Rozdział I
Góra Mount Ebott, której wysokość wynosi ponad 7400 metrów nad poziomem morza, leżąca nad kolorowym miasteczkiem była jedną, wielką tajemnicą dla turystów, a nawet dla ludzi, którzy już długi czas mieszkali w miasteczku pod górą.
Mount Ebott była owiana wieloma legendami, ale tylko jedna wyróżniała się spośród reszty, i miała swoje źródła w historii.
Dawno, dawno temu ziemią rządziły dwie rasy, ludzie, oraz potwory.
Jednak pewnego dnia, wojna wybuchła między tymi rasami.
Potwory, zepchnięte do defensywy, szybko zostały pokonane, po czym zamknięte w podziemiach góry Ebott magicznym zaklęciem.
Od tamtej pory ludzie rządzili powierzchnią, a ród uwięziony pod górą musiał nauczyć się żyć w tych trudnych warunkach.
Wątpiono, by potwory mogły długo przetrwać w zimnych jaskiniach bez jedzenia czy wody, a szansa by magiczna bariera została zniszczona była bardzo bliska zeru.
Wracając do legendy, według wielu mieszczan, każdy człowiek, który zapuści się zbyt wysoko do góry Ebott, nigdy nie wróci.
Faktem było że stwierdzono sporo zaginięć wokół góry, lecz niewiadomy był ich powód.
Większość ekspedycji, które wyruszały by ową tajemnicę rozwiązać rzadko wracały, a jeżeli już wracały to z niczym.
I tutaj pojawia się nasza bohaterka!
Dzielna dziewczyna, brązowe włosy do ramion, niebiesko - fioletowy sweter, i krótkie spodenki w kolorze ciemnego brązu.
Oto ona, Frisk.
Postanowiła ona wyruszyć na tajemną wyprawę do góry Ebott, by odkryć tajemnicę znikających tam ludzi!
- Wyruszam na tajemną wyprawę do góry Ebott, by odkryć tajemnicę znikających tam ludzi! - Powiedziała.
Nie wiedziała jednak, jakie zagrożenia czekają ją, gdy dojdzie do "celu" podróży.
- Nie wiem, jakie zagrożenia czyhają na mnie u celu mej podróży! - Wykrzyknęła dziewczyna pakując prowiant.
- Wykrzyknęłam pakując prowiant!
- Przestaniesz? - Odezwał się głos znikąd.
Frisk zaczęła się rozglądać.
- A kto mówi? - Spytała cały czas rozglądając się po swoim pokoju, stojąc nad swoją zieloną walizką.
- Narrator tej nieśmiesznej opowieści, powtarzasz po mnie praktycznie każdy tekst! - Głos był naprawdę załamany.
Frisk roześmiała się.
- Robię tak jak jest w scenariuszu, gniocie! - Powiedziała groźnym głosem kierując pięść w stronę pliku kartek.
Narrator wzdechnął.
- A rób ta co chceta, wracajmy do głównego wątku.
Dziewczyna pokiwała głową na zgodę, po czym obróciła się w stronę okna, z którego miała idealny widok na górę.
Nadszedł czas kiedy musiała wyruszyć, pod osłoną nocy musi przedostać się do góry, nie będąc zauważoną, z znanych sobie powodów rząd zakazał jakikolwiek wycieczek czy ekspedycji w stronę Ebott.
Frisk sprawdziła czy ma wszystko co jej potrzebne, upewniając się że niczego nie zapomniała, wyszła z domu.
Odchodząc paręnaście metrów od niego obróciła się w jego stronę, uśmiechnęła się szeroko, nie mając pojęcia, że może być to ostatni raz gdy widzi swój dom.
Obróciła się w stronę góry, i wyruszyła.
Rozdział II
Pod górę udało jej się dostać nie będąc zauważoną.
- To było prostsze niż myślałam. - Powiedziała sama do siebie, po chwili wpatrywania się w szczyt Mount Ebott wyjęła sprzęt, który pomoże jej w wspinaczce.
Po paru godzinach wspinania się w trudnych warunkach Frisk doszła (Nie, to jeszcze nie ten moment 😏😏😏)do celu, wielka jama tuż pod szczytem.
Na szczęście dziewczyna była przygotowana na każdą możliwość, toteż miała przy sobie latarkę.
- Nosz kurwa włącz się! - mówiła Frisk energicznie potrząsając latarką w górę i w dół, wprawę w tych ruchach zapewniła jej stara praca.
Jednak latarka nie miała chyba zamiaru się włączyć, toteż bohaterka musiała zbadać jaskinię po ciemku.
Czuła pod nogami miliony małych kamyczków, i co chwilę napotykała pod podeszwami swoich butów pojedyncze kwiatki.
Dalej szła do przodu wyciągając przed siebie obie ręce.
To była chwila.
Frisk potknęła się o jeden z większych kamieni.
Lecz nie upadła.
Leciała, cały czas.
Głębiej
I głębiej.
W otchłań góry Ebott.
Ostatnie co pamięta przed uderzeniem w ziemię to to, że wyobraziła siebie jako plemnika, szukającego drogi do komórki jajowej.
Za chuja nie wiedziała jaki ma to związek z spadaniem na pewną śmierć.
Łup.
Nagle zrobiło się czarnej niż mogłoby być.
Wszystkie dźwięki ustały.
Tuż przed straceniem przytomności usłyszała tylko kobiecy głos.
"Jestem pewna ze słyszałam..."
Po czym dziewczynę ogarnęła ciemność.
Rozdział 3
Frisk obudziła się, jej głowa pulsowała z bólu, z satysfakcją stwierdziła, że nie ma żadnej złamanej kończyny.
Udało jej się wstać o własnych siłach, szukając rękoma po ziemi po ciemku chwyciła patyk, którego mogłaby użyć w samoobronie.
- Dość prymitywna forma samoobrony ale zawsze coś. - Zdziwiła się jak słaby jest jej głos. Po chwili rozglądnęła się w poszukiwaniu jakiekolwiek źródła światła, jedyne takie znajdowało się na górze.
- Halo!! Pomocy!! - Krzyczała. - Spadłam tutaj, nie wiem co robić! - Krzyczała zrozpaczona.
Nagle tuż przed nią wyrósł kwiat, był obrócony do niej tyłem, zaciekawiona tym dziwnym zjawiskiem Frisk podeszła bliżej, niewielka powiata światła z góry oświetlała roślinę.
Jednak gdy już dziewczyna miała go zerwać kwiat się obrócił.
Ten
Kwiat
Miał
Oczy
I
Buzię.
- Hejka! - Powiedział dość piskliwym, i słodkim głosikiem. - Jestem Flowey! Flowey Kwiatek! - Kwiat szeroko się uśmiechął. - Witamy w podziemiach!
_______________________________________
Ciąg dalszy nastąpi...
YOU ARE READING
Underfail
FanfictionPoprawiona wersja opowieści z starego konta, którą postaram się dokończyć :3
