednak widząc wieloryba na moim łożu, ryknął głośnym śmiechem.

-Nathan, powiem Ci, żeś sobie nie, złą foczkę wyrwał!- usiadł na fotelu i znów zaczął się śmiać.

-Pomógłbyś mi, a nie! Weź tego kaszalota z mojego pokoju!- nie pomagał, śmiejąc jak jakiś dzikus.

Chwyciłem koszulkę z podłogi, pośpiesznie ją zakładając. Korzystałem z okazji, że spojrzała się na mojego brata, a nie mnie. Podszedłem szybko do dziewczyny, chwytając jej ramie. Zmusiłem ją siłą, do wyjścia. Podczas gdy ja pozbywałem się włamywacza z pokoju, ona darła i szarpała się w niebo głosy. Chwyciłem jej walizkę, wyrzucając ją, za drzwi tak jak właścicielkę. Spojrzałem wymownie na Hugh, otwierając szerzej drewnianą powłokę. Wyszedł ze spuszczoną głową, chichocząc pod nosem. Walnąłem się na łóżko, przecierając twarz dłońmi.

I co ja teraz zrobię?~

Ubrałem pośpiesznie świeże ubrania, po czym ruszyłem szybkim krokiem do kuchni. Niech ten stary skurwiel nie myśli, że może rządzić i decydować o moim życiu. Przy stole siedział mój brat, moja mama krzątała się koło garnków. Usiadłem na swoim miejscu, czekając na starucha.

-Co się tak szczerzysz, szczeniaku?- pytam chłopaka, który uśmiecha się jak debil do telefonu.

-Co? A, nie nic.- sprawnym ruchem wyrwałem mu telefon, przytrzymując go z dala od komórki.

-Jak słodko! Serduszka, różowy chat, moje kochanie! O boże mój mały Hugh ma dziewczynę!- krzyknąłem, oddając mu jego własność. Fuknął pod nosem, siadając z powrotem na krzesło.

Do kuchni weszła stara ropucha, a za nim Rita. No chyba nie!

-Co ona tu robi?- pytam przerażony.

-Mogę wiedzieć, dlaczego wyrzuciłeś Ritę z waszej sypialni?!- krzyczy.

-Wyrzuciłem ją z mojej sypialni! Poza tym mam jeszcze cztery miesiące! Nie możesz uzgadniać takich rzeczy bez mojej wiedzy!- wymachuję rękoma.

-Kazałeś wprowadzić się Ricie do sypialni Nathana?!- do dyskusji dołączyła się moja rodzicielka.

-Przez te twoje treningi nie mam czasu na szukanie przeznaczonej.- mruczę.

-Nie przesadzaj! I tak już nie zdążysz! Musisz być silny!- podnosi głos.

-Daj mi czas do moich urodzin! Jak jej nie znajdę, luną zostanie Rita. Na treningi będę chodził cztery razy w tygodniu.- mówię zirytowany. Ta cała kłótnia nie ma nawet sensu.

-Zgoda masz cztery miesiące Rita i tak u ciebie zamieszka.- mówi tak samo zirytowany.

-No chyba Cię pojebało!- krzyczę.

-Nie zapominaj ,do kogo mówisz gówniarzu!-

-Nie zapominaj, że to ja jestem alfą. Została jeszcze tylko ceremonia, na której pokażę się z Luną. To ja wydaje rozkazy staruszku.- syczę.

Wychodzę z pomieszczenia, słysząc krzyki rodziców. Wszedłem do swojej sypialni, zgarniając z komody kluczyki, telefon i portfel. Na głowę założyłem bejsbolówkę. Zbiegłem szybko po schodach, udając się przed dom, do samochodu. Odjechałem sprzed budynku z piskiem opon. Kilku członków stada dziwnie się na mnie patrzało.

Jechałem przez puste ulice Arizony. Usłyszałem za sobą syreny policyjne. Super. Przyśpieszyłem, nie przejmując się, radio wozem jadącym za mną.

Wysiadłem z auta, trzaskając drzwiami. Zaciągnąłem się świeżym powietrzem Peaks**. Uwielbiałem tu przebywać, w szczególności o tej porze. Nikogo tu nie było. Żadnych turystów, żadnych zmartwień. Przyjrzałem się krajobrazowi przede mną.

-Znajdę Cię, obiecuję.- wyszeptałem, przymykając oczy.

♥☻☺♥

*Te zegary oznaczają jakiś czas później.

**San Francisco Peaks – wulkaniczny grzbiet w środkowo-północnej Arizonie, święte miejsce Indian Ameryki Północnej i ośrodek sportów zimowych na terenie obszaru chronionego Coconino National Forest na północ od Flagstaff (wikipedia)

Te dwie piosenki słuchałam, zmiennie pisząc ten rozdział. Jeżeli wykryjecie jakiś błąd, piszcie!

Media-Taco Hemingway-Gdybyś nie istniała.

Piosenka pod spodem -White 2115 - Noc  

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Mar 31, 2018 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

In A Different LightStories to obsess over. Discover now