1

86 11 2
                                        

Okay. Wszystko pod kontrolą.

Tak właśnie pomyślałam kiedy zobaczyłam, że Blanche zmierza w moim kierunku. Już cisnęło mi się na język bardzo nieładne słowo. Może tylko ono by pomogło. Może to właśnie dzięki temu słowu istniałam w tym momencie. Dziewczyna była coraz bliżej. Już widziałam jej jadowite oczy i rudą grzywkę opadającą lekko na czoło. Idealna. To wyrażenie, które miała w zwyczaju mówić wszystkim i wszędzie. Idealna. Nawet w moich myślach brzmiało to pięknie. Wspaniały opis Blanche.

Sama się sobie dziwię dlaczego poświęcam jej tyle uwagi. Nie powinnam. Szkoda czasu. Przynajmniej tak twierdzi Collins. Wiem, że ma rację, ale łatwo jest to mówić komuś obcemu, kiedy samemu ma się z tym duży problem. Problem z myśleniem.

- Zrobiłaś prezentację? - zapytała najbardziej kąśliwym głosem, na jaki było ją stać.

- Zrobiłam - próbowałam zachować resztki spokoju. Jestem opanowana. Jestem opanowana.

- Ohh, więc widzimy się wkrótce - po czym odeszła kołysząc biodrami jak modelka Victoria Secret. Wzrost, figura, twarz, włosy, skóra. Zawsze wygląda jak z okładki jakiegoś magazynu. Ale ja jej nie zazdroszczę. Wiem, że robią to wszystkie dziewczyny w naszej szkole. Ale ja nie. Wiem, że ona też ma problemy. Nawet jej współczuję. Nie chciałabym mieć takiego życia jak ona. Blanche to przecież idealna.

Dosyć. Mówię sobie po raz kolejny. Wszystko pod kontrolą. Ruszam z miejsca i idę korytarzem w stronę pracowni biologicznej. To jedyna sala, która wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Biologia to zdecydowanie mój przedmiot. Niestety Blanche chce być perfekcyjna, więc nie pasuje jej, że ktoś może być lepszy. A może być. Zdecydowanie. Wszystko pod kontrolą.

Otwieram drzwi i czuję powiew wiatru. Całkiem przyjemny jak na jesień. Znowu są otwarte okna, a ja siedzę na końcu klasy. Trochę się boję, że mnie przewieje, ale przeżyję. Jest dopiero drugi miesiąc szkoły, a ja mam wrażenie, że już dawno powinniśmy ją skończyć. Źle się w niej czuję. Bardzo nieswojo. Siadam w wolnej ławce. Jace jeszcze nie przyszedł. Szkoda, on zawsze wie jak poprawić mi humor. Otwieram książkę i czekam na początek zajęć.

-Lily - to Jace. Jednak przyszedł na czas. Spoglądam na zegarek i zdaję sobie sprawę, że przysnęłam nad lekturą. Patrzę przed siebie i widzę triumfujący uśmieszek Blanche. Tylko nie to. Tylko nie dzisiaj. A jednak. Widzę jak Pani Jenkins dziękuje jej za projekt i zaczyna kierować głowę w moją stronę. Dzwoni dzwonek. Wszystko pod kontrolą.

- W porządku? - Jace trąca mnie w ramię – Bo wiesz, że zawsze możemy skoczyć do parku po lekcjach.

- A czy kiedykolwiek było tak naprawdę w porządku? - prawie na niego krzyczę. Patrzy na mnie oszołomiony, ale nie wybity z równowagi.

- Czyli park. Dzisiaj o 16. Tam gdzie zawsze - po czym odchodzi. Zdaję sobie sprawę, że nawet nie przeprosiłam. Czy dalej mam wszystko pod kontrolą? Tak. To tylko jedna wpadka. W porządku.

O nie. Kręci mi się w głowie. Jestem już koło szafek, zostało mi parę metrów do wyjścia. Do świeżego powietrza. Ciemność. Nic nie widzę, jedynie czuję jak się na kogoś zataczam. Chyba coś krzyczę, ale nie jestem pewna. Nie mówię nic więcej i prawie biegnę do wyjścia. Przynajmniej tak mi się wydawało. Ale to chyba nie jest prawda. Ktoś trzyma rękę na moich plecach. Jest duża i ciężka. Pcha mnie szybko w stronę drzwi. Gdy do mojego wnętrza wpływa tlen, gdy czuję na skórze delikatny wiatr otwieram oczy i już nie ma ciemności. Świat nabiera kolorów. Nie patrzę za siebie, lecz teraz naprawdę zaczynam biec. Biegnę, aż docieram na przystanek. Chcę się zatrzymać, ale nie potrafię. Biegnę więc na drugi. Przypominam sobie o kostce. Cholernie boli. Dopiero wtedy moje kończyny zaczynają mnie słuchać. Patrzę na nadjeżdżający autobus. Jeszcze nie wiem gdzie jedzie, ale za chwilę sprawdzę. Najwyżej potem się przesiądę.

Jednak nie ma takiej potrzeby. Siadam na pierwszym wolnym siedzeniu i zaczynam się zastanawiać, który to już raz zdarzyło mi się coś takiego. Niestety było tego dość sporo. Mniej więcej raz w miesiącu od co najmniej roku, tracę trochę swojej świadomości i mój świat zaczyna wirować. W takich chwilach przez dość spory czas widzę ciemność i pustkę, której nie mogą wypełnić nawet moje myśli. Czasem zastanawiam się nad tym, co by było gdybym zachowywała się jak moja siostra. Mam wrażenia, że ona należy do gatunku ludzi stąpających mocno po ziemi. Wie co potrafi i jak się zachować. Myślę często nad tym, jak bardzo trzeba akceptować siebie, by całkowicie znać swoje wady i zalety. By wiedzieć, że życie należy do mnie.

************************************
Witam w mojej książce. Dopiero zaczynam, więc proszę piszcie o swoich zastrzeżeniach itd. A jeśli wam się podobało to również dajcie mi znać. Dziękuję i trzymajcie kciuki!

Ze śmierci do życiaStories to obsess over. Discover now