darlene pov
Wyszłam i zamknęłam drzwi wyjściowe na klucz. Jest dziewiąta wieczorem, a ja, o ile mam czas, idę na, właśnie, wieczorny spacer. Uwielbiam takie. Wtedy jest cicho i mało ludzi.
Założyłam buty i bluzę, a słuchawki podłączyłam do telefonu, włączyłam muzykę, wkładając je do uszu. W końcu skierowałam się do parku.
Brak ludzi.
Może to zabrzmieć dziwnie, ale miły widok.
Mijałam drzewa, ławki i na jednej postanowiłam usiąść. Oparłam się, ale długo nie odpoczęłam, bo usłyszałam wibracje i to na pewno nie mojego telefonu. Zaczęłam się rozglądać i w końcu zajrzałam pod ławkę.
-O cholera-szepnęłam. W trawie leżał Iphone i to chyba jeden z najnowszych. Niepewnie go podniosłam. Na jego ekranie widać było, że dzwoni ktoś podpisany 'Mikaela'. Nawet się nie zastanawiając, nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
-Halo?-odezwał się kobiecy głos w telefonie. To chyba jasne, że żaden mężczyzna nie nazywa się Mikaela.
-Um...Tak? Nazywam się Darlene, znalazłam ten telefon...
-Oh, całe szczęście. Jestem Mikaela Puth-skądś kojarzę nazwisko.-Mój brat go zgubił, możemy go odzyskać?
-Tak, jasne. Jestem w parku na Sunshine street, przyjedziecie?
-Dzięki, zaraz będziemy-szybko się rozłączyła, a ja powróciłam do mojej wcześniejszej pozy i czekałam na nią. Ewentualnie na nich. Spojrzałam się na telefon.
Nie powinnam.
Ale chcę tylko zobaczyć co ma na tapecie, może mnie nie pobije?
Włączyłam go i wyświetliła się tapeta z niedużym psem, a potem ma hasło, normalne. Wyłączyłam go i zrobiłam to w dobrym momencie, bo zobaczyłam nadjeżdżający samochód. Podniosłam się z siedzenia i ruszyłam w ich stronę. Gdy stanęliśmy bliżej siebie, zorientowałam się skąd znam nazwisko.
Proszę państwa, przede mną stoi sam Charlie Puth! W sumie nie sam, bo z nim jego siostra, ale pomijając to, ten cały gwiazdor tu jest. To źle, że zbyt specjalnie go nie lubię? Czemu taka gwiazda gubi telefon w parku?
-Darlene?-zapytała, a ja kiwnęłam głową.
-Jestem Mikaela-wyciągnęła do mnie rękę, a ja ją uścisnęłam. Brunetka wydawała się być naprawdę wesołą osobą.
-Charlie-przedstawił mi się, z gestem jak jego siostra, co powtórzyłam i wręczyłam mu ten nieszczęsny telefon.-Nic nie chcesz za to?
-To normalne, że jak ludzie coś gubią, to później się im to oddaje.
-Nie zawsze-skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-A jednak.
Delikatnie uniósł brwi. Tak w ogóle, co mu się w jedną z nich stało? Należy do jakiejś sekty?
-A może cię podrzucić?-Mikaela wpadła na pomysł.
-Naprawdę nic za to nic potrzebuję, dzięki-uśmiechnęłam się.
-To ja powinienem dziękować-przybliżył się do mnie i mnie przytulił. Trochę się zdziwiłam, ale odwzajemniłam uścisk, może jest wdzięczny.
-Ja już idę, pa!-po raz kolejny się do nich uśmiechnęłam i zawróciłam.
-Dzięki jeszcze raz!-krzyknął chłopak. Chciałam się odwrócić i mu pomachać, ale nagle coś małego przeleciało mi przed oczami. Normalną reakcją było cofnięcie się, i równie normalne było to, że w parku leżała dość duża gałąź, na którą wpadłam. Może trochę nienormalne było to, że równo z cofnięciem się, nadepnęłam na tą gałąź. (czego się nie spodziewałam)Tak, że moja prawa noga wykrzywiła się w dziwny sposób, a ból natychmiast rozszedł się w okolicach kostki, aż się za nią złapałam.
Tak oto, proszę państwa, bardzo zdolna i rozważna Darlene kończy z obolałą kostką przy rodzeństwie jej ukochanego piosenkarza! A wy jak się bawicie? Bo w moja stronę rzuciło się właśnie to rodzeństwo! Szampańska zabawa.
-Darlene, wszystko w porządku?-Mikaela złapała mnie za ramiona, pomagając wstać.
-Oprócz tego, że mam ochotę sobie odrąbać kostkę, to całkiem nieźle, dzięki-wstałam i oparłam ciężkość ciała na lewej stopie, przy okazji otrzepując się.
