{Anthony}
Naprawdę nie spodziewałem się, że Lottie zdobędzie się na tak śmiały krok. Już kilka lat staraliśmy się o drugie dziecko, jednak z marnym skutkiem. Nie myślałem, że zdecyduje się na adopcję. Chyba naprawdę zależało jej, by powiększyć naszą małą rodzinkę, a ja nie potrafiłem jej tego odmówić. Była moim oczkiem w głowie. Znaliśmy się praktycznie całe życie. Zaczęło się od przyjaźni z piaskownicy, a zakończyło na obecnym stanie. Mamy razem 20-letniego już syna, duży dom, a i pieniędzy nam nie brak. Odziedziczyłem po ojcu niezłą fortunę. Szkoda, że zmarł tak prędko. Zajechaliśmy na miejsce od razu po obiedzie. Właściwie nie wiedziałem, czego się spodziewałem. Budynek nie wyglądał na zbyt zadbany. Właściwie, był w koszmarnym stanie i chyba nie tylko ja to zauważyłem, bo żona stojąca tuż obok mnie miała podobną minę do mojej. Jak w takim miejscu można trzymać dzieci. Otworzyłem ciężkie drzwi przepuszczając kobietę przodem, jak na dżentelmena przystało. Właściwie środek wyglądał zdecydowanie lepiej, choć i tak zdzierająca się już tapeta i sufit z plamami po przeciekach wody, nie były zbyt zachęcające. Kobieta siedząca za biurkiem wskazała nam drzwi, do których mamy się udać. Już wcześniej zapowiedziałem przez telefon naszą wizytę, więc nie zdziwiłem się, jak już na wejściu przywitała nas jedna z opiekunek, radosnym tonem głosu. Dzieci były ubrane elegancko, jakby przygotowane były specjalnie na naszą wizytę. Poza jednym. Młody i wychudzony chłopak siedział przed sztalugą skupiając się na swoim dziele. Ubrany był w za duży, biały podkoszulek, który ledwo co okrywał jego klatkę piersiową. Jedno z ramiączek opadało bezwładnie kilka centymetrów nad jego łokciem. Do tego przyciasne jeansy, jakby o parę rozmiarów za małe, podarte na kolanach. Zarówno dłonie, jak i twarz miał ubrudzone różnymi kolorami farby. Przeważały jednak odcienie błękitu i zieleni. Jego czarne kosmyki układały się w różne strony świata, a niebieskie oczy miały bardzo intensywny kolor. Zapatrzony w chłopca, nawet nie zauważyłem kiedy Charlotte zniknęła mi z pola widzenia. Jej nigdzie nie można było wpuścić. Od razu czuła się jak u siebie. Zacząłem szukać jej wzrokiem, aż zauważyłem, że zapoznaje się z jedną z dziewczynek, mniej więcej w wieku 10 lat. Podszedłem do niej i ułożyłem dłoń na jej ramieniu. Po chwili nachyliłem się do jej ucha i wyszeptałem kilka słów. Podniosła się nagle i spojrzała w stronę chłopca, o którym jej powiedziałem. Właśnie trzymał w ustach drewnianą końcówkę pędzla, lekko ją przygryzając. Widocznie nad czymś bardzo intensywnie rozmyślał. Nie zdążyłem nawet zareagować, kiedy Lottie ruszyła w jego kierunku. Spojrzała na płótno, które przed sobą trzymał i uśmiechnęła się. Dawno nie wiedziałem u niej tak bardzo prawdziwego uśmiechu. Od razu ruszyłem w ich kierunku i położyłem dłoń na ramieniu ukochanej. Chłopiec rysował łąkę, ale nie byle jaką. To była nasza łąka. To tam zawsze zabierałem Charlotte, gdy rodzice zabraniali nam się spotykać.
- Skąd znasz to miejsce? – zapytałem i nachyliłem się w kierunku chłopca z uprzejmym uśmiechem. On przez chwilę się zawahał, jednak nie musiałem czekać zbyt długo na odpowiedź.
- Śniło mi się dzisiaj... Byliście tacy szczęśliwi – powiedział i spojrzał w moim kierunku. Jego niebieskie oczy jakby zabłysły, wpatrując się we mnie intensywnie. Wyglądał, jakby potrafił wyczytać wszystko z mojej twarzy. Każdą, nawet najmniejszą informację. Nie ważne jak bardzo starałbym się ją zataić. Przygryzłem lekko wargę i poklepałem go po głowie. Po chwili stanąłem na równych nogach i odwróciłem się w kierunku żony, by zamienić z nią kilka słów. Ona wciąż wpatrzona była w obraz przed sobą. Jak zahipnotyzowana. Jakby zobaczyła właśnie coś, co nie powinno mieć prawa bytu. I właściwie tak właśnie było. Odciągnąłem ją na moment za ramię gdzieś w bok.
- Co on nim sądzisz? – zapytałem starając się skierować jej spojrzenie w swoim kierunku.
- Jest... sama nie wiem. Wydaje się być miły. – rzekła jakby nie mając innego pomysłu na przypisanie mu jakiejkolwiek cechy. Miły? I z czego niby to wywnioskowała? Wiedziałem, że wypadałoby się jeszcze nad tym wszystkim zastanowić. Podejmowanie bezmyślnych decyzji nie było najlepszym pomysłem. Jednak przy tym chłopaku nic nie zdawało się być racjonalne.
YOU ARE READING
Chodź, pomaluj mój świat
Short StoryCo takiego może skrywać zwykły chłopiec z sierocińca? Czy tym razem odnalazł swój wymarzony dom? A może kolejny raz zostanie porzucony?
