Rozdział 1

11.8K 324 16
                                        

Lato zakończyło się o wiele szybciej, niż tego wszyscy by chcieli.
Wszyscy uczniowie.
Statystycznie może z 80% uczniów.
Nie ważne! Ważne, że mi umknęło, jak obraz w kinie – a inni nas nie obchodzą w tym momencie.
Tak, więc...
Lato zakończyło się o wiele za szybko. Niczym Conor spieszący się do toalety, po wypiciu gazowanej fanty i pożarciu dwóch paczek mentosów. Czyli w mgnieniu oka.
I może wcale nie musiałoby być w tym nic złego, gdyby nie fakt, że koniec lata równał się z początkiem nowego semestru szkolnego, a to już zdzierżyć było mi trudno. Bo krótko mówiąc szkoły nienawidziłam. Pewnie istnieli i ci, którzy wykreślali dni z kalendarza odliczając do końca sierpnia, ale ja na pewno do nich nie należałam. Wręcz gdyby był sposób na zatrzymanie czasu nie wahałabym się go zastopować, a jeśli wiązało by się to z jakimkolwiek ryzykiem to również nie straciłabym sekundy na decyzję. Po prostu pędziłabym, by ten czas tak nie pędził.
Siedziałam w swoim pokoju wydzierając zapełnione kartki z zeszłorocznych zeszytów – nie miałam zamiaru tracić kasy na nowe. I tak wiele na lekcjach nigdy nie pisałam, to też i w tym roku wystarczy mi kilka kartek ze starych zeszytów.

   – Jutro szkoła, młoda – usłyszałam drwiący za plecami głos mojego brata Conora. – Przygotowane masz już książki? Mam nadzieje, że planujesz w tym roku skończyć z samymi najwyższymi ocenami, co?
   – Nie wspomnę o tym, kto w tym pokoju ma o wiele bardziej przerąbany rok. – Mrugnęłam do niego okiem. – Nie bym była wredna, czy coś, ale mam nadzieje, że skończysz szkołę z wyróżnieniem, co Conor?
Chłopak otwarł usta, jakby chciał coś powiedzieć, po czym prędko je zamknął i przysiadł na moim łóżku. Zajęłam się ponownie wydzieraniem kartek, a stos papierów coraz bardziej rósł przy moich nogach. 

   – Ok –odpowiedział krótko mój brat, a ja spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
   – Co ok?
   – Ok z tym, że skończę szkołę z wyróżnieniem młoda. Ale jeśli ty zdasz wszystko na najwyższe oceny. Zakład? – Podał mi prawą rękę, a ja tylko spojrzałam na nią śmiejąc się do rozpuku.
   –  Wiesz, że nie dasz rady?
   – Dawaj, załóż się ze mną, a się przekonasz – nalegał, wstając z łóżka i stając naprzeciw mnie z wciąż wyciągniętą dłonią.  
   – A jeśli ci się nie uda, a mi tak? Co wtedy zgarniam? – dopytałam, zakładając ręce na piersi. – Co będę z tego miała? Coś muszę mieć.
  –Materialistka z ciebie – zaśmiał się.
   – Spadaj! –warknęłam, próbując lekko kopnąć go w kolano. – Dalej, nie mam czasu, więc wymyślaj.
   – Hmm... to w takim razie dam ci stówkę.
   – Daj spokój. Mam cały rok się męczyć, za marną setkę. Szkoda zachodu braciszku.
Chciałam wyjść z pokoju, lecz chłopak prędko zatrzymał mnie chwytając za ramię.
   – Ok, to zapłacę ci za wycieczkę na Maltę, o której marzyłaś.
   – Już brzmi ciekawiej, mów dalej...
   – Tobie i twojej przyjaciółce Susan. Stoi? – Jego dłoń ponownie wysunęła się w moją stronę. – Ale jeśli tobie się nie uda, a mi tak wtedy płacisz mi za identyczną wycieczkę. Mi i Dylanowi. Co ty na to?
   – Twoja oferta jak najbardziej mnie satysfakcjonuje. Stoi! – Uścisnęłam dłoń chłopaka.

   – Ok, masz czas do połowy czerwca następnego roku – oznajmił, a następnie ruszył w stronę drzwi.– I pamiętaj, że cię nie trawię.
Wskazał na mnie groźnie palcem wskazującym, a chwilę później wyszedł z pomieszczenia trzaskając drzwiami.
   – Ja ciebie również bakłażanku – krzyknęłam tak by słyszał.  


Rozdziały będą krótsze, ale za to dodawane częściej! :D 

Co myślicie o braterskich relacjach Mii i Conora? :D 

Praktykant h.s.Stories to obsess over. Discover now