1

331 26 0
                                        

Pamiętam ten dzień, w którym pierwszy raz ciebie ujrzałem. To było na rozpoczęciu roku szkolnego w liceum. Stałeś niecałe dziesięć metrów ode mnie. Wyglądałeś jak książę dwudziestego pierwszego wieku. Platynowo-złote włosy wybijały się z tłumu ciemnych głów. Skóra innych przy twojej śnieżnobiałej cerze przypominała potok mokrego żwiru. Elegancki mundurek  w barwach granatu oraz srebra nadawał ci wyjątkowej charyzmy. Stałeś wyprostowany z jedną dłonią w przedniej kieszeni spodni, zapatrzony w wybrany przez siebie punkt. Wyglądałeś dostojnie, śmiało i nieobecnie zarazem. Chciałem podejść i porozmawiać, lecz nie mogłem. Moje stopy ugrzęzły w wyimaginowanym przeze mnie bagnie. Nagle rozejrzałeś się. Nieświadomie zatrzymałeś swój wzrok na mojej sylwetce. Niewidoczny dusiciel chwycił mnie za szyję. Dostrzegłem twoje piwne tęczówki z tajemniczym błyskiem w oku. Delikatnie oblizałeś swoje wąskie wargi. W tamtym momencie już zdałem sobie sprawę, że nie ucieknę od ciebie.

Trafiliśmy do tej samej klasy. Siedziałeś przy oknie, w trzeciej ławce od końca. Ze swojego miejsca miałem idealny widok na twoje pozornie smukłe plecy. Wtedy nie przypuszczałem, że pod tą granatową marynarką kryją się silne ramiona. Całą swoją uwagę nie poświęcałem lekcjom, a tobie, chociaż ty o tym nie wiedziałeś. Zapamiętałem wszystkie twoje gesty, zachowania i nawyki. Na matematyce starałeś się cokolwiek zrozumieć, a każde zajęcia z nauk humanistycznych kończyły się drzemką lub bazgraniem po kartkach. Czasami miałem wielką ochotę zajrzeć ci przez ramię i przeczytać to, co przez godzinę tworzyłeś. 

Z rówieśnikami szybko się zaprzyjaźniłem. Poznawanie nowych ludzi nigdy nie sprawiało mi problemów. Ty byłeś wyjątkiem. Do ciebie nie miałem odwagi podejść. Przytłaczałeś mnie swoją aurą. To od innych dowiedziałem się, że komponujesz oraz piszesz teksty piosenek. Zaimponowałeś mi tym, chociaż nie znałem żadnego twojego utworu. 

Wszystko się zmieniło trzy miesiące później. Siedziałem na krześle z odchyloną głową do tyłu. Byłem niewyspany po nocnej zmianie. Udało mi się znaleźć dobrze płatną pracę. Jak się dowiedziałeś, że haruję w barze dla gejów, w dodatku ,,na czarno'', przez tydzień chodziłeś wkurzony. Codziennie prawiłeś mi morały. Jednak z czasem zrozumiałem. Po prostu się martwiłeś. 

Byliśmy sami w sali. Słyszałem jak tupot podeszwy od butów zwiększa się z każdym krokiem. Gdybym tylko wiedział, że to ty szedłeś... Przysunąłeś krzesło i postawiłeś je obok mojego. Usiadłeś przodem do oparcia, kładąc na nim skrzyżowane ramiona. Nic się nie odzywałeś. Niedbale podniosłem jedną powiekę. Powoli skierowałem swój wzrok na lewo. Wtedy spostrzegłem, że się we mnie wpatrujesz. Gwałtownie wyprostowałem się i przekrzywiłem ciało, aby siedzieć twarzą do ciebie. Przyjrzałem się twoim piwnym tęczówkom. Bursztynowy blask mieszał się z brązowymi drobinkami. Niesamowite. Na szczęście pierwszy się odezwałeś. Inaczej osiągnąłbym stan nirwany.

- Lepiej wysypiaj się w domu, bo zawalisz szkołę. Nie masz za dobrych ocen.

Twój niski, lekko chrypiący głos wprowadził mnie w fazę ekstazy. Nigdy wcześniej nie słyszałem tak cudownych dźwięków. 

- Skąd wiesz jakie mam oceny?

Zapytałem, tłumiąc w sobie euforię, ale również obawę. Jednak interesowało mnie, skąd dowiedziałeś się o moich słabych stopniach.

- Ty znasz moje, ja znam twoje.

Odpowiedziałeś spokojnie. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Udawać głupka czy się przyznać? Przełknąłem ślinę. 

- Czy czegoś ode mnie potrzebujesz?

Zapytałem najgrzeczniej jak potrafiłem. Wolałem zmienić temat, aby uniknąć tego niezręcznego momentu, w którym przyznaję się do małej fascynacji twoją osobą. 

- Potrzebuję notatek z japońskiego. 

- Nie ma problemu.

Wyjąłem z torby czarny zeszyt z obklejoną przeróżnymi naklejkami okładką i wręczyłem ci go. Od razu przejrzałeś jego zawartość. Pierwszy raz znajdowałeś się tak blisko. Nie potrafiłem się oprzeć. Wpatrywałem się w twój skupiony wyraz twarzy. Miałeś mocno zarysowaną dolną szczękę, ale delikatnie zaokrąglony nos. Najbardziej jednak swoją uwagę skoncentrowałem na nietypowym kształcie uszu oraz piercingu, który je ozdabiał. Po dłuższej chwili milczenia zmarszczyłeś brwi, a usta lekko ściągnąłeś tworząc prosty pasek.

- Nic z tego nie rozumiem.

Odłożyłeś zeszyt na ławkę. Zauważyłem cienki sznurek z metalową nutką na twoim nadgarstku. 

- To nie jest takie trudne. Mogę ci pomóc, jeżeli chcesz.

Odpowiedziałem bez namysłu. Uśmiechnąłeś się do mnie. To był najpiękniejszy widok jaki było mi dane ujrzeć. Gdybym wtedy przewidział jak potoczą się nasze losy, nigdy bym ci tego nie zaproponował, a ty nigdy byś mnie nie obdarowywał takimi uśmiechami. Chociaż zapewne nasze drogi i tak by się splotły. W końcu ciążyło nad nami fatum. 

FatumDonde viven las historias. Descúbrelo ahora