-Wiesz, dlaczego tu jesteś?
Słońce przebijało się przez kraty w oknach malując na podłodze symetryczne wzory. Cały gabinet wydawał się mniej ponury kiedy oświetlały go promienie słońca. Nawet masywne biurko, za którym siedział doktor Rouge wydawało się mniej groźne, o ile meble kiedykolwiek mogły być groźne. Ściany obite ciemną tapetą w paski komponowały się z odrapaną podłogą. Klepki w niektórych miejscach niesamowicie trzeszczały kiedy ktoś na nie nadepnął. Jedna ze ścian była całkowicie zapełniona książkami – głównie naukowymi, w końcu był to gabinet doktora. Przy drzwiach gabinetu stało dwóch pielęgniarzy gotowych na wyprowadzenie pacjentki znajdującej się na przeciw doktora, gdyby ta zaczęła sprawiać kłopoty.
-Zapytałem czy wiesz dlaczego tu jesteś. – Rouge zaczynał się niecierpliwić.
Jak na lekarza był dosyć porywczy. Łatwo było go rozwścieczyć. Wystarczyły małe rzeczy. Tak jak teraz wystarczyło by musiał powtórzyć pytanie i można było zobaczyć pulsującą żyłkę na jego czole. Jeden rzut oka na doktora wystarczał by stwierdzić, że jest to człowiek twardy i z zasadami. Jego wygląd na to wskazywał. Twarz miał pociągłą, z wystającymi kośćmi policzkowymi. Ciemne oczy siedziały niepokojąco głęboko, a krzaczaste brwi sprawiały, że cała twarz doktora wydawała się być twarzą samej kostuchy. Pacjenci na oddziale właśnie tak go nazywali - Kostuchą. Była to też zasługa jego sylwetki, wysoki i chudy. Nosił czerń w przeciwieństwie do innych pracowników na oddziale.
-Wiem.
Doktor odchylił się lekko na fotelu. Uśmiechnął lekko i złożył ręce wygodnie na biurku.
-A więc wiesz też, że skoro tu jesteś, musisz brać leki. – wyraz zadowolenia nie schodził z jego twarzy. – Delilah...
-Nie chcę ich brać. – dziewczyna wpadła doktorowi w słowo, a z jego chudej twarzy zniknął wyraz rozbawienia.
Rouge bardzo nie lubił kiedy ktoś przerywał mu wypowiedź, natomiast Delilah bardzo lubiła to robić. Dziewczyna lubiła robić wiele rzeczy na złość doktorowi. Przestawała brać leki, które potem w nią wmuszano, wykłócała się z pielęgniarkami, wszczynała burdy i pobudzała innych pacjentów do buntu, choćby dlatego, że uważała jedzenie ze stołówki za nieodpowiednie dla ludzkiego organizmu. Zazwyczaj kończyło się to kilkoma dniami w zamknięciu, bądź tak jak teraz reprymendą u doktora.
-Nie bądź dziecinna. Dobrze wiesz, że leki mają ci pomagać.
-Nazywacie to lekami? Podajecie mi jakieś świństwo, które sprawia, że całe dnie nie mam kontaktu ze światem! To ma być dla was leczenie? – oburzyła się Lila.
Dostawała trzy dawki leku uspakajającego. Po jednej rano, w południe i wieczorem. Podobno w zakładzie znajdowała się z powodów niekontrolowanej agresji i domniemanej piromanii.
-Pani Gamble, jest pani w dobrych rękach. Powtarzam to przy każdym naszym spotkaniu, a pani dalej wykazuje się niezrozumiałym sceptycyzmem.
Zwracał się do niej na „pani" kiedy usiłował ją udobruchać. Chciał by czuła się ważna i szanowana. Nie miało to związku z jego odczuciami do niej. Dla doktora Lila była tylko kolejną psychicznie chorą pacjentką, którą najlepiej byłoby przywiązać do łóżka i zamknąć na cztery spusty.
-Dobrze pani wie, że nie chcę wysyłać pani do izolatki, ani podawać pani leków przez kroplówki. Powinniśmy oboje zaoszczędzić sobie kłopotów i po porostu się... - urwał tutaj znacząco spoglądając na dziewczynę – dostosować, pani Gamble. Jeśli pani to zrobi, to może przywrócę pani możliwość odwiedzin.
ESTÁS LEYENDO
Delilah
Ciencia FicciónDelilah myślała, że gorzej już być nie może. Siedzi w zamkniętym zakładzie, ma przeciw sobie samego dyrektora, przestała brać leki i zaczęła widzieć niestworzone rzeczy. I wtedy na jej oddział przybywa Kit, wywracając jej już i tak nienormalny świat...
