prolog

10 2 0
                                        

Wyjąłem z paczki jednego papierosa i wsunąłem go między wargi. Odnalazłem w kieszeni spodni jeszcze zapalniczkę i podpaliłem koniec rulonu. Z moich ust wypłynął szary dym, a ja od razu poczułem się lepiej.

Oparłem się o balkonową barierkę, z której zielona farba już dawno zaczęła schodzić i spojrzałem na rozpostarte przede mną miasto oraz różowe niebo wiszące nad nim. Mieszkanie na dziewiątym piętrze miało swoje plusy, chociażby była nim możliwość oglądania zachodów słońca z góry.

Wiatr muskał końce moich zmierzwionych włosów, gdy zwróciłem głowę w dół i popatrzyłem na odległy chodnik. Zaciągnąłem się ponownie papierosem, jednak uporczywa myśl nie zniknęła i nękała mój umysł coraz natarczywiej, choć wiedziałem, że nie mam aż tyle motywacji, aby ją z niego wyrzucić.

Co by się stało, gdybym po prostu położył stopy na barierce i zrobił krok do przodu?

Ciekawość męczyła mnie bardziej niż pulsowanie pod czaszką czy głód nikotynowy. Przecież nie będę wiedzieć, jeśli sam tego nie spróbuję. Nikt mi nie powie, co mnie czeka po drugiej stronie. Jeśli oczywiście cokolwiek czeka.

Lecz nagle przed oczami pojawił mi się obraz znajomej twarzy i jej spokojny wyraz mówiący, że to jeszcze nie czas, żebym ze sobą kończył.

- Kurwa – mruknąłem pod nosem. Dopaliłem papierosa i zniknąłem ponownie w budynku.

d. // alladontStories to obsess over. Discover now