Od początku trwania apokalipsy, ja i moja siostra Amy, tułamy się po lasach, grupach i domach, w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca, jedzienia. Trafiałyśmy na różnych ludzi. Dobrych, złych, zachłannych...
W każdym z miejsc nie zostawałyśmy dłużej niż parę dni. Wynikało to albo z tego, że szwendacze przejmowały nasz bezpieczny zaułek albo ludzie, u których mieszkałyśmy, okazywali się zbyt okrutni i prędzej czy później wykorzystaliby nas do czegoś.
– Rue, ty wiesz w ogóle gdzie idziemy? – zapytała Amy.
Spojrzałam na nią. Była blada i zmęczona.
– Nie – odpowiedziałam po chwili. – Zatrzymany się chwilę tutaj. Zjemy coś, odsapniemy. Może nawet tu zostaniemy na dłużej. Ten las wydaje się bezpieczny. Jeśli owiniemy liną parę drzew, odgrodzimy się od umarlaków.
Amy z wdzięcznością wymalowaną na twarzy usiadła na ściółce leśnej i położyła broń obok siebie. Zrobiłam to samo i wyjęłam z plecaka paczkę jakiś chipsów.
– Chcesz? To jedyne co mam.
Brunetka spojrzała na jedzenie i wzięła je ode mnie. Otworzyła paczkę i wyjęła jednego chipsa i oddała mi opakowanie.
– Też musisz coś jeść. Kiedy ostatnio zjadłaś cokolwiek?
– Tobie jedzenie jest bardziej potrzebne – odparłam i zwróciłam jej paczkę, mimo tego, że miałam ochotę pochłonąć te wszystkie chipsy za jednym razem.
– Za chwilę będziesz jak jeden z tych śmierdzieli. O ile już ci nie widać kości przez skórę.
– Nie martw się, nie grozi mi to – zaśmiałam się.
Siostra spojrzała na mnie i zaczęła jeść chipsy, a ja nasłuchiwałam, czy żaden sztywny bądź jakaś grupa nie idą w naszym kierunku. Po chwili wsłuchiwania się w odgłosy lasu, niepokój zniknął, a na jego miejsce wkroczyło zrelaksowanie. Gdy Amy skończyła jeść, przeniosłyśmy się pod drzewo, by w razie potrzeby oprzeć się o nie i zasnąć. Nagle jakaś gałąź strzeliła w oddali. Zaalarmowane chwyciłyśmy nasze pistolety i zaczęłyśmy się nerwowo rozglądać dookoła. Amy poszła w stronę źródła dźwięku, a ja zostałam przy naszych rzeczach, trzymając odbezpieczony pistolet. Gdy chciałam zrobić krok, by zobaczyć czy nic się nie stało siostrze, dobiegł mnie jej krzyk pełen bólu.
– Ty... pieprzony... idioto! – ponownie krzyknęła, a po chwili po lesie rozniósł się dźwięk strzału.
Czym prędzej do niej pobiegłam. Z jej ręki lała się krew, która zdążyła ubrudzić jej koszulkę, spodnie i dłoń, którą zakrywała sobie ranę.
– No cholera jasna! Ugryzł mnie. Pierdolony szmaciarz! – Jej głos był pełen frustracji.
– Amy...
– Idę po bandaż. W którym plec... – Nagle urwała swoją wypowiedź i otworzyła szeroko oczy. – Cholera! Nie, nie, nie! On nawet nie wyglądał jak ci śmierdziele... Miał tylko dziwnie czerwone oczy...
Upuściłam pistolet na ściółkę leśną i przytuliłam ją do siebie. Czułam jak krew, która nadal sączyła się z rany, przesiąkała przez moją bluzę.
– Zostanę z tobą do końca – odparłam cicho, a z moich oczu pociekły łzy.
– Nie dam się temu czemuś. Przejdzie mi, zobaczysz.
Po chwili wróciłyśmy pod drzewo, a ja starałam się nie myśleć o tym, co może nastąpić. Z minuty na minutę widziałam, że z Amy jest coraz gorzej. Rana przestała już tak bardzo krwawić, ale oddech siostry stał się ciężki. Jakbyś dosłownie przed chwilą ktoś ją podduszał.
- Jeśli chcesz, mogę dać ci wodę z plecaka. Jestem pewna, że coś jeszcze zostało - zagadnęłam.
Amy pokręciła przecząco głową.
- Jest okay. Daj mi chwilę.
Kiwnęłam głową, a brunetka przymknęła oczy. Cicho wstałam i wyjęłam z plecaka linę. Nie było jej aż tak dużo jak myślałam, więc musiałam się ograniczać co do rozmiarów naszego obozu. Kiedy owinęłam liną dosyć mały obszar, nastąpiłam na gałąź, a ta pękła, budząc moją siostrę.
- To tylko ja.
Amy pokiwała głową i rozejrzała się dookoła. Uśmiechnęła się i otarła wierzchem dłoni spocone czoło.
- Mam prośbę.
- Jaką? - zapytałam szybko.
- Jeśli poproszę cię, żebyś mnie zabiła, zrobisz to?
- Ty chyba sobie żartujesz.
- Nie chcę być jedną z nich. Nie upadnę tak nisko, żeby popełnić samobójstwo czy się zmienić.
Niechętnie się zgodziłam, bo co innego mogłam zrobić w tej sytuacji? Czekać aż ona sama mnie ugryzie i stać się jednym z tych śmierdzieli? Amy ponownie zamknęła oczy, a jej oddech zaczął się powoli uspokajać, a ja nadal czuwałam, gotowa do działania. Nagle otworzyła szeroko oczy i zaczęła krzyczeć: Zostawcie mnie! Zostawcie!
- Amy! - Podbiegłam do siostry i wyjęłam jej pistolet z dłoni. - Jestem tu. Spójrz na mnie.
- Zabij mnie - wydyszała.
- Co? - zapytałam i otworzyłam szeroko oczy.
- Zabij... mnie. Proszę.
- Amy, ja...
- Zabij mnie! - krzyknęła i wyrwała mi się, po czym wcisnęła mi pistolet do rąk. - Zrób to, zanim stanę się jednym z tych potworów. - Jej oczy wypełniły się łzami, podobnie jak moje.
Spojrzałam na czarnego glocka 19. Odbezpieczyłam go, a z moich oczu pociekły mi łzy. Obie wstałyśmy.
- Tak będzie lepiej. - Amy uniosła moje ręce, w których trzymałam broń. - Po prostu pociągnij za spust.
- Kocham cię. – Uśmiechnęła się.
- Ja ciebie też. - Przytuliłam ją.
Odsunęłam się i wycelowałam w jej głowę. Wzięłam głęboki oddech i pociągnęłam za spust. Jej ciałem szarpnęło i upadła, a z mojego gardła wydobył się szloch. Była uśmiechnięta do samego końca. I taką ją zapamiętam.
________________
Jo! Z tej strony Patrycja i Nat.
Witamy Was w naszym wspólnym opowiadaniu, jak tytuł wskazuje, o TWD!
Parę informacji:
Pomysły jak i postacie będą wymieszane z faktami z serialu.
Rozdziały będą podzielone.
Część Ruelle – Patrycja
Część Jay – Nat
Mamy nadzieję, że nasza twórczość Wam przypadnie do gustu i zostaniecie z tym opowiadaniem do końca :)
YOU ARE READING
Together || TWD
FanfictionPo roku apokalipsy - walki o przetrwanie, życia w ciągłym strachu i niewiedzy, dwie dziewczyny, Jay i Ruelle, w końcu się spotykają. Czy będzie im dane przetrwać wspólnie apokalipsę?
