Czy wy też tak macie, że czujecie jak by ktoś was obserwował? Ja się tak czuje od dłuższego czasu. Dziwne, prawda? Moja matka wyjechała w sprawach służbowych, a ojciec pracuje do piątej rano, dziś wyjątkowo miał zmianę nocną.
Siedzę na kanapie w salonie i przelatuje pilotem z jednego kanału na drugi. W końcu zatrzymałam się na wiadomościach.
Groźny seryjny morderca Jeff The Killer, znowu zaatakował. Ile będzie jeszcze takich ataków? Czy policja go złapie? W między czasie puki nie zdobędziemy nowych informacji o tym mordercy, prosimy aby wszyscy zostali w domach i nie wychodzili w nocy. Ponieważ to może zagrażać życiu.
Ta, gówno prawda. Wyłączyłam telewizor, wzięłam swojego psa na smycz i wyszłam z domu. Jest godzina 19:54, więc jeszcze za wcześnie żeby ten „ Jeff The Killer " mnie zaatakował.
Poszłam z Suzi do pobliskiego parku, strasznie lubiłam w nim przebywać gdy byłam jeszcze dzieckiem.
Spuściłam Suzi ze smyczy, żeby mogła pobiegać. Pies pobiegł przed siebie, a ja za nim. Nie daleko jest ulica! Zapomniałam! Pobiegłam jeszcze szybciej za psem.
Gdy pies wszedł na ulice cudem uniknął potrącenia przez czarny samochód.
I nagle mnie oświeciło, że ja również weszłam na ulice! Spojrzałam szybko w lewą stronę i oślepiła mnie lampy samochodu. Nogi miałam jak z waty, nie mogłam się ruszyć ze strachu. A kierowca wcale nie zwalniał. Czy to mój koniec?! Zamknęłam oczy już przygotowana na śmierć.
Gdy poczułam, że ktoś mnie spycha z jezdni otworzyłam oczy. Teraz znajdowałam się na trawie, a ta osoba trzyma mnie w tali. Ma białe dłonie... Dziwne. Podniosłam z bólem głowę i spojrzałam za siebie. Za mną leżał chłopak z czarnymi włosami, białą cerą, miał chyba brudne usta od keczupu bo miał je czerwone, bluza biała też chyba od keczupu, czarne spodnie dresowe a na nogach czarne trampki. Aha! I miał na głowie kaptur więc nie mogłam za bardzo dostrzec jego twarzy.
Spojrzałam na miejsce gdzie stałam na jezdni..., auto się oni nie zatrzymało ani nic! Co to za kierowca?!
Gdy chciałam znowu spojrzeć na tego chłopaka... On zniknął. A ja nawet nie poczułam kiedy wziął swoją dłoń z mojej tali.
Wstałam, po czym wyczyściłam swoje czarne jeansy z trawy.
Zagwizdałam w dwa palce tak, żeby ten mój zwariowany pies mnie usłyszał!
- Suzi, wracamy!- krzyknęłam, a po chwili koło mojej nogi pojawiła się czarno-biała kuleczka sierści. Zapięłam jej smycz i ruszyłyśmy w stronę domu.
Po dotarciu spuściłam psa ze smyczy, którą schowałam następnie do szuflady. Zamknęłam drzwi wejściowe na klucz. Ściągnęłam ze swoich stup trampki, po czym udałam się na górę do swojego pokoju. Zerknęłam na zegar, który wskazywał godzinę 21:44. Poszłam do łazienki się przebrać. Gdy wyszłam zgasiłam światła w całym domu. Weszłam do swojego pokoju, po czym wskoczyłam do łóżka. Próbowałam jakoś się ułożyć do snu, ale nie mogłam! Raz mi było za gorąco, raz za zimno, raz za wysoko, raz za nisko, No kurde! W końcu stanęła na tym, że otworzyłam okno i opatuliłam się grubym kocem. Tak... Teraz to ja mogę iść spać.
Gdy już byłam prawie w krainie snów, usłyszałam skrzypienie okna, a ono skrzypi tylko jeśli ktoś je popchnie, a wiatr to nie mógł być.
Otworzyłam oczy po czym spojrzałam na okno, było tak jak wcześniej, ale uznałam że w pokoju jest już za zimno.
