Rozdział 1

75 3 0
                                        

Rzuciłam plecak na komodę i zdjęłam buty, z zamiarem ciśnięcia ich gdzieś w kąt, jak to zawsze robiłam.

-Schowaj je do półki i zabierz plecak do pokoju!- doszedł mnie głos najprawdopodobniej z biura rodziców.

-Po co? I tak zaraz wychodzę.- stwierdziłam z irytacją ale mimo wszystko wrzuciłam niedbale buty na miejsce i podniosłam zniszczony już plecak.

-Nigdzie nie idziesz- z gabinetu wyszedł James. Przeczesał swoje gęste, jasne włosy, które mimo jego wieku nie siwiały i chyba w najbliższym czasie nie miały tego w planach. Zmarszczył nos, przez co na jego twarzy pojawiło się więcej zmarszczek. Odpowiedziałam mu zwykłym wzruszeniem ramion. Nie miałam zamiaru zostawać w domu, kiedy na dworze świeciło słońce. Tym bardziej, że pogoda w Sydney ostatnio była deszczowa. Był to jeden z nielicznych dni gdy nie było za ciepło, ani za zimno. Było idealnie. Skierowałam się w stronę schodów- Nie rozumiesz? Nigdzie nie idziesz. Zostajesz w domu Lisa.

-Podaj mi jeden powód, dla którego mam zostać i gnić w czterech ścianach?

-Przychodzą goście, więc z łaski swojej, nie pyskuj i idź się przebrać. Dotrą za dwie godziny.

Miałam dwie godziny zanim nie zacznę udawać, zanim wszyscy nie zaczną udawać. Grać nie swoje role i zgrywać perfekcyjną rodzinę, którą nigdy nie będziemy.

-Lisa, słońce- zerknęłam na stojącą w drzwiach matkę- Bądź dziś grzeczna, proszę.- widziałam w jej oczach zawód. Jakby żałowała swojej decyzji sprzed czterech lat

-Będę się starać.- rzuciłam na odczepkę

-Powtórz, co masz mówić, jeśli zapytają gdzie byłaś dotychczas.

-Że w wieku siedmiu lat wysłano mnie do Stanów na wymianę, ze względu na to, że byłam jednym z mądrzejszych dzieci.- wyrecytowałam z pamięci i odwróciłam się do niej plecami. Nie chciałam, by widziała, że przewracam oczami. Takie zachowanie działało na nią jak płachta na byka.

-Bardzo dobrze- słyszałam jej zadowolony głos. Jakby była dumna, że udało jej się wytresować zwierzę- Przyjdzie z nimi ich syn. Jakby o coś cię pytał, odnośnie twojej przeszłości to zacznij kręcić, ale tak wiarygodnie. Nie przynieś nam wstydu.- odwróciłam się do niej. Mrugnęła do mnie i wyszła, zamykając za sobą drzwi. Gdy była wystarczająco daleko, dałam upust emocjom, wyżywając się na poduszce. Jako adopcyjne dziecko powinnam się cieszyć, że ktoś mnie wziął. Tym bardziej, że trafiłam na zamożną i porządną rodzinę. Szkoda tylko, że znudziło im się wychowywanie jakieś pół roku temu.

Usłyszałam szmer na dole. Zerknęłam na zegarek, który wskazywał równo godzinę odwiedzin wujków. Rzuciłam książkę gdzieś na podłogę, nie mając czasu by odłożyć ją na miejsce. Zeskanowałam swój ubiór, załamując się jeszcze bardziej. Znoszony dres i stara podkoszulka nie nadawały się na rodzinną kolacje. Zaczęłam pospiesznie przeszukiwać szafę, szukając czegoś odpowiedniego. Moje serce biło co raz szybciej gdy głosy stawały się głośniejsze. Musieli przejść do salonu, w którym zaraz ma być podane jedzenie. Matka najpewniej już wyrywa sobie włosy i próbuje zagadać gości grając na czas, a w głowie planuje jak mnie zabić za spóźnienie.

-Lisa, kochanie zejdź na dół!- przed oczami stanął mi jej niezręczny uśmiech. Nie mogąc nic lepszego znaleźć założyłam czarną spódnice i pogniecioną koszule w kratkę.

Schodząc po schodach zawiązałam niechlujnie kucyk. W domu panowała zasada, że przy jedzeniu nie można mieć rozpuszczonych włosów. W takim oto stanie wpadłam do salonu. Podbiegłam do stołu z zamiarem zajęcia swojego miejsca. Niestety przez rajstopy i wypolerowane panele wpadłam na mebel. Nie mogąc utrzymać równowagi złapałam za biały obrus i pociągnęłam go za sobą na ziemie. Koło mnie pospadały białe talerze i srebrne sztućce. Automatycznie zamknęłam oczy. Słyszałam tylko trzask i rozpryskiwanie się salaterek. Otworzyłam powoli pierwsze oko obserwując otaczający mnie bałagan. Dobrze że jedzenie nie było jeszcze podane. Bałam się spojrzeć w oczy rodzicom.

Broken Promises || A.I.Stories to obsess over. Discover now