Rozdział I – W pogoni za Striełokiem
Zona była nawet znośna o tej porze roku. Koniec czerwca, zaraz wakacje. Aż chciało się ściągnąć ten typowy dla stalkerów pancerz i chodzić w samym podkoszulku.
Nie, nic z tego. Nie tutaj, nie w Zonie.
Za dużo mutantów, kul latających na wszystkie strony i zabójczych anomalii. Czasem nawet chwila odprężenia może zakończyć się zgonem.
Już trzeci dzień z rzędu Dimka Przystojniak włóczy się po Jupiterze. Coś mu każe tu być, coś go pcha naprzód.
Nie wie co to, ani dlaczego tak jest. Ale to on, to wszystko jego sprawka. Od tygodnia idzie krok w krok za nim.
Striełok...
Ciągle podąża jego tropem. Chociaż „za nim" to nie do końca dobre określenie. Idzie w sumie po śladach Naznaczonego, to on go szukał przed Kolesiem. Ale Naznaczony zaginął gdzieś pod Czerwonym Lasem. I robił to na zlecenie Sidorowicza, tfu! Dimka za to idzie bo musi, po prostu.
Przeszedł przez Kordon, Wysypisko, Agroprom, Dolinę Mroku, Bar, Magazyny Wojskowe a nawet przez Czerwony Las czy Prypeć. Udało mu się przedrzeć do Limańska ostatnią wolną trasą, a i to raptem chwilę przed emisją.
Przedarł się przez tajne laborka, Jezioro Jantar i zawędrował aż na Zaton przez zaufanego przewodnika. A stamtąd już z pomocą Pilota.
Ciekawe, że facet ostatnio obniżył ceny...
I w końcu Jupiter. Zaraz po dojściu do starej stacji Janów, Dimka wyszedł w teren. I tu trop się urwał. Już sam nie wiedział, co robić. Trzy dni bezsensownego chodzenia w tę i nazad. Jedyne czego się dorobił, to kilku nowych blizn po miejscowych mutantach i jakieś denne szpargały z zombie na Parkingu.
Już miał wrócić z tego swojego standardowego obchodu i zjeść coś w Janowie, kiedy coś zaczęło się dziać.
Przystojniak był „dotknięty przez Zonę", momentalnie wychwytywał nadejście emisji. Nawet najmniejsze zmiany w otoczeniu potrafił doskonale zinterpretować. I ten metaliczny posmak w ustach... Każdy takiego dostawał ale najczęściej jakieś dwie minuty przed uderzeniem, nie osiem czy dziesięć.
Rozejrzał się dookoła. No nic, cisza i spokój. Ale on ufa swojemu instynktowi, jeszcze nigdy go nie zawiódł. Zaklął siarczyście, orientując się, że jest na samym środku pustego pola, a dobiegnięcie do Janowa zajmie za dużo czasu.
Mimo to rzucił się pędem, licząc na jakąś głęboką jamę po drodze.
To w sumie ciekawe, pierwsze emisje były tak silne, że nawet w Kordonie bez kilku ton betonu i ziemi nad głową można było sobie usmażyć mózg, a teraz nawet tutaj, w Jupiterze, tak blisko centrum, wystarczy trochę głębszy dół i nawet się nie porzygasz.
Zaczęło robić się czerwono. Nie, to nie mroczki przed oczami, niebo zrobiło się koloru świeżej krwi.
Twarz stalkera robiła się coraz bardziej zacięta. Jasne oczy wbiły się w dach wieży kontrolera przy stacji, widocznej nawet stąd. Czarne krótkie włosy i kilkudniowy zarost zaczęły już znaczyć kropelki potu.
Był średniego wzrostu, za to bardzo szczupły. Wyglądał dość zabawnie w biegu, dopóki ktoś nie spojrzał na jego twarz. Wieczny ponury grymas, ogromna blizna po snorku, pięć śladów pazurów zaczynały się wąskimi liniami na lewym policzku i kończyły szramami grubości palca dopiero na prawym boku głowy. A na szyi kilka śladów macek pijawki. Stąd typowa stalkerski ksywa.
YOU ARE READING
EEG
Fanfiction26 kwietnia 1986 roku, o godzinie 1:23 w nocy w wyniku szeregu eksplozji został zniszczony reaktor bloku czwartego w Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej. Chmura promieniowania rozeszła się niemal po całej europie, docierając nawet do Ameryki. Konsek...
