End Of Waiting

439 54 45
                                        

Jesień od zawsze była jego ulubioną porą roku. Lubił czuć chłodne powietrze, mieszające się z intensywnym zapachem deszczu, lubił oglądać jak jasne niebo zostaje zdominowane przez ciemne chmury, które nie przepuszczają nawet promienia słońca, a kolorowe liście powoli opuszczają gałęzie, pozostawiając drzewa kompletnie nagie. Lubił również tę melancholię, która niczym chmara dymu przysłaniała radość i sprawiała, że ludzie tracili zapał i energię, sprawiała, że chcieliby jedynie leżeć w swoim łóżku i nie ruszać się, póki dobra pogoda nie zagości z powrotem. Kiedy pojawiały się ulewy, zawsze będąc w domu wchodził na poddasze, aby ukryć się w swojej małej kryjówce, z kubkiem ciepłej herbaty w ręku. Brał jakąś książkę z pokrytej grubą warstwą kurzu biblioteczki, siadał na szerokim parapecie obłożonym kocem i poduszkami, aby następnie dać się wciągnąć w lekturę. Od czasu do czasu zerkał też przez okno na przepełnione smutkiem miasto. Wówczas jego umysł pogrążał się w refleksji. Myślał o wszystkim. Począwszy od przeszłości, a kończąc na wyimaginowanej przyszłości. Także gdy poznał swoją pierwszą, i właściwie ostatnią miłość, to w ten sposób spędzał z ukochanym deszczowe dni, z tą różnicą, że czytając, co chwila spoglądali na siebie ukradkiem, obdarzając się promiennym uśmiechami, a chwilę później książki lądowały na stoliku obok, zaś oni siedzieli w swoich ramionach, wymieniając się namiętnymi pocałunkami, nawzajem badając opuszkami palców swoje ciała i szepcząc sobie od czasu do czasu słodkie słówka przepełnione ogromnym uczuciem.

Dzisiejszy dzień był równie ulewny jak ten, który spędzili wspólnie po raz ostatni, dokładnie siedem lat temu. To był niezwykle pamiętny wieczór dla nich obu, gdyż właśnie wtedy przez ogromne nieporozumienie z ust Chanyeola padły słowa, które nigdy nie powinny były się wydostać. Słowa, które tak naprawdę zraniły oba serca równie mocno. Słowa, które przesądziły o ich przyszłości.

Idąc opustoszałą ulicą, mężczyzna zastanawiał się nad tym co by było, gdyby cofnął czas. Czy wówczas powtórzyłby to, co powiedział? A może to wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej? Może dałby Baekhyunowi szansę wytłumaczyć się i wszystko skończyłoby się dobrze? Nie miał pojęcia, ale gdyby wtedy wiedział, że jego słowa i dalsze decyzje, które postanowił podjąć zakończą ich miłość w tak okrutny sposób, postąpiłby inaczej. Poczucie winy mimo upływu lat wciąż zżerało go od środka jak najgorsza trucizna, bo obaj doskonale wiedzieli, że to przez niego ich związek się rozpadł.

— Tatusiu — wyrwał go z rozmyślań piskliwy głosik — jesteśmy już.

Chanyeol spojrzał w dół na swoją małą, damską kopię, która całą swoją siłą ciągnęła jego rękę w dół, a następnie powiódł spojrzeniem za jej wystawioną w prawym kierunku dłonią, ściskającą maleńki bukiecik stokrotek.

— Zamyśliłem się — szepnął niemal bezgłośnie, uśmiechając się z bólem, po czym z powrotem popatrzył na swoją kruszynkę.

Mała Jisoo tak bardzo go przypominała. Odziedziczyła po nim duże, ciemne oczy, w których tliły się iskierki podniecenia, odstające elfie uszy zdobione przez kolczyki w kształcie koniczynek, ciemne włosy spięte w ślicznego warkoczyka, opadającego swobodnie na plecy i... wzrost. Jak na swój wiek była doprawdy wysoka. Dziewczynka wyglądała niczym niewinny aniołek, w jasnoniebieskiej sukience i narzuconym na nią białym płaszczyku ze złotymi guziczkami. Brakowało jej jedynie skrzydeł i aureoli do kompletu.

— Czemu tak na mnie patrzysz? Mam coś na twarzy? — zapytała zdezorientowana, marszcząc brwi tak, że między nimi pojawiła się zabawna, drobna zmarszczka.

Chanyeol tylko pokręcił głową, unosząc parasolkę trochę wyżej.

— No to chodź, tato. Baekhyunnie się już pewnie niecierpliwi — mruknęła, ciągnąc Yeola w stronę ogromnej, żelaznej bramy, która strzegła wejścia.

End Of Waiting [ChanBaek One Shot]Stories to obsess over. Discover now