Dzień taki sam jak zwykle. Nudny. Wstałam o 7:05 i zaczęłam się szykować do szkoły. Mam na 8:00 więc spokojnie zdążę. Wybrałam ubranie i lekko się umalowałam. Spojrzałam na siebie w lustrze i muszę przyznać, że nie wyglądałam tak źle. Czarna sukienka idealnie mnie opinała, rajtuzy w delikatny wzorek i w takim samym kolorze jak górna część outfitu też nieźle wyglądały. Do tego również czarne buty, na lekkim podwyższeniu i podchodzące pod zimowe botki, dodawały uroku. Na koniec rozczesałam moje długie brązowe włosy do pupy i zabrałam swoją torbę, wychodząc z pokoju. Za 10 minut mam autobus, dlatego tylko nałożyłam na siebie kurtkę i wzięłam klucze od domu opuszczając dom.
W szkole spotkałam moją przyjaciółkę Calisay, z którą przywitałam się przytulasem.
-Hej Ana!-powitała mnie radośnie dziewczyna i się uśmiechnęła.
-Cześć Cali.-odwzajemniłam uśmiech.-Jak tam? Coś nowego? Jakieś ciekawe informacje?-zapytałam.
Dziewczyna spojrzała na mnie tym swoim wzrokiem. Wiedziałam, że pod moją trzy dniową nieobecność coś się zmieniło. Calisay jeszcze bardziej się uśmiechnęła.
-Mamy nowego nauczyciela od angielskiego!-pisnęła, zwracając tym uwagę paru osób.
-Jezu ciszej...-uspokoiłam ją i pociągnęłam za szafki.-Nowego nauczyciela? A co z panią Watson?-
-Odeszła z powodu jakiś tam spraw rodzinnych.-blondynka wzruszyła ramionami.
-No spoko. Mam nadzieję, że chociaż jest...-
-Przystojny?-przerwała mi.-Oj dziewczyno! Jest cholernie przystojny!-
Przewróciłam oczami na jej słowa i poszłam na lekcje, bo zadzwonił już dzwonek. Ciągle mamy zmienianych nauczycieli od angielskiego dlatego mam nadzieję, że chociaż ten będzie normalny i w miarę okej. Z resztą chyba mamy teraz angielski, więc poznam go już na początku pasując sobie humor.
*