Wstałam z łóżka po czym zamknęłam okno. Odwróciłam się na pięcie w stronę łóżka, i po chwili znowu leżałam w moim ciepłym łóżku.
Zaczęłam ponownie zasypiać, gdy usłyszałam szmery podniosłam się do pozycji siedzącej. Na początku myślałam, że to Suzi się dobija do drzwi mojego pokoju, ale to nie była ona, ponieważ od strony drzwi nie było słychać żadnych hałasów. Musiało mi się przesłyszeć. Znowu położyłam się spać, ale tym razem poczułam ugięcie się łóżka, jak burza wyleciałam z tego łóżka z zamkniętymi oczami, dopiero po chwili je otworzyłam i się przeraziłam! Na moim łóżku leżał ten sam chłopak co uratował mi życie na ulicy! I ciągle ma na głowie kaptur i twarz oraz bluzę od keczupu.
- Kim ty jesteś?- w końcu się przełamałam. W odpowiedzi usłyszałam tylko jego... Psychiczny śmiech? Aha.... Okej?
- To, ty nie oglądasz wiadomości?- zapytał.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie...- powiedziałam stanowczym głosem.
Chłopak tylko westchnął.
- Jestem Jeff The Killer dla twojej wiadomości. - powiedział.
- Kojarzę twoje imię... Tylko z kąt...- zaczęłam rozmyślać z kąt znam jego imię i w końcu przypomniałam sobie słowa redaktorki. Osz ty w dupę!
Tym razem spojrzałam na chłopaka przerażonych wzrokiem. A on ściągnął swój kaptur.
- Widzę, że już sobie przypomniałaś... Świetnie!- powiedział po czym wstał z mojego łóżka. A ja uciekłam z tego pokoju. Kurde! Ja tutaj uciekam przestraszona a on idzie sobie spokojnie i się rozgląda po moim domu!
Szybko wbiegłam do kuchni po nóż i schowałam go za plecy po czym następnie się schowałam.
- Chcesz się bawić w chowanego? Dobra! To ja szukam!- krzyknął Jeff, po czym zaczął mnie szukać po całym domu. To koniec mojego nędznego życia!
Poczułam na swoim lewym ramieniu szarpnięcie a potem „ wyciągnięcie mnie z mojej kryjówki ". Żegnaj życie! Witaj niebo! Przecież ja mam nóż! Już chciała go wyciągnąć, ale chłopak był szybszy.
- Ciiii... Idź już spać...- powiedział przykładając mi nóż do gardła.
- No wiesz co. Miałam na początku taki zamiar! Ale nie! Najpierw musiałeś wejść przez okno, potem hałasować i teraz mnie ganiać po domu! Ja chce iść spać!- krzyknęłam już kompletnie nie panując nad swoim ciałem.
Jeff był zwyczajnie zaskoczony moimi słowami.
- I ty tak po prostu powiedziałaś mi to w twarz?- powiedział a we mnie uderzyła fala odwagi.
- Tak.- powiedziałam.
- Ty chyba zapomniałaś, że ja jestem Jeff The Killer... Seryjny morderca... MORDERCA.-
- Nie musisz powtarzać, bo cię usłyszałam.- już przestałam się go bać. Aż dziwne, prawda?
- A poza tym, ten seryjny morderca dzisiaj uratował mi życie.- gdy to powiedziałam chłopak się zarumienił. Wow... Pierwszy raz w życiu widzę jak seryjny morderca się rumieni.
- Wiesz co... Fajnie mi się z tobą gada..., więc dziś ci odpuszczę. Ale jeśli komuś piśniesz słówko, że u ciebie byłem to zabije twoją rodzine, ciebie, i wszystkich, których kochasz. Jasne?- zapytał.
A ja tylko pokiwałam głową, że rozumiem.
- Świetnie, to do zobaczenia małpo.- i wyskoczył przez okno.
- Nie jestem małpą!- zdołałam jeszcze wykrzyczeć, miałam nadzieje że Jeff mnie usłyszał i tak się stało ponieważ mi odpowiedział.
- Dla mnie jesteś!- i już go nie widziałam.
Nie miałam już siły iść do siebie do pokoju, więc usnęłam na kanapie w salonie.
—————————————————
No i jest 1 rozdział! Na górze macie piosenkę taką o Jefusiu😌💖
