Nienawidzę zmieniać szkół. O tym myślałem wchodząc do szkoły. To już piąta szkoła od trzech lat. Mam nadzieję, że chociaż w ostatnim roku nie będę musiał się przenosić. Czekałem przed drzwiami sekretarki, by dostać mój plan. Nienawidzę tego.
- Hej Peter! nie wiedziałem, że będziesz chodził do tej budy - odwróciłem się i zobaczyłem mojego starego przyjaciela, co trochę mnie zdziwiło, nie wiedziałem, że tu chodzi. Przywitałem się z nim po staremu, jeszcze pamiętaj o naszym starym powitaniu?
- Ta... Ja też nie - usłyszałem hałas i oboje spojrzeliśmy co było tego przyczyną. Jakiś chłopak krzyczał na dziewczynę, że jest kaleką i niezdarą, a pod jej nogami leżały porozrzucane książki. Na pewno na niego wpadła. Z opuszczoną głową wysłuchiwała jego obelg pod jej adresem. Dziwnie wyglądała. Miała na głowie zawiązaną chustę, spod której wypadały pojedyncze kosmyki włosów. Miała o wiele za duży sweter i tak samo wielkie spodnie. On nad nią górował o głowę. Odszedł od niej kopiąc jeszcze leżące książki, utworzony tłumik ludzi śmiał się z dziewczyny. Zaczęła je szybko i niezgrabnie zbierać - Kto to? - wskazałem ruchem głowy na dziewczynę
- Ona? - zaśmiał się - Nie powinna cię interesować. To dziwaczka. - po chwili jednak zaczął mówić - Ma na imię Adeline. Kiedyś była spoko, była w drużynie cheerwederek razem ze swoją przyjaciółką Liv, ale w tamtym roku... Po prostu oszalała. Zaczęła się odsuwać od wszystkich, mówiąc nam co tak naprawdę o nas myśli. Jednak najgorsza była dla swojej przyjaciółki. Po tym co zrobiła oficjalnie nazwali ją psychopatką. I tak się zachowuje. Ludzie zaczęli ją traktować jak popychadło. Chodzą jeszcze pogłoski, że próbowała zamordować człowieka, a później popełnić samobójstwo. - byłem zdziwiony... Ta dziewczyna nie wygląda na taką. Nie na taką jak mi ją opisał.
- I tylko z tego powodu tak ją traktujecie?
- Gościu ona jest chora psychicznie, powinni ją zamknąć w psychiatryku. - spojrzał na zagarek - Dobra ja spadam zaraz mam trening
Było to dla mnie nie do uwierzenia. Może i dziwnie się ubierała, była za blada, ale na pewno nie wyglądała na szaloną. W to nie uwierzę. I to jak pozwoliła sobą poniewierać... Nie odezwała się, nie spojrzała na niego, nie wykonywała żadnych ruchów, tak jakby wiedziała, że musi odbyć "karę". To było dziwne...
- Peter Blackwood? - odwróciłem się. - Zapraszam - wszedłem do gabinetu sekretarki. Kobieta zaczęła gadać coś o zasadach szkoły itp., ale nie mogłem jej słuchać. Moje myśli zajęła dziewczyna z korytarza - Tak więc twoje książki są w bibliotece. Biblioteka ma własne, osobne schody, na przeciwko mojego gabinetu. Musisz iść schodami na samą górę, a tam ją znajdziesz - pokiwałem głową i wyszedłem. J.Angielski, Historia, Matematyka dwa razy... Super. Same nudne lekcje. Tak jak powiedziała poszedłem schodami na samą górę. Na końcu małego korytarza były drzwi z napisem biblioteka wszedłem do niej nie pukając. Chyba w tej szkole nie trzeba pukać do biblioteki? W mojej poprzedniej szkole niestety trzeba było pukać do każdej sali. Nawet do stołówki. Biblioteka dzieliła się na "trzy" pokoje. Główny to była sala komputerowa razem z wypożyczalnią, po lewej była czytelnia, a po prawej regały z książkami. Przystanąłem wpół kroku. To ta dziewczyna. Niosła stertę książek
- Gdzie ty chcesz iść z taką ilością książek! - krzyknęła jakaś starsza pani. Pewnie bibliotekarka. Zabrała jej połowę i postawiła na stół obok.
- Dałabym radę - powiedziała stanowczo, ominęła ją i poszła do czytelni.
- Ojeju w co ja mam... O witaj chłopcze! - krzyknęła kobieta. Super. - Ty jesteś ten nowy tak? Jak ci tam było... Franklin, Philip... Peter! - pokiwałem głową - Niestety twoje książki będą jutro, jeszcze do nas nie dotarły. Chyba poradzisz sobie bez nich? - oparłem się o stół. Jeśli nie mam książek to nie ma potrzeby siedzenia w szkole i przedstawiania się klasie. Nienawidzę tego. - Słyszałam, że dużo razy zmieniałeś szkołę, było by smutno gdybyś znów ją zmienił, a tym bardziej, że to twój ostatni rok. - usłyszałem za sobą chrząknięcie. Odwróciłem się. To ona.
- Mógłbyś się przesunąć? - powiedziała od niechcenia, nie racząc nawet na mnie spojrzeć.
- Pomóc ci? - zapytałem
- Sama też dam sobie radę - wzięła kilka książek w jedną rękę, a drugą zaczęła układać kolejne książki na te które już trzymała.
- Adeline, daj sobie pomóc, sama nie skończysz ich układać do następnego roku - przewróciła oczami. Zabrałem od niej kilka książek, przez co posłała mi złowrogie spojrzenie. Szybkim krokiem znów poszła do czytelni, a ja za nią. Trochę mnie śmieszyło jej zachowanie, wyglądało to jakby próbowała mnie zniechęcić do siebie. Jakby próbowała zrobić z siebie małą smarkulę, ale coś jej nie wychodziło... Nie wiem co, ale miałem przeczucie, że tylko udaje. Zadzwonił dzwonek. Wyminęła mnie i wyszła z biblioteki. Odłożyłem książki i zrobiłem to samo, ale zatrzymała mnie ta staruszka.
- Przyjdziesz jej też jutro pomóc? Ona sama sobie nie da rady, a jest zbyt honorowa by poprosić o pomoc... - kiwnąłem głową na znak, że się zgadzam - Tylko uważaj na nią.
Co to miało znaczyć? Uważaj na nią. Nie brzmiało to tak jakbym miał się jej bać, czy raczej omijać szerokim łukiem. Bardziej zabrzmiało to jak... Jakby matka mówiła bratu żeby uważał na siostrę... Ale dlaczego tak to powiedziała? W taki sposób? Gdyby powiedziała to inaczej, może uwierzyłbym w historyki o niej, ale teraz jeszcze bardziej wątpię w ich prawdziwość. Co ona takiego skrywa?
ESTÁS LEYENDO
Nie Zapomnij O Mnie
Novela JuvenilAdeline to cicha dziewczyna która skrywa wiele tajemnic. Peter to chłopak, który za wszelką cenę chce odkryć te tajemnice. ~ - wiesz, że przegrywam... - nie pozwolę na to - to nie od ciebie zależy, nie dam rady dłużej walczyć - walcz dla mnie...
