⌠dwoje nastolatków postanawia uciec, by zacząć żyć od nowa.⌡
﴾ship główny: yoonmin﴿
﴾shipy poboczne: taekook, namjin﴿
(proszę o wyrozumiałość, pisałam to bardzo dawno temu. postanowiłam to udostępnić do dalszego czytania z lekkimi poprawkami)
Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.
◊
mimo ciemności potrafił dostrzec grubą wskazówkę, która z coraz większym trudem przeskakiwała na kolejne miejsca tarczy. zegar wydawał z siebie głośne tykanie - był już dosyć stary. jimin dostał go na swoje siódme urodziny i od tamtej pory wisiał posłusznie na ścianie ani razu go nie zawodząc. dlaczego więc dzisiaj postanowił mu dokuczać? mógł wyczuć zbliżające się rozstanie? będzie za nim tęsknił?
chłopak skarcił się w myślach za tak głupie rozwody w swojej głowie. to zwykły przedmiot, nie ma dla niego żadnego znaczenia. nie robi nic pożytecznego, oprócz mierzenia czasu. miał teraz ważniejszą rzecz na głowie, niż martwienie się o głupi zegarek. nie potrafił znaleźć w sobie cierpliwości. ręce świerzbiły go chcąc coś robić, a stopy drgały chcąc iść. poza tym sama jego natura nie pozwalała mu bezczynnie siedzieć. nigdy nie należał do osób cierpliwych, zwłaszcza kiedy chodziło o tak ekscytujące sytuacje jaka miała zdarzyć się dzisiejszej nocy.
jego rodzice jeszcze nie spali - słyszał ich przytłumione głosy z dołu. w planie chłopaka na pewno nie było potrzeby, by zwracać na siebie ich uwagę. powinien więc zachowywać się naprawdę cicho.
jego szczupła dłoń wysunęła się wprzód zapalając lampkę nocną. słabe światło w ułamku sekundy rozlało się po całym pomieszczeniu całkiem rozpraszając usypiającą poświatę księżyca. blondyn zrzucił z siebie kołdrę, a chłodny powiew owinął się wokół niego jak pętla sznura. ignorując drżenie mięśni, wyprostował się stając na równe nogi. puchaty dywanik łaskotał go w stopy przez cienki materiał skarpetek. był już ubrany, gotowy do wyjścia.
przykucnął przy brzegu łóżka wsuwając pod nie swoje dłonie. wyjął spod niego ukryte tam wcześniej buty. usiadł wygodnie na materacu schylając się, by wsunąć stopy w czarne martensy, a potem porządnie je zasznurować. kolejny raz rzucił ciekawe spojrzenie na zegar. z pomiędzy jego warg wyleciało zirytowane westchnienie, kiedy okazało się, że wszystkie te czynności zajęły mu ledwo trzy minuty. podszedł do obrotowego krzesła, stawiając ostrożnie kroki na starej, zdradliwej podłodze. zdjął z oparcia swoją ulubioną skórzaną kurtkę, chwilę później zarzucając ją na grubą bluzę z kapturem. potem znów wrócił do łóżka, wyciągając zza niego błękitny plecak. wcześniej, pod nieobecność rodziców, spakował do niego wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy.
położył go na krześle, rozglądając się po pokoju. musiał mieć pewność, że nie zostawił po sobie żadnych śladów. najpierw zajrzał do kosza na śmieci (opróżnił go dziś rano, tuż przed tym jak przyjechała wielka smieciarka). jego wzrok przesunął się na biurko. panował na nim bałagan, jak zwykle, ale nic poza tym. wszędzie leżały książki, które zdążył przeczytać podczas ostatniego szlabanu, kilka podręczników - choć były wakacje - i jego zeszyty. wszystko w porządku. bezszelestnie doszedł na drugi koniec pokoju stając przed wielką szafą. wszystkie ciuchy były na swoim miejscu, jakby godzinę temu wcale nie zabrał kilka z nich do swojego bagażu. nogawka czarnych dżinsów zwisała bezwładnie z półki, a kilka koszulek leżało opchniętych w rogu. za drugim skrzydłem na wieszakach wisiały jego kurtki i koszule. nikt kto nie był nim nie mógłby wiedzieć, że cokolwiek stąd zniknęło. w tej części planu spisał się znakomicie.