-Teraz to na pewno nie będziesz się sprzeciwiała z podwózką-Charlie się szeroko uśmiechnął. Aż tak go bawi mój upadek?
-A co jeśli?-chciałam założyć po raz kolejny ręce na piersi, ale coś mi nie wyszło ze względu na to, ze kostka ciągle boli przy większości ruchów.
Podniósł brwi na moje pytanie, a ja zrobiłam to samo.
-Tylko głośno nie krzycz-uprzedził, w sumie nie wiem przed czym. Lecz zaraz się dowiedziałam, bo podszedł do mnie bliżej i delikatnie uniósł. Po prostu mnie wziął, podniósł i się obrócił. I przy okazji chyba pożegnał się z siostrą, ale po co? Wracając do dźwigania mnie, cóż za macho.
-Dobrze się czujesz? Sama bym doszła do tego samochodu-musiałam mu zawiesić ręce na szyi, bo kompletnie nie miałam pojęcia co z nimi zrobić.
-Doszłabyś?-zaśmiał się.
-Ugh, ile ty masz lat?-prychnęłam na jego zboczony komentarz.
-Mam dwadzieścia pięć lat-powiedział powoli i dumnie. Myślałam, ze jest młodszy. Przynajmniej wygląda.
-Mam tylko dwa lata mniej, nie musisz mówić do mnie jak do małego dziecka-przewrócił oczami. Co najmniej aha. -A gdzie zniknęła twoja siostra?-zapytałam, bo jakoś droga się dłużyła.
-Pobiegła do przyjaciółki, jakieś tam babskie wieczoryblablabla-w końcu postawił mnie przy samochodzie i otworzył mi drzwi. Podziękowałam mu skinięciem głowy i wsiadłam, co on zrobił również.
Włożył klucze do stacyjki, ale nie odpalał samochodu, tylko na mnie spojrzał.
-Gdzie twój zamek, księżniczko?
-Ty tak serio, czy naprawdę taki głupi jesteś?-zapytałam go, kręcąc głową.
-Przepraszam-powiedział i odchrząknął.-Czy jaśnie panienka zechce mnie powiadomić, gdzie panienka mieszka? Nie wykorzystam tych informacji przeciwko panience, chcę tylko panience się odpłacić-mówił 'głębokim' głosem, a ja wybuchnęłam śmiechem. 'Panienka' w jego ustach brzmi tak głupio. On widząc moją reakcję również się zaczął śmiać.
-Trzecia rezydencja na Greenlight street, lokaju-zapięłam pas.
-Lokaju? Już mnie wykorzystujesz?-teatralnie się oburzył i też go zapiął.
-Już? Planowałeś to, żebym cię wykorzystywała?-wywrócił oczami, nic mi nie odpowiedział, starając się ukryć uśmiech. Spojrzałam się na niego, gdy chyba chciał włączyć radio. Nagle w samochodzie rozbrzmiały dźwięki pianina, a zaraz ktoś zaczął śpiewać wysokim głosem. Zorientowałam się, że to See you again, kilka razy to słyszałam w radiu.
-To twoje?-zapytałam od razu.
-Oh, a już myślałem, że nie wiesz, że jestem piosenkarzem-wjechał na ulicę.
-Spokojnie, znam tylko twoje dwie piosenki-zaśmiałam się.
-Teraz wyszło na to, że mnie nie lubisz-spojrzałam się na niego. Ups? Wydało się?
-Nie moje klimaty-trochę nerwowo się uśmiechnęłam, ale on tego nie zauważył, bo był skupiony na drodze.
-Oh-kurwa, jeszcze raz powiesz 'oh', to cię trzasnę.-a co jest w twoim klimacie?
-Queen-odpowiedziałam natychmiast.-I tak, żyje ubolewając, że urodziłam się dwa lata po śmierci Freddiego-wytarłam nieistniejącą łzę na moim policzku.
-Ja urodziłem się w tamten rok.
-No, skoro pochwaliłeś mi się swoim wiekiem wcześniej, a ja z matmy nie jestem aż taka zła, to sobie nawet policzyłam-zaczęłam się śmiać, a on dołączając się do mnie włączył 'Don't stop me now'.
_ _ _
ESTÁS LEYENDO
lost phone | charlie puth // ZAWIESZONE
Fanfiction-Nic nie chcesz za to? -To normalne, że jak ludzie coś gubią, to później się im to oddaje. -Nie zawsze-skrzyżował ręce na klatce piersiowej. -A jednak. - - - Darlene, która niezbyt obraca się w dzisiejszej muzyce, która wiele spraw ocenia z g...
