Prolog

338 24 21
                                        

  Hej. Jestem Elizabeth Johnson. Mam 17 lat. Wszyscy mówią, że właśnie to ten wiek, w którym nastolatkowie czują się na tyle dorośli i uważają, że mogą robić już naprawdę wszystko. Ja chyba w części zaliczam się do tych osób.

Mieszkam razem z tatą w Kanadzie. Dokładnie w Toronto. Kocham to miasto. Tylko tutaj czuję się naprawdę jak w domu. Czasami zastanawiam się jak to mieszkać, gdzie idziej. Z daleka od tego tłoku...

  Eh, pewnie dokładnie to pomyślała sobie moja matka, która uciekła ponad dziesięć lat temu do małego państwa w Europie. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć czemu to zrobiła... Po prostu wyjechała. Bez słowa wytłumaczenia.

  Wieczorem położyliśmy się spać, a rano już jej nie było. Nawet nie zostawiła żadnego listu. Nienawidzę jej. Tata także jej nie wybaczył. Widzę w jego oczach smutek, kiedy w towarzystwie rozmowa schodzi na jej temat. Ojciec nie wspomina jej i przez to nawet nie pamiętam jaka była...

  Jedyne, co zostało mi w pamięci to to, że miała cudowny głos. Uwielbiała śpiewać i zawsze marzyła, żeby zostać prefesjonalną piosenkarką.  Pisała nawet swoje teksty. Pamiętam, że co wieczór śpiewała mi na dobranoc... Gdy uciekła zabrała wszystko ze sobą oprócz jednej rzeczy. Swojego notatnika. To tam zapisywała wszystkie swoje teksty. Nie mam bladego pojęcia czemu go zostawiła. Zapomniała? Chciała mi go podarować? Pewnie już nigdy się nie dowiem...

Czasami myślę sobie, że teraz już nie chciałabym, żeby wracała. Zepsułaby wszystko. Moja rodzina to teraz głównie tata. Ona przestała być dla mnie prawdziwą matką i częścią mojej rodziny, gdy wyjechała.

  Mój tata zawsze mi powtarzał, że jestem jego "małą piękną księżniczką" i inne tego typu przezwiska. Może to dlatego niektórzy mi mówią, że jestem zbyt pewna siebie. Za mało skromna. Nie zwracam na to większej uwagi. Kiedyś bywało tak, że płakałam przez całą noc, bo ktoś mnie przezwał. Po wyjeździe mamy chyba stałam się twardsza. Starałam się nie myśleć o tym, co inni o mnie myślą.

Jednak nadal boję się jednej rzeczy - porzucenia. Tak jak zrobiła to moja matka. Boję się dopuścić do siebie kogokolwiek. Nie mam zamaru przeżywać tego wszystkiego jeszcze jeden raz. A wracając do "małej pięknej księżniczki" to mój tata do dzisiaj mnie tak nazywa. No dobra, może bez "mała" i "piękna", ale jednak nadal jestem jego księżniczką. Gdy opowiadałam to pierwszy raz mojej najlepszej przyjaciółce - Veronice wybuchła głośnym śmiechem, a później powiedziała, że to naprawdę urocze. No nawet.

Z Veronicą znam się od kilkunastu lat. Gdy byłyśmy małe, nasi rodzice zawsze się spotykali. Myślę, że nadal mój tata ma z rodzicami Ver dobry kontakt. Kiedyś cholernie jej zazdrościłam. Ma pełną rodzinę, świetnie się uczy i jest naprawdę ładna. Ma złote włosy i niebieskie oczy. Zawsze powtarza, że "to co ma na głowie to siano" w dodatku ma "taki beznadziejny odcień"... Wiecie co? Jak teraz o tym tak myślę to chyba nadal jej zazdroszczę. Ona jest cudowna, a ja co? W porównaniu z nią jestem nijaka.

  Mam ciemno brązowe włosy. Lekko się kręcą. Czasami staram się je prostować, ale i tak z upływem godzin znowu stają się takie jak wcześniej. Sięgają mi dużo za ramiona. Moje oczy mają odcień brązu. Wujostwo zawsze mi mówi, że są identyczne jak u mojej mamy. Szczerze mówiąc to wolałabym nie być podobna do mojej rodzicielki. Jednak rzecz, która najbardziej mi się w sobie podoba to zdecydowanie dołeczki. Kiedy szeroko się uśmiecham lub śmieję pojawiają się na bokach moich policzków. Tata zawsze mówi, że jest to bardzo urocze. Mam około stu sześćdziesięciu pięciu centymetrów wzrostu. Chciałabym być wyższa eh.

Kocham moje życie i wydaję mi się, że jestem w nim naprawdę szczęśliwa. Mimo wszystkich ran, które zadała mi matka...
 
***
Hejka.
To dopiero moja pierwsza praca na Wattpadzie.
Mam nadzieję, że nie zrazicie się początkiem. Niedługo się rozkręci. Obiecuję.

New RulesStories to obsess over. Discover now