Był to piękny, słoneczny dzień. Ptaszki ćwierkały, pszczółki latały, a korony drzew kołysały się na lekkim wietrze. Nikt by nie pomyślał, że jedno, cholerne zdanie, może wszystko zjebać.
- Liam, ja jestem gejem.
Spojrzałem skołowany na przyjaciela. To było dziwne, mój umysł całkowicie się wyłączył, odmawiając mi posłuszeństwa. Próbowałem przeanalizować dopiero co zdobyte dane, ale pewnie przypominałem zawieszoną przeglądarkę, czy grę z wielkim, irytującym kółeczkiem "loading".
- Nie patrz tak na mnie, powiedz coś - dodał wyraźnie zaniepokojony moją reakcją.
Cały czas czekałem, aż wyskoczy z tekstem typu: "Ha, nabrałeś się! Co to za głupia mina?!", ale równocześnie zdawałem sobie sprawę, że nie jest typem człowieka, który żartowałby z takich rzeczy. Nie mówię, że nie ma poczucia humoru, ponieważ bardzo rzadko ponoszą go negatywne emocje i nie bierze wszystkiego "na poważnie". Myślę, że można byłoby go nawet nazwać optymistą. Czasem się zastanawiam, jak ktoś tak inteligentny i sympatyczny może przyjaźnić się z takim nieudacznikiem, typowym odludkiem jak ja. Jest jedyną bliską mi osobą, nie licząc mamy.
Rozejrzałem się pospiesznie. Nikogo wokół nas nie było, jednak wolałem nie ryzykować. Znajdowaliśmy się stosunkowo niedaleko od szkoły, a wątpiłem, żeby Tomas chciał, aby to się rozniosło. Szliśmy akurat do mojego domu, tak jak robiliśmy to prawie każdego dnia.
- Nie powinniśmy tutaj o tym rozmawiać, chodźmy do mnie - odruchowo chciałem pociągnąć go za rękę, tak jak robiłem to w młodości, ale w ostatnim momencie się powstrzymałem. Chłopak jednak zdołał zobaczyć moje posunięcie.
- Liam? - zapytał zduszonym głosem.
- Chodźmy już - ponagliłem i ruszyłem przed siebie, wyprzedzając przyjaciela o dwa kroki.
Dalej szliśmy w milczeniu. Żaden z nas nie miał na tyle odwagi, aby przerwać narastającą ciszę, a przejeżdżające obok auta, dzieci bawiące się w parku po przeciwnej stronie ulicy, czy dźwięk wydawany przez dzwonek od roweru wcale nie sprawiały, że czuliśmy się mniej skrępowani. Odniosłem wrażenie, jakby za moimi plecami pojawiła się wielka, niewidzialna bariera odgradzająca nas od siebie.
Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Wyciągnąłem klucz, a wraz z nim z kieszeni wypadła mi lista zakupów. Zakląłem w myślach. Całkowicie zapomniałem o prośbie rodzicielki. Pójście do sklepu odłożyłem na dalszy plan, ponieważ aktualnie miałem inne priorytety. Pozostawiając już za sobą dotychczasowe przemyślenia, przekręciłem metalowy przedmiot i uchyliłem drzwi. Mojej mamy nie ma o tej porze w domu, ale pomimo wszystko - myślę, że z przyzwyczajenia - przechodząc przez próg krzyknąłem "tadaima" i ściągnąłem buty. Był to zwrot, który zasłyszałem w jakimś anime, które oglądałem z rodzicielką, gdy byłem mały i siłą rzeczy weszło mi to w krew.
Mieszkałem w całkiem przestronnym i przytulnym domku. Na prawo od wejścia znajdowała się toaleta. Przez przedpokój wchodziło się do całkiem sporej kuchni, połączonej za pomocą półścianki z salonem. Na środku znajdowała się duża kanapa układająca się w literę "L", na której, jeśli mam być szczery, rzadko zdarzało mi się siadać. Większość czasu spędzałem u siebie w pokoju, a posiłki zazwyczaj jadałem przy specjalnym blacie kuchennym, na barowych krzesłach, ponieważ miałem stamtąd doskonały widok przez szklane drzwi na podwórko. Lubiłem wspominać czasy, gdy bawiłem się w nim z ojcem, zanim nas zostawił.
- Siadaj - wskazałem głową czarną rogówkę, gdy zdecydowałem się zrobić wyjątek i usiąść w innym pomieszczeniu niż mój pokój, który znajdował się na górze.
Chłopak posłusznie wykonał polecenie, a ja skierowałem się w stronę lodówki w celu znalezienia czegoś do picia. Po otwarciu odkryłem, że świeci ona pustkami - przecież miałem zrobić zakupy - klepnąłem się w głowę. Było tam tylko mleko, którego nienawidziłem, więc pospiesznie ją zamknąłem.
YOU ARE READING
Chłopak mojego przyjaciela |YAOI|
Teen FictionŻycie Liama ulegnie drastycznej zmianie, która rozpocznie się od rozmowy z najlepszym, a zarazem jedynym przyjacielem. Pojawi się wkrótce ktoś zupełnie nowy, kto nieźle namiesza. Skomplikowane uczucia nastolatków będą się przeplatały. Miłość, przyj...
