Brunet usiadł na granatowym krześle, które niebezpiecznie zatrzeszczało. Był idealnie na czas, jednak zdawał sobie sprawę z tego, że zawsze jest lekkie opóźnienie.
Postanowił, że nie będzie myślał o swoim zdrowiu. Musiał chociaż na sekundę odciążyć i tak już przeciążony umysł.
- Przepraszam, mógłbym usiąść obok? - przed Calumem pojawił się chłopak z plastikowym kubeczkiem napełnionym do połowy wodą, który po skinięciu młodszego opadł ciężko na krzesło.
- Ashton - chłopak wyciągnął dłoń do młodszego, a ten wymamrotał ciche "Calum" potrząsając dłonią dwudziestolatka. - Długo czekasz? - każdy sposób na rozpoczęcie rozmowy jest przecież dobry.
- Dopiero przyszedłem, ale chyba będę musiał jeszcze długo poczekać. A ty?
- Gniję w tej poczekalni już prawie godzinę - Ashton westchnął teatralnie i chociaż przez jakiś czas chłopcy nie odzywali się już do siebie, Calum naprawdę poczuł lekką sympatię do starszego.
Blondyn zamknął oczy odchylając głowę do tyłu i rozprostował swoje długie nogi. Calum dopiero teraz mógł dokładnie przyjrzeć się chłopcu.
Jego jasne loki pomimo bordowej bandamki opadały niesfornie na czoło. Na mocno zarysowanej szczęce można było dostrzec kilkudniowy zarost. Miał na sobie szarą koszulkę z logiem najlepszego na świecie zespołu i czarne jeansy z lekkim rozcięciem na kolanach. Wyjątkowo trafne połączenie.
- Więc, um... - brązowawe oczy Ashtona otworzyły się na dźwięk głosu chłopaka.
- Lubisz AC/DC? - Cal wskazał na koszulkę starszego.
- Kocham ich, są przecudowni! - w ślepiach Ashtona pojawiły się jasne iskierki, a ich źrenice rozszerzyły się i może to dosyć głupie, ale Calum pomyślał, że to on chciałby wywoływać taką reakcję u młodego mężczyzny.
Bo Calum wierzył w miłość, wierzył, że kiedyś spotka kogoś i zakocha się bezpowrotnie w jego oczach, w sposobie, w którym przygryza on wargę i w każdym najmniejszym geście, który wykonuje. Wierzył, że kiedyś będzie w stanie poświęcić ostatni kawałek pizzy i tę bardziej miękką poduszkę, byleby tylko zobaczyć uśmiech na czyjejś twarzy; że spotka kogoś i to po prostu w niego uderzy.
I może to olbrzymi uśmiech uderzył w Caluma, a może po prostu olbrzymia nuda, ale pozwolił starszemu opowiadać o tych wszystkich rzeczach, obserwując jak ten zawzięcie gestykuluje.
Rozmawiali o wszystkim, o muzyce, o ulubionej pizzy, a nawet o marzeniach i sensie życia. I dopiero słowa pielęgniarki nawołujące starszego z nich wyrwały ich z małego, kolorowego świata, w którym spędzili ostatnie kilkadziesiąt minut.
Ashton wstał podążając za kobietą w białym, służbowym stroju uśmiechając się delikatnie do Caluma. Wszedł do gabinetu witając się z lekarką i usiadł na krzesełku postawionym idealnie naprzeciwko tego, na którym siedziała starsza kobieta w okularach z grubymi szkłami.
- Nie mam dla Pana dobrych wieści, Panie Irwin - spojrzała na chłopaka spod szkieł współczującym wzrokiem - Niestety bada... - kobiecie nie było dane dokończyć.
- Niech mi Pani po prostu powie co mi jest, chcę znać po prostu nazwę
- Stwardnienie rozsiane - oczy chłopaka zaszły łzami, a umysł przestał rejestrować słowa kobiety.
Po dłuższej chwili wyszedł z gabinetu mijając zaskoczonego Caluma z zapisanym na karteczce numerem telefonu.
- Przepraszam, ale nie mogę - oczywiście, że mógł, po prostu nie chciał żeby Calum cierpiał przez kogoś takiego jak on. Jednak Cal chciał cierpieć, tylko i wyłącznie przy jego boku, bo jeżeli coś Cię uderza, to musisz wiedzieć dlaczego.
Dlatego chłopak obiecał sobie, że znajdzie starszego za wszelką cenę i dowie się czy warto rezygnować dla niego z miększej poduszki.
Czy znalazł? Zapytajcie niewygodnej poduszki, na której sypia.
《To be continued... Maybe》
Siano i Słoma 💕
YOU ARE READING
I'll find you || Cashton ||
FanfictionGdzie chłopcy spotykają się w poczekalni 🚫oneshot🚫